Dziś przedstawiany jeden z ciekawych tekstów, dotyczacych Powstania Warszawskiego.

(źródło: http://gdziesposrodku.wordpress.com/2012/07/23/karolina-marek-anarchistka-w-powstanczej-warszawie/)

Mówiąc o powstaniu warszawskim często zapominamy o kobietach biorących w nim udział. Obchodom często towarzyszy mowa o patriotyzmie i walce o niepodległość. Okazuje się jednak, że przeciwko faszystowskiemu okupantowi stawali również ludzie, którym patriotyzm był zupełnie obcy. Odrzucali ideę państwa. Mowa o anarchistach i anarchistkach. Dziś postanowiłem opisać ciekawą historię pewnej anarchistki.

Karolina Stefania Marek z domu Brojde, pseudonimy „Stefa”, „Kruk”, „Lola” urodziła się w 1906 roku. Z Anarchistyczną Federacją Polski związała się w gimnazjum w Częstochowie. Było to w czasach rządów sanacji. Nawet za luźne powiązania ze środowiskami anarchistycznymi groziły ciężkie represje. Z powodu działalności w AFP została nawet aresztowana. Po wyjeździe do Warszawy została członkinią Warszawskiej Spółdzielni mieszkaniowej powstałej w 1921 roku.

Dzięki dobrej znajomości trzech języków: angielskiego, francuskiego i niemieckiego znalazła zatrudnienie w warszawskiej filii Firmy Marconi. Podobnie jak większość warszawskich Żydów podczas okupacji znalazła się w getcie. Przebywając tam była pracownicą szopu krawieckiego.

Zakład mieścił się na ulicy Leszno 44. W getcie swoje biznesy otwierało wielu przedsiębiorców niemieckich chcących zarabiać na taniej sile roboczej jaką byli Żydzi. Jednym z niemieckich kapitalistów, który dorabiał się na narodowym socjalizmie i zagładzie Żydów był Walter Casper Toebbens z Bremy.

Żydzi pracujący dla takich ludzi jak Toebbens nie byli przeznaczeni do likwidacji. Co innego ich dzieci. Karolina Marek była świadkiem dość makabrycznego odebrania dzieci kobietom pracującym w szopie czego dokonał jeden z kierowników zakładu.

Bauch, bo tak się nazywał ogłosił by pracownice wyprowadziły swoje dzieci z ukrycia gdyż przygotowano dla nich specjalny ogródek na tyłach budynku biura meldunkowego (miejsca pracy Karoliny Marek). Po kilku godzinach przybył oddział Łotyszy, którzy zabrali dzieci na Umschlagplatz. Bauch zagroził swoim pracownicom, że jeśli pobiegną za dziećmi nie zostaną przyjęte do pracy[1]. Dzieci samego Baucha odwiedziły ojca kilka dni później[2].

Później ukrywała się. Między innymi u Stanisława Rosłońca.

Podczas Powstania Warszawskiego trafiła do Brygada Dyspozycyjno-Zmotoryzowana “Koło”. Odział ten podlegał wojskowo pod zgrupowanie „Róg”, politycznie był oddziałem Narodowych Sił Zbrojnych. Przypadków, że w jednym oddziale znajdowali się ludzie sobie wrodzy było bardzo dużo. Wszystko przez chaos w jakim rozpoczynano walki.

Oddział ten istniał od 1 marca 1944. Dnia 1 sierpnia na miejscu stawiło się jedynie 30% żołnierzy. Oprócz Karoliny Marek zgłosiło się natomiast wielu innych ochotników dzięki czemu oddział wzrósł trzykrotnie – do liczby 1200 żołnierzy. Niewielu żołnierzy w tej jednostce dysponowało bronią dlatego tylko nieliczni stanowili odwody Grupy „Północ” i byli włączani do różnych działań na Starym Mieście. Reszta zajmowała się wyciąganiem ludzi spod gruzu, gaszeniem pożaru i transportem.

„Stefa” z uwagi na dobrą znajomość języków zajmowała się nasłuchem i redagowaniem pisma „Głos Starego Miasta” – organu prasowego grupy “Koło”. Z żołnierzami NSZ ewakuowała się do Śródmieścia i dopiero tam trafiła do swoich. Ewakuowani ze Starówki członkowie Związku Syndykalistów Polskich wspólnie z anarchistami wśród, których znajdował się mąż Karoliny, Paweł Lew Marek stworzyli Syndykalistyczne Porozumienie Powstańcze.

Ta organizacja oprócz funkcji politycznych stworzyła Brygadę Syndykalistyczną podległą Polskiej Armii Ludowej. Odział składał się z anarchistów i syndykalistów walczących do tej pory w szeregach AK i PAL, żołnierzy odziału ZSP – 104 Samodzielnej Kompanii Syndykalistów oraz Żydów pochodzących m.in. z Węgier i Grecji. Brygada obsadziła barykadę u wylotu Hożej na Plac Trzech Krzyży. Nie odegrała żadnej roli w działaniach bojowych.

Część 250 osobowego oddziału po kapitulacji wyszła z ludnością cywilną, część w kolumnach wojskowych, część trafiła do niewoli i ujawniła się w obozie przejściowym w Pruszkowie w Dulagu 121.

Inny los czekał Karolinę i inne 40 osób z Brygady. Podobnie jak słynny Władysław Szpilman postanowili nie wychodzić z Warszawy w obawie przed wywózką do obozu śmierci lub rozstrzelaniem. Ukryli się oni w zamaskowanym bunkrze i postanowili czekać. Takie warunki przyprawiały wiele osób o utratę zmysłów [3]. Ludzie nie mogli pozwolić sobie na to, żeby Niemcy ich znaleźli. Tacy ludzie traktowani byli jak bolszewiccy agenci. Byli rozstrzeliwani natychmiast. Spali w dzień, w nocy wychodzili szukać jedzenia [4].

Karolina Marek ukrywała się do 18 stycznia kiedy to Armia Czerwona i Ludowe Wojsko Polskie wkroczyły do Warszawy.

Po wojnie pracowała w centrali handlu zagranicznego. Nigdy nie wstąpiła do Partii.

Bibliografia:

Biogram Karoliny Marek w: Paweł Lew Marek, Na krawędzi życia, Kraków 2006
S. Kopf: Wyrok na miasto. Warszawskie Termopile 1944-1945
Wacław Gluth-Nowowiejski: Stolica Jaskiń w: Plus Minus, Rzeczpospolita, 14 września 2002
Karolina Marek, Relacja 301-6145 w: Archiwum ŻIH
P. Rozwadowski, Wielka Ilustrowana Encyklopedia Powstania Warszawskiego, T. I, Warszawa 2005

Przypisy:

[1] Karolina Marek, Relacja 301-6145 w: Archiwum ŻIH
[2] tamże
[3] Wacław Gluth-Nowowiejski: Stolica Jaskiń w: Plus Minus, Rzeczpospolita, 14 września 2002
[4] Stanisław Kopf: Wyrok na miasto. Warszawskie Termopile 1944-1945, op.cit.. s. 68.