(interesujący tekst, który pojawił się na:  http://www.rozbrat.org/publicystyka/walka-klas/259-walka-z-gentryfikacja-w-berlinskiej-dzielnicy-kreuzberg)

Walka z gentryfikacją w berlińskiej dzielnicy Kreuzberg

1. Wstęp

Otwierając prezentację na temat walki mieszkańców berlińskiej dzielnicy Kreuzberg z postępującymi tam procesami gentryfikacji (uburżuażyjniania) i związanymi z nimi wzrostem kosztów utrzymania oraz przesiedleniami, chciałabym zwrócić uwagę na jedną specyficzną kwestię. Pokaźna część mieszkańców tej dzielnicy przyjmuje postawę, która charakteryzuje brak wiary co do uczciwego i sensownego regulowania kwestii społecznych ze strony struktur państwowych. Jest to nastawienie wynikające z doświadczeń związanych właśnie z nieudolnymi próbami regulowania przez państwo różnych problemów społecznych w przeszłości oraz z wniosków jakie z tych doświadczeń wyciągnięto. Konsekwencją tych doświadczeń jest przejście licznej części omawianej tu społeczności na pozycje bliskie anarchistycznym czy też na stricte anarchistyczne.

Takie nastawienie odzwierciedla się mocno w strategiach i sposobach interwencji społecznej jakie praktykowane są obecnie przez tę społeczność. Rzecz jasna, na Kreuzbergu praktykowane są bardzo różne formy działania. Jednak w ramach tej prezentacji celowo nie poświęcę mniej uwagi przykładom konwencjonalnych metod interwencji, takim jak zbieraniu podpisów pod listami protestacyjnymi, składaniu petycji z zażaleniami i roszczeniami wobec władz gminy, poradnictwu prawnemu, pikietowaniu pod urzędami państwowymi, etc. Położę natomiast świadomie nacisk na przybliżenie przykładów działań, w których centrum stoi nie samo państwo i jego oparta na prawodawstwie niewydolność, ale bezpośrednio zainteresowane jednostki i społeczności.

Dzięki tego typu prezentacji łatwiej będzie nam dostrzec różnice między strategiami działania i budowania ruchu lokatorskiego na berlińskim Kreuzbergu i na przykład w Warszawie czy Krakowie. Tym samym, wzajemna solidarna wymiana doświadczeń stanie się, mam nadzieję, łatwiejsza.

2.  Kilka słów o historii Kreuzbergu w perspektywie kwestii mieszkaniowych

Ilość mieszkańców Kreuzbergu liczy około 150 000 z czego oficjalnie ponad 30% stanowią imigranci w głównej mierze z Turcji, ale także z Europy wschodniej, w tym najwięcej z Polski, Rosji i byłej Jugosławii. Skład i charakter społeczny charakteryzuje, pomimo procesów, do opisu których zaraz przejdę, wciąż tzw. ludowość. Większość mieszkańców dzielnicy stanowią ludzie pracy, bezrobotni oraz niezbyt zamożna klasa średnia, a także od lat 90-tych powiększająca się liczba studentów. Kreuzberg nie jest najbiedniejszą dzielnicą w Berlinie, do takich należy sąsiadująca z nim dzielnica Neukölln. Nie ulega jednak wątpliwości, że duża część tutejszych mieszkańców prowadzi skromne życie i każda podwyżka kosztów utrzymania jest wyraźnie odczuwalna.

Kreuzberg leży zasadniczo w centrum Berlina, co oznacza, że w interesie sfer zajmujących się uprzedmiatawaniem przestrzeni miejskiej i sprowadzaniu jej do funkcji mega-mechanizmu służącego tylko i wyłącznie do pomnażania kapitału, dzielnica ta powinna mieć już od dawna konsumpcyjny i zorientowany na zysk charakter. Innymi słowy, powinni tam mieszkać i przebywać głównie ludzie, którzy wydają duże ilości pieniędzy z byle powodu i bez refleksji związanej z efektami takiego ślepo-konsumpcyjnego postępowania.

A jednak, przez długi czas transformacja Kreuzbergu w dzielnicę służącą przede wszystkim do zarabiania pieniędzy nie była możliwa…

2.1. Niskie czynsze jako efekt oddolnej interwencji społecznej

Do końca lat 90. mieliśmy na Kreuzbergu wciąż całkiem niskie czynsze oraz co się z tym (choć nie tylko tym) wiąże – bardzo solidarną społeczność. Wbrew pozorom istnieje bardzo ścisła zależność pomiędzy wysokością kosztów utrzymania, a poziomem wrażliwości społecznej. Nim więcej musimy harować, aby związać koniec z końcem, tym niższy jest poziom wrażliwości tkanki społecznej – zanika poczucie więzów i solidarności, poczucie wspólnych interesów i wzajemnego zrozumienia. Albo odwrotnie: nim mniej czasu jesteśmy zmuszeni poświęcać pracy aby pokryć nasze koszta utrzymania, tym więcej mamy czasu, energii i ochoty na kontakty z naszym otoczeniem. Ktoś mógłby słusznie zauważyć, iż paradoksalnie, w związku z powyższym, bezrobocie powinno w takim razie wpływać na wzrost więzów społecznych. Święta racja. Tak byłoby z pewnością w rzeczywistości, gdyby nie fakt, iż w dzisiejszych czasach, w związku z wszechobecnym dyktatem pieniądza, brak pracy wiąże się niemal automatycznie z wykluczeniem z wielu standardów społecznych oraz z towarzyszącą temu frustracją, które to skutecznie ograniczają nasze indywidualne walory społeczne.

Utrzymanie na Kreuzbergu niskich czynszów w latach 80-tych i 90-tych wynikało głównie z dwóch aspektów. Z jednej strony dość duża ilość kamienic znajdowała się w rękach spółdzielni mieszkaniowych przez co obserwowany w innych metropoliach Europy gwałtowny wzrost cen czynszów był przynajmniej częściowo hamowany. Z drugiej strony w latach 80-tych i 90-tych, w dzielnicy tej miało miejsce kilka fal masowego skłotingu, czyli kolektywnego i lekceważącego niesprawiedliwe przepisy prawne zasiedlania opuszczonych kamienic przez ludzi z niższych warstw społecznych. W okresach tych zajętych zostało w sumie kilkaset kamienic, co oznacza, ze kilkanaście tysięcy mieszkań zostało uspołecznionych w pełnym tego słowa znaczeniu, a więc: odebranych tak wolno-rynkowemu jak i państwowemu rynkowi mieszkaniowemu i przejęte kolektywnie przez faktycznie potrzebujących. W tych kilkunastu tysiącach mieszkań czynsze w porównaniu z czynszami na innych dzielnicach były więc niższe o 50% do100% – w wielu domach przez wiele lat ich mieszkańcy wspólnie ustalili, że nie będą płacili czynszów w ogóle, natomiast dzięki temu zaoszczędzone zasoby pieniężne i czasowe (nie musieli pracować na comiesięczny czynsz!) przeznaczali na różne, przeważnie lokalne cele społeczne. W innych domach gdzie nacisk „właścicieli” tych kamienic był mocny, dzicy lokatorzy (skłotersi) wypertraktowali drogą „kompromisu” czynsze o ograniczonej wysokości podpisując konkretne wieloletnie kontrakty. Wiele z tych kontraktów ma wciąż swoją moc i w ten sposób, z tanich mieszkań wywalczonych drogą nielegalnego osiedlania (skłotingu) mogą po dziś dzień korzystać tysiące rodzin. Jak widzimy, państwo nie przyłożyło palca do tego bardzo progresywnego procesu społecznego, a raczej wręcz przeciwnie, przeważnie stawało po stronie „właścicieli” zasiedlonych kamienic i wysyłało policję aby pomóc im wyrzucić lub zastraszyć społeczności „dzikich lokatorów”.

Ta masowa oddolna regulacja opłat mieszkaniowych, choć objęła niewielki procent osób wpłynęła oczywiście także na utrzymanie niskich czynszów w całej dzielnicy, również w nieobjętych dzikim zasiedlaniem kamienicach: „właściciele” reszty kamienic nie mogli sobie pozwolić na frywolne podnoszenie czynszów skoro wszędzie wokoło były one bardzo niskie. Kreuzberg był więc przez długi czas przykładem tego jak tzw. ruch skłoterski, jeżeli jest on organizowany kolektywnie, jest w stanie wpływać na bardzo szeroko odczuwalne obniżanie kosztów utrzymania.

Dodatkowym efektem istnienia na dzielnicy radykalnego ruchu zasiedleniowego (skłoterskiego) był fakt, iż ludzie z wyższych sfer społecznych, czyli ci gotowi płacić wysokie czynsze za lokale mieszkaniowe, obawiali się wprowadzać na dzielnicę, na której ludzie bogato się obnoszący niezbyt mile byli widziani… Oto jak bezpaństwowo pojmowana ludowość jest w stanie powstrzymywać procesy uburżuazyjniania (gentryfikacji) przestrzeni społecznych.

Warto może jeszcze dodać, że w tych kilkuset kolektywnie zasiedlonych kamienicach, ich mieszkańcy rozwinęli cały kalejdoskop różnorodnych struktur samorządności mieszkalnej. Jest to bardzo ciekawy i inspirujący temat, któremu jednak należałoby poświęcić całą oddzielną konferencję. Tak więc, choć z ubolewaniem, pomijam go tutaj kompletnie.

3. Odgórne mechanizmy wpływające na podnoszenie czynszów

W ostatnich latach tradycyjna społeczność Kreuzbergu konfrontowana jest z obserwowanym we wszystkich metropoliach Europy, także w Polsce, brutalnym procesem mającym na celu kompletne skomercjalizowanie dzielnicy kosztem dotychczas istniejących struktur społecznych.

W odniesieniu do kwestii czynszowych można tu zaobserwować zasadniczo kilka decydujących i powiązanych ze sobą kapitalistycznych mechanizmów.

3.1. Prywatyzacja spółdzielni mieszkaniowych

Z jednej strony sprywatyzowane zostały, w oddali od społecznej debaty, berlińskie spółdzielnie mieszkaniowe. Najlepszym przykładem jest spółdzielnia GSW, w której posiadaniu znajduje się na Kreuzbergu tysiące mieszkań. Kilka lat temu sprzedana została amerykańskiemu koncernowi finansowemu, który obecnie powoli wprowadza swoje zasady regulowania wysokości czynszu, wynajmu tych mieszkań, a także komunikacji pomiędzy lokatorami, a spółdzielniom/firmom (ta komunikacja stała się obecnie bardzo trudna, a dochodzenie swoich racji przez lokatorów stało się niemal niemożliwe).

3.2 Spekulowanie cenami nieruchomości

Drugim mechanizmem jest spekulowanie cenami nieruchomości, co z perspektywy zwykłych mieszkańców prowadzi do nieuzasadnionego niczym logicznym śrubowania cen mieszkań, ale także i czynszów na naszej dzielnicy. Kamienice na okrągło zmieniają właścicieli, a także administratorów domów, którzy to coraz częściej bez jakiegokolwiek względu na interesy lokatorów wprowadzają nowe regulacje w kwestiach wynajmu lokali. Ostatnimi czasy zdarza się coraz częściej, że wraz ze zmianą właściciela kamienicy zmienia się radykalnie wysokość czynszów. Lokatorzy nie mają często żadnych podstaw prawnych aby temu przeciwdziałać. Pozostaje im tylko bądź poddać się, bądź zorganizować i podjąć walkę (o obu tych reakcjach nieco poniżej).

3.3 Gentryfikowanie Kreuzbergu (niekonsekwentna walka obraca się przeciw nam)

Trzecim mechanizmem są opisywane bardzo szczegółowo na tej konferencji procesy gentryfikacji (obłudnie nazywane przez media procesami „rewitalizacji”). Na Kreuzbergu są one wprowadzane w całej swej różnorodności, bezwzględności i podstępności. Warty zaznaczenia jest tu jeden specyficzny aspekt. Paradoksalnie, Kreuzberg, ze względu na specyfikę swojego ludowego, alternatywnego i buntowniczego folkloru społecznego, stał się wprost idealnym miejskim materiałem do zgentryfikowania! Jeżeli uznamy, że pierwszym i decydującym etapem procesu gentryfikowania jakiejś dzielnicy jest uczynienie jej atrakcyjną, to Kreuzberg był już zawsze, własnie ze względu na swój buntowniczy charakter, intrygujący i atrakcyjny sam w sobie. Takie elementy jak malowniczy krajobraz dziko zasiedlonych kamienic, alternatywne projekty i miejsca spotkań, bogate życie kulturalne, sklepy ze zdrową żywnością i alternatywne księgarnie, harmonijna obecność i współżycie wielu kultur i subkultur, czy też na przykład kolorowe grafiti na murach ulic, to z jednej strony osiągnięcia i efekty mającej tu miejsce w przeszłości rebelii, z drugiej strony idealny fundament dla przenikliwego kapitalizmu, który właśnie przy pomocy procesu gentryfikacji obrócił te osiągnięcia przeciwko nam samym. W tym miejscu, aż prosi się rozwinięcie rozmyślań na temat, jak w przyszłości należałoby unikać tego typu przywłaszczania przez kapitalistów osiągnięć społecznych oddolnych walk. Z chęcią poświęciłabym tym rozważaniom tutaj trochę miejsca, jednak refleksje te rozsadziłyby zbytnio ramy tej prezentacji i w związku z tym muszą zostać podjęte w innym czasie i miejscu. Mimo to, aspekt przeciwstawiania się gentryfikacji jako strategia walki z rosnącymi kosztami utrzymania jest kluczowy dla mojej prezentacji i wrócę do niego w dalszej części.

Terror narzucanego i przyspieszonego odnawiania kamienic

Częścią procesów gentryfikacji stał się też narzucony mieszkańcom terror przesadnego i przyspieszonego odnawiania kamienic, które staje się automatycznie pretekstem do dalszych podwyżek czynszów. To ważne aby podkreślić, iż remonty te nie mają na celu samego w sobie podniesienia mieszkańcom ich standardu życia, ale przyniesienie profitów.

Prawda jest taka, że wiele osób, którym gwałtem „podnoszono standard życia” remontując w tym celu zamieszkiwane przez nich mieszkania i kamienice nie konsultując tego z nimi, musiało się wyprowadzić z tych mieszkań na krótko po remontach gdyż nie byli już w stanie ponieść kosztów „podniesionych standardów”. W efekcie wylądowali znowu w kamienicach o niskim standardzie, za to daleko od okolicy, w której przez lata mieszkali, pracowali i utrzymywali ścisłe więzy społeczne. Nie ma jeszcze wprawdzie danych odnośnie Kreuzbergu, gdyż proces gentryfikacji wciąż trwa i dzięki oddolnemu oporowi jego dalszy przebieg jest jeszcze otwarty, ale badania przeprowadzone w jednej z innych berlińskich dzielnic, zgentrfikowanej już w drugiej połowie lat 90-tych, donoszą, iż w wyremontowanych kamienicach pozostało jedynie 10% (!!!) ich dotychczasowych mieszkańców. Pozostałe 90% stanowią dziś nowi czynszownicy, w większości zamożniejsi przybysze z innych miast.

Proces sterylizowania ogólnego wizerunku dzielnicy

Wraz z narzuconym odnawianiem kamienic trwa proces sterylizacji ogólnego wizerunku dzielnicy.

Nazywam to celowo sterylizacją gdyż nie ma to nic wspólnego z transformowaniem otoczenia w bardziej ekologiczne, przyjazne i zdrowe dla człowieka, a po prostu z narzucaniem przesadnej czystości/sterylności, w warunkach której żyją przeważnie ludzie bogaci i równie wyczyszczeni wewnętrznie (z resztą nawet w ich burżuazyjnych dzielnicach utrzymywaniem czystości zajmują się nie oni sami, ale za marne wynagrodzenie właśnie tacy jak my…). Fasady domów są bezsensownie na okrągło odmalowywane kiedy tylko pojawi się na nich jakiś napis (grafitti) czy przyklejony jakiś plakat. Wprowadzane są absurdalne ograniczenia wolności w miejscach publicznych, jak na przykład o wyprowadzaniu psów czy grillowaniu w parkach. Przestrzeganiu tych obcych nam nakazów służyć mają wzmożone patrole służb porządkowych (prywatnych i państwowych) i instalacja kamer w miejscach publicznych (również prywatnych i państwowych). Ta sztucznie wprowadzana sterylność ma służyć po pierwsze jako zachęta dla ludzi z wyższych klas społecznych aby sprowadzali się na Kreuzberg, po drugie jako jeszcze jeden pretekst do podniesienia wysokości czynszów. Używana jest tu wiec kłamliwa logika jakoby sterylna okolica była czynnikiem jednoznacznie podwyższającym ludzkie standardy życiowe, za które należy odpowiednio dopłacać.

***

Strategie przeżycia przyjmowane przez mieszkańców.
Problemy przesiedlania ludności i rozkładu solidarnej tkanki społecznej

Powyżej opisywane zmiany są pod wieloma względami problematyczne dla lokalnych mieszkańców. Przede wszystkim, płacenie czynszów staje się dla pokaźnej ilości lokatorów dużym problemem. Problemem tym dotkniętych są z pewnością dziesiątki tysięcy osób. Reakcje i losy tej części społeczności podzielić można by na cztery scenariusze:

Ci przymusowo przesiedlani przez państwo

Ludzie z najbiedniejszych warstw, którzy otrzymują łaskawie pomoc od państwa, na skutek wzrostu kosztów lokali w których zamieszkują i niechęci państwa w dalszym pokrywaniu w ten sposób rosnących kosztów, są zmuszani przez administrację do przenoszenia się do lokali o mniejszej powierzchni lub o niższym standardzie. Nie praktykowane jest jak na razie wysiedlanie na bruk, ale kto wie czy nie jest to tylko kwestia czasu. Samo jednak przymusowe wyrzucanie z mieszkań jest wystarczająco poniżające. Ciężko jest nawet ocenić co jest w tym wszystkim bardziej bolesne – czy obniżenie standardu życia czy konieczność opuszczenia swojego dotychczasowego mieszkania. Nie ma też wiarygodnych statystyk informujących ile osób poddawanych jest temu procesowi w skali miesiąca czy roku. Od drugiej połowy 2009 roku oczekiwana jest natomiast wzmorzona fala tego typu przymusowych przeprowadzek co jest wynikiem nacisku władz innych miast niemieckich na władze Berlina, które o tyle o ile spowalniały do niedawna nieco procedurę przymusowego przesiedlania. Nie zmienia to jednak faktu, że masowo tego dokonywały i że wszystko wygląda na to iż będę to robiły niedługo z większą punktualnością…

Ci „dobrowolnie” przesiedlani przez wolny rynek

Wiele rodzin nie będąc w stanie podołać rosnącym czynszom podejmuje „dobrowolnie” decyzje o przeprowadzce do tańszych dzielnic. Co ciekawe, to zjawisko nie jest odnotowywane w żadnych statystykach gdyż oficjalnie uznaje się, że ludzie ci przeprowadzają się „dobrowolnie” czyli z jakichś tam nikomu nie znanych osobistych pobudek, a nie jako efekt ekonomicznej dyskryminacji. Takie opuszczanie własnego mieszkania i dzielnicy nie ma oczywiście nic wspólnego z dobrowolnością na takiej samej zasadzie jak nie ma z dobrowolnością nic wspólnego podejmowanie pracy na fatalnych warunkach w obliczu groźby bezrobocia i związanego z nią widma biedy.

Migracja tych dwóch wyżej opisanych grup (przymusowo przeprowadzonych przez państwo i „dobrowolnie” przeprowadzonych przez wolny rynek) prowadzi bezpośrednio do zasadniczych zmian w charakterze społecznym dzielnicy. Solidarna tkanka społeczna, o której wspominałam na wstępie zaczyna się rozpadać i jest to odczuwalne także na wielu innych obszarach. Demontowane są tak wartościowe elementy solidarnej społeczności jak jej wrażliwość na kwestie ekologii społecznej, jej zdolności samoorganizacyjne, gotowość reagowania na kwestie kapitalistycznej niesprawiedliwości czy problem dokuczliwej państwowej kontroli społecznej, etc. Degeneruje się zwykła codzienna ludzka wrażliwość na los sąsiadki i sąsiada. A to przede wszystkim dlatego, że przybywający na miejsce wysiedlonych nowi ludzie są przeważnie nastawieni bardzo egoistycznie, konsumpcyjnie i hedonistycznie. Nie wnoszą do dzielnicy nic poza swoimi pieniędzmi, których i tak zwykli mieszkańcy nigdy nie zobaczą. Nie wnoszą do społeczności nic poza swoją próżnością i indywidualnymi ambicjami.

Ci anonimowo zaciskający pasa

Znaczna część dotkniętych problemem decyduje się jednak (jeżeli ma taką możliwość) zostać w swoich mieszkaniach, ale w związku z tym jest zmuszona żyć o wiele oszczędniej, skromniej. Ludzie ci, aby móc pozostać w swoich mieszkaniach rezygnują z wielu innych standardów życiowych, które składają się na coś, co nazwała bym, godnym życiem: z regularnego wyjścia do kina, teatru czy na basen, z możliwości podarowania prezentów swoim bliskim, z wyjazdów na wakacje, z kupowania dobrej jakości żywności, z oszczędzania na zdrowiu, etc. Taka strategia reagowania na dyskryminację ekonomiczną nie jest zauważana gołym okiem więc każda rodzina jest skazana na anonimowe zaciskanie pasa. Często jest to też decyzja przyjmowana tak automatycznie jakby była ona najnormalniejsza i zupełnie racjonalna rzeczą na świecie. A tak naprawdę jest przecież ograbianiem nas z godnego życia.

Ci pracujący zamiast żyć

Wreszcie, wiele osób decyduje się pozostać w obecnych mieszkaniach i żyć dalej na takim samym poziomie na jakim żyli wcześniej. Ale aby móc sobie na to pozwolić są zmuszani dużo więcej pracować. Biorą więc dodatkowe zajęcia, nadgodziny, rezygnują z urlopów i wolnych weekendów, itp. Problem obumierania solidarnych więzów społecznych występuje i przy takiej strategii przetrwania, choć postępuje on w inny sposób: osoby nie opuszczają fizycznie swojej społeczności, ale w związku z nadmiarem czasu i energii poświęcanej pracy zarobkowej mają one coraz mniej z życia i w związku z tym coraz mniej są w stanie być częścią solidarnej tkanki społecznej. Tak wiec nawet jeżeli większość ludzi zdecyduje się, czy też będzie miała możliwość, pozostania na Kreuzbergu to i tak solidarna tkanka społeczna będzie w takich warunkach konsekwentnie obumierać.

***

Oddolne interwencje służące walce ze wzrostem czynszów.
Strategie oporu podejmowane przez mieszkańców Kreuzbergu

W tym wszystkim co przedstawiłam do tej pory optymistyczną wiadomością jest fakt, iż coraz więcej osób decyduje się zostać w swoich mieszkaniach podejmując zarazem konkretne działania w celu powstrzymania opisywanych procesów odgórnego podbijania kosztów utrzymania, obniżania standardów życiowych oraz rozbijania więzów społecznych.

Jak już się zorientowaliśmy, głównym mechanizmem podnoszenia kosztów utrzymania, przymusowego przesiedlania oraz ubożenia społeczności są obecnie – kapitalistyczne procesy gentryfikacyjne. Skoro tak, to przeciw-strategia leżąca jak na dłoni jest radykalne przeciwdziałanie właśnie tym procesom.

Oddolnie zorganizowana kampania informacyjna wyjaśniająca społeczności schematy działania procesów gentryfikacji oraz kultywowana na dzielnicy od lat wrażliwością społeczną, doprowadziły liczną część lokatorów do krytycznej analizy, która sprowadza się zasadniczo do następujących wniosków:

1. Nim więcej w dzielnicy próżnych zamożnych ludzi i obracanych przez nich pieniędzy – tym droższe życie dla osób ich nie posiadających.

2. Nim więcej domów o zawyżonym standardzie, drogich mieszkań i wygórowanych czynszów – tym wyższe czynsze w całej dzielnicy i dla wszystkich.

3. Nim jeszcze nie jest za późno musimy się ze sobą solidaryzować, organizować i doprowadzić do socjalnej konfrontacji przeciwko strukturom i ludziom, którzy systemowo nas poniżają, deklasują i wysiedlają.

Na bazie tych trzech podstawowych wniosków rodzi się właśnie od kilkunastu miesięcy dzielnicowy ruch oporu, którego różne elementy spróbuję teraz przedstawić.

CZĘŚĆ PIERWSZA – DZIAŁANIA BEZPOŚREDNIE

Blokowanie komercyjnych inwestycji

W związku z analizą zachodzących procesów, zapobieganie wkraczaniu na dzielnice próżnego kapitału poprzez blokowanie komercyjnych inwestycji w dzielnicy stało się jedną z centralnych strategii oporu mieszkańców. Przykładem takiej kampanii, która trwa od kilku już lat jest kampania przeciwko projektowi „Media Sprewa” czyli wybudowaniu na Kreuzbergu, wzdłuż rzeki Sprewa, kompleksu obiektów jako infrastruktury dla świata showbiznesu i rozrywki. Na kampanię składa się wiele elementów sprzeciwu, od sabotażowych akcji bezpośrednich przez kolorowe demonstracje po doprowadzenie do lokalnego referendum w tej sprawie. Podczas gdy sabotażowe akcje bezpośrednie spowalniają i czynią kosztowniejszym dla inwestorów proces budowania obiektów, udało się dzięki zyskanemu w ten sposób czasowi doprowadzić do referendum w tej sprawie. W ramach tego referendum 90% mieszkańców dzielnicy opowiedziało się przeciwko projektowi „Media Sprewa” popierając zarazem alternatywną koncepcję wykorzystania nadbrzeża do celów służących lokalnej społeczności (pod parki, deptaki, place zabaw, małą gastronomię i niekomercyjną bazę kulturalno-rozrywkową). W tym momencie zarówno kapitalistyczni inwestorzy jak i władze miasta mają duży problem i dalsza rozbudowa projektu, a tym samym jeden z motorów dalszej gentryfikacji dzielnicy, zostały poważnie zablokowane.

Podobnym elementem oporu jest sabotowanie budowy elitarnych budynków mieszkalnych. Klasycznym przykładem jest tzw. CAR LOFT czyli luksusowa kamienica z bardzo drogimi mieszkaniami o absurdalnych standardach, której to budowa znajduje się obecnie w końcowej fazie. CAR LOFT jest eksperymentem na skalę europejską. Przyszli mieszkańcy takiego CAR LOFTu mają wjeżdżać wraz ze swoimi samochodami windą bezpośrednio do swojego mieszkania na piętrze. Ten luksusowy projekt stanowi też przykład typowej dla procesów gentryfikacji prowokacji ze strony zamożnych elit, gdyż jest stawiany właśnie w tej okolicy Kreuzbergu, w której mieszka duża część najbiedniejszych jej mieszkańców, okolicy o dużym procencie bezrobocia. Otwarcie tego obiektu doprowadzi więc nie tylko do niespotykanego w naszym mieście kontrastu społecznego oraz do podniesienia wartości rynkowej całej okolicy, a więc i wzrostu tutejszych czynszów, ale również wpłynie na zwiększenie poziomu kontroli ze strony klasy uprzywilejowanej: do instalacji kamer publicznych, pojawienia się prywatnych firm ochroniarskich. Efektem będzie także dalsza rozbudowa luksusowej infrastruktury dla sprowadzających się bogaczy. To z kolei doprowadzi do likwidacji lokalnej infrastruktury i małej lokalnej ekonomii: małych sklepików, tanich usług, zamknięcia przedszkoli i niekomercyjnie nastawionych projektów.

Zakłócanie ekskluzywnych bankietów i spacerów inwestorów

W związku z tym mieszkańcy Kreuzbergu sabotują wszystkimi możliwymi sposobami budowę tego obiektu. Poza tradycyjnymi akcjami plakatowymi i ulotkowymi oraz demonstracjami, dochodzi na przykład do regularnego zakłócania bankietów organizowanych przez wprowadzające się tam osoby (mieszkania jeszcze nie są wykończone, ale bogacze już teraz organizują tam ekskluzywne bankiety). Każdy taki bankiet gromadzi przez budynkiem sporo mieszkańców, którzy w różny sposób starają się zakłócić jego przebieg. Często interweniuje policja. Co ciekawe, w zeszłym miesiącu jeden z bogaczy organizujący w CAR LOFT-cie swój bankiet, w obawie przed protestem poprosił policję o specjalne zabezpieczenie okolicy. Aby przejść do wypełnienia tego życzenia nadgorliwa policja poprosiła zgłaszającego tę prośbę mężczyznę o podanie swoich danych. Kilka godzin później okazało się, że jest on poszukiwany za przestępstwa podatkowe i zamiast na swoim bankiecie wylądował w tymczasowym areszcie. Zwykli mieszkańcy Kreuzbergu niespecjalnie życzą komukolwiek pobytu w więzieniu, ale jeżeli ktoś stara się nasłać na nich policję to cieszą się jeżeli ta próba obraca się przeciw takiemu delikwentowi. Także organizowane przez władze miasta spacery dla przyszłych inwestorów po Kreuzbergu, służące zachęcaniu ich do inwestowania w dzielnicę są zakłócane poprzez mniej lub bardziej wymowne ataki na grono ludzi w drogich marynarkach i ich ochroniarzy. Ostatnio kilka z takich spacerów zostało odwołanych po tym jak spacerowy statek rejsowy na pokładzie z developerami i inwestorami, który płynął po kreuzbergowym kanale, zaatakowany został torebkami z farbami, fekaliami, zgniłymi warzywami i jajkami.

Lokatorskie transparenty i hasła na murach domów

Aby mobilizować coraz to szersze rzesze sąsiadów, aktywni już lokatorzy wywieszają ogromnej wielkości transparenty pomiędzy dwoma leżącymi na vis-a-vis kamienicami. W ten sposób powiewające ponad ulicą transparenty z hasłami pokroju „Stop podwyżkom czynszów – stop wysiedlaniu – zostajemy wszyscy razem” są odnotowywane dziennie przez tysiące ludzi, więc być może są bardziej mobilizujące niż demonstracje i pikiety.

Inną metodą ciągłego wzajemnego mobilizowania się jest malowanie poruszających ten temat haseł na murach nowo wyremontowanych fasad kamienic. W ten sposób niemal na każdej ulicy dzielnicy widnieją hasła wzywające do strajku czynszowego czy kolektywnej autoredukcji kosztów utrzymania. Jedno z popularniejszych ostatnimi czasy haseł odnosi się do łamania logiki sterylizacji okolicy jako czynnika jakoby nieodłącznie związanego ze wzrostem standardu życiowego, a więc logiki służącej podnoszeniu kosztów utrzymania. To hasło brzmi „Czyste mury – wysokie czynsze”, a jego bardziej filozoficzna wersja „Białe ściany – szare życie”.

Radio lokatorskie i inne metody niezależnej komunikacji medialnej

Społeczność Kreuzbergu używa też coraz mocniej niekomercyjnych kanałów komunikacji zbiorowej, jako elementu mobilizacji i protestu. Obok przygotowywanych przez różne inicjatywy plakatów i ulotek, pojawiły się też odpowiednie naklejki, małe darmowe transparenciki, które ludzie mogą wywieszać ze swoich okien, lokalne biuletyny i gazetki rozdawane za darmo na ulicach, oraz niezależna (w pewnym sensie piracka) audycja radiowa, która co i raz pojawia się w przestrzeni radiowej z audycją dotyczącą lokalnych problemów w mieście i dzielnicy. To radio jest tworzone przez samych lokatorów, a więc jest pod ich kompletną kontrolą i nie musi się godzić na żadne kompromisy.

Z farbami i kamieniami na luksusowe obiekty

Nasila się też coraz bardziej fala sabotażowych ataków na infrastrukturę sprzyjającą gentryfikacji. Do tego typu akcji należy między innymi wybijanie szyb w już opisywanym i wciąż budowanym CAR LOFT-cie. W ostatnich miesiącach doszło do kilkunastu nocnych ataków na ten obiekt. CAR LOFT atakowany jest na zmianę przy użyciu kamieni i torebek z farbami. Dzięki tym akcjom budowa nie posuwa się do przodu gdyż duże powierzchnie szklane na parterze muszą być na okrągło wymieniane. Ostatnimi czasy akcje te, organizowane najwyraźniej przez różne lokalne inicjatywy, osiągnęły już tak szerokie zrozumienie i poparcie reszty lokalnej społeczności, że zaczęły odbywać się one w biały dzień, zgodnie z relacjami naocznych świadków – bez negatywnej interwencji ze strony przechodniów. Wybijanie szyb w luksusowych inwestycjach staje się częścią codziennej kultury protestu, z której to kultury lokalna ludność nie tylko może być dumna, ale też spodziewa się wymiernych efektów. I z resztą nie bezpodstawnie. Właściciel CAR LOFTu, który zainwestował w jego budowę ogłosił w marcu tego roku na łamach prasy, że to jego ostatnia tego typu inwestycja na Kreuzbergu i że gdyby wcześniej wiedział jaki protest jego projekt wywoła to nigdy by się na to nie zdecydował. Mimo takiego oświadczenia, należy się spodziewać, że szyby CAR LOFTu będą tłuczone tak długo dopóki przeznaczenie tego obiektu nie zmieni się z elitarnego na ogólno-społeczne.

Gorące auta zimnych ludzi

Inną szeroko komentowana w mediach interwencja społeczna przeciwko gentryfikacji stało się podpalanie luksusowych samochodów. Warto zaznaczyć, że nie jest to forma akcji najwyraźniej charakterystyczna dla Kreuzbergu czy Berlina, gdyż śledząc doniesienia prasy słyszymy, że jest ona od jakiegoś zauważalna i coraz bardziej popularna w wielu metropoliach europejskich. Aczkolwiek gwoli ścisłości trzeba przyznać, że jeśli ufać policyjnym doniesieniom, to w roku 2008 właśnie w Berlinie podpalono najwięcej luksusowych aut. Spłonęło ich w Berlinie podobno około 600 z czego wiele właśnie na Kreuzbergu (rzekomo na drugim miejscu był Paryż). Ta interwencja społeczna okrzyknięta została przez prasę brukową rzecz jasna czystym wandalizmem. Nic dziwnego. W języku tej samej prasy człowiek niebędący w stanie zapłacić czynszu to menel, bezrobotny to leń, a biorący udział w demonstracjach mieszkańcy Kreuzbergu to chuligani. Podczas gdy tak naprawdę palenie drogich samochodów stało się właśnie świadomą interwencją ludzi dyskryminowanych ekonomicznie i zmuszanych do życia na krawędzi ubóstwa. Interwencja ta polega na trzymaniu bogaczy i ich wpływów interesów z daleka od miejsc bazujących nie na sile pieniądza, ale na duchu solidarnej tkanki społecznej. Nie słyszy się aby którykolwiek z podpalanych nocami samochodów były niskiej lub średniej klasy. Zawsze są to nowe, niezwykle drogie i luksusowe modele (opieram się tu na raportach pojawiających się w prasie). Mamy więc do czynienia z precyzyjnie wymierzonymi aktami protestu o społecznym charakterze, wymierzonymi przeciwko dyskryminacji ekonomicznej i polityce wysiedleniowej prowadzonej przez elity ekonomiczne, do których te samochody najczęściej należą. Co ciekawe, na materiale video zaprezentowanym przez popularny magazyn „Spiegel-Online” , trzy z czterech osób zapytanych na ulicy o ich zdanie na ten temat wyraziły zrozumienie i sympatie dla tej formy społecznego protestu przeciwko wzrastającym czynszom i procesom wysiedlania ludzi o mniejszych dochodach na peryferie miasta. Z kolei berlińska policja znana ze swej dużej profesjonalności jest od miesięcy bezradna, nie udało jej się złapać ani jednego sprawcy/sprawczyni i jak sama twierdzi powodami tego są: po pierwsze, fakt iż sprawcy tych aktów należą do grona lokalnych mieszkańców więc łatwo im się ukryć po dokonaniu sabotażu; po drugie, akt podpalenia samochodu jest bardzo prosty i nie wymaga żadnych specjalnych umiejętności, a więc grono podejrzanych jest nieograniczone; po trzecie, sprawców jest wielu i działają bardzo intensywnie (tyle na ten temat policja…). Ta ostatnia informacja ze strony policji jest zaprzeczeniem tego co starają się narzucić opinii publicznej berlińskie gazety brukowe doszukując się jakiejś garstki ekstremistów dokonujących tych aktów. Wystarczy się jednak zastanowić nad skalą tej formy sprzeciwu (ponad 600 samochodów w przeciągu 365 dni) aby zdać sobie sprawę, że za tymi aktami protestu musi stać wiele grup czy osób i że jest to w związku z tym popularna forma interwencji, a nie domena jakiegoś fetyszysty ognia i topiącej się tapicerki.

CZĘŚĆ DRUGA – ZGROMADZENIA LOKATORÓW

Wiosną 2008 roku wystartowały comiesięczne zgromadzenia lokatorów dzielnicy Kreuzberg, na których dyskutowane są wszystkie opisane tutaj problemy. Zgromadzenia te zainicjowane zostały przez grupę lokalnych anarchistów jako reakcja na gwałtowne podniesienie czynszów w kilku kamienicach w centrum Kreuzbergu i spowodowana tym faktem wyprowadzka kilku rodzin… Charakter tych zgromadzeń, w których bierze zwykle pomiędzy 20 a 50 osób polega z jednej strony na wymianie sytuacji w różnych domach i kamienicach, z drugiej – na wspólnym poszukiwaniu sposobów reagowania. W zgromadzeniach nie bierze udziału aż tyle osób ile można by się spodziewać. Kto wie, być może lokatorzy na Kreuzbergu wolą działać niż dyskutować? Tak czy siak, fama o tych spotkaniach rozniosła się po całej dzielnicy i oczekuje się, że liczba uczestników będzie dalej wzrastać. Ważnym podkreślenia jest, że w okresie wiosna-lato-jesień zgromadzenia odbywają się na otwartym powietrzu na jednym ze skwerków w centrum dzielnicy. Powoduje to, że są one bardzo widoczne i sporo niedoinformowanych osób przyłącza się do nich, albo przynajmniej ma możliwość odnotowania faktu, że ich sąsiedzi się organizują. Zgromadzenia nigdy nie były rejestrowane na policji… to bardzo dalekie od wyobrażeń wielu mieszkańców Kreuzbergu. Poza tym, lokalni działacze partii politycznych nie są mile widziani na zgromadzeniach gdyż uznawani są, niezależnie od tego do jakiej partii należą, za część problemu, a nie rozwiązania.

Lokalna grupa anarchistyczna, która zainicjowała zgromadzenia w kwietniu 2008, zaopatruje spotkania w kawę, herbatę i ciepły posiłek, podczas gdy inni lokatorzy przynoszą ze sobą najczęściej ciasta, sałatki i inne smakołyki z własnych kuchni.

W okresach między spotkaniami lokatorzy komunikują się między sobą przy pomocy założonej na ten cel internetowej listy komunikacyjnej, a także poprzez prywatne kontakty. Mieszkańcy Kreuzbergu są zainteresowani współpracą z lokatorami z innych dzielnic i zostały już wykonane pierwsze kroki w tę stronę. Także kontakty i wymiana doświadczeń z inicjatywami lokatorskimi z innych miast, a nawet krajów są dla miejscowego oporu nie bez znaczenia. Mój udział w Konferencji Lokatorskiej w Warszawie niech będzie tego dobitnym przykładem.

W ramach tych zgromadzeń lokatorskich urodziło się już wiele idei i powstały mniejsze inicjatywy. Wśród nich:

Grupa dyskutująca możliwość rozpoczęcia strajków czynszowych. 

Jest to wciąż bardzo nowy temat na dzielnicy, ale też coraz odważniej dyskutowany. Chodzi w pierwszej linii o przybliżenie koncepcji strajku czynszowego jako możliwej reakcji na rosnące czynsze, ale również o popularyzację o wiele dalej idącej koncepcji kolektywnej autoredukcji kosztów utrzymania (mającej zastąpić strategie przeżycia polegającą na nieustannym oszczędzaniu!).

Najważniejszym w tym momencie wydaje się przełamanie głęboko zakodowanych obaw związanych z podjęciem tego typu akcji. Wprawdzie nie ma jeszcze pierwszych komunikatów ze strony pracującego nad tym tematem grona lokatorów, ale w międzyczasie pojawił się już pierwszy plakat przygotowany przez jedną z lokalnych grup anarchistycznych. Na plakacie tym sympatyczni anarchiści wzywają swoich sąsiadów właśnie do strajku czynszowego oraz dalszej samoorganizacji lokatorów tłumacząc zarazem przyczyny konieczności podjęcia tego typu form interwencji. Plakat pojawił sie w tysiącach egzemplarzy na murach kamienic z rozpoczęciem tego roku.

Na temat strajku czynszowego i kolektywnej autoredukcji kosztów utrzymania opublikuję niebawem oddzielny tekst pod tytułem „Nie chcę się wyprowadzać… czekam na strajk czynszowy”, do którego lektury serdecznie wszystkich zapraszam.

Incjatywa „sonda lokatorska” 

Incjatywa „sonda lokatorska” przygotowuje sondę wśród mieszkańców dzielnicy mającą polegać na zebraniu brakujących informacji odnośnie skali omawianego problemu; warto zaznaczyć, że taka wiarygodna statystyka nie istnieje. Sonda ta ma być zarazem kolejną formą wyjścia z problemem na ulice i dotarciem do dalszych lokatorów. Sonda rusza tej wiosny i będzie polegała na wchodzeniu w dialog z mieszkańcami dzielnicy w różnych miejscach publicznych. W kilku punktach dzielnicy sami lokatorzy będą zadawali swoim sąsiadom konkrente pytania, na bazie których ma powstać lokatorska baza danych. Pytania są prosto sformułowane i dotyczą tego w jakiej sytuacji znajdują się kokretne osoby i rodziny. Cała ta inicjatywa odbywa się bez jakiegokolwiek udziału instytucji państwowych, a nawet bez udziału profesjonalnych socjologów. Lokatorzy chcą prowadzić ją od początku do końca sami!

Inicjatywa „prawda o praktykach spółdzielni mieszkaniowej GSW” 

Ta inicjatywa ma na celu dowiedzenie się prawdy na temat obecnej polityki dużej, sprywatyzowanej parę lat temu, spółdzielni mieszkaniowej GSW. Jej praktyki są obecnie bardzo nieczytelne i niepokoją wielu mieszkańców dzielnicy. Na efekty pracy tej inicjatywy musimy jeszcze z pewnością kilka tygodni poczekać.

Inicjatywa przeciwdziałania spodziewanej fali przymusowych eksmisji

Znany w Polsce doskonale problem przymusowych eksmisji zaczyna się pojawiać coraz widoczniej także w Niemczech, także na Kreuzbergu i miejmy nadzieję, że dojdzie niebawem do gwałtownych reakcji ze strony solidarnej społeczności i ruchu lokatorskiego. Póki co przygotowywane są strategie działania i zbierane doświadczenia z innych krajów. Ruch lokatorski w Polsce jest dla mieszkańców Kreuzbergu obecnie najcenniejszym źródłem inspiracji w tym temacie!

***

Kilka słów podsumowania

Samoorganizacja i aktywny opór

Komuś może się wydać dziwne, iż mówiłam między innymi o aktach podpalania luksusowych samochodów w kontekście walki o niskie czynsze. Ale prawda jest taka, że pewnych procesów społeczno-ekonomicznych nie da się od siebie odseparować. Między innymi nie da się odseparować wpływu gentryfikacji na procesy podnoszenia czynszów i wysiedlania lokatorów. I jeżeli człowiek zda sobie z tego sprawę, to sabotowanie luksusowych inwestycji budowlanych, podpalanie luksusowych samochodów czy inne formy akcji bezpośrednich leżą jak na dłoni jako obronna strategia. Tak więc nie widzę powodu aby lokatorzy podejmujący się tego typu działań musieli się z tego powodu tłumaczyć ani tego wstydzić. Wstydzić i tłumaczyć powinni się ci, którzy doprowadzają ich do tego typu desperacji. Jeżeli żyje się pod ciągłym atakiem ze strony elit ekonomiczno-politycznych i do tego jest sie wciąż słabo zorganizowanymi to niewiele jest się w stanie im przeciwstawić. Tak więc lokatorom nie pozostaje nic innego jak łapać się wszelkich dostępnych im form interwencji.

Drugą strategią działania jest proces samoorganizacji lokatorów oraz kolektywnego obniżania kosztów utrzymania czy choćby pobudzenia strajków czynszowych.

Nie uważam abym była w stanie podjąć się analizy porównawczej co do tego, która z tych dwóch strategii, kolektywnych akcji bezpośrednich i kolektywnej samoorganizacji przynosi większe efekty. Z moich dotychczasowych obserwacji dotyczących dzelnicy, na której mieszkam wynika raczej, że świetnie się one uzupełniają.

Bezpośredniość i decentralizacja działań

Ważnym aspektem sprzeciwu, o którym tu relacjonowałam jest silny akcent na bezpośredniość i zdecentralizowany charakter działań.

Bezpośredniość polega na nie-oddawaniu inicjatywy strukturom państwowym oraz nie-koncentrowaniu się na mobilizowaniu mediów. Działania są wymierzone bezpośrednio w odpowiedzialne mechanizmy (o charakterze prywatnym czy też państwowym), a pozytywna reakcja mediów czy państwa staje się tego efektem, nie będąc celem samym w sobie. Celami są natomiast, z jednej strony, bezpośrednie rozwiązywanie problemów, z drugiej – budowanie na bazie tych doświadczeń silnego, solidarnego i horyzontalnego ruchu (lokatorskiego).

Zdecentralizowany charakter działań polega nie na czekaniu, na powstanie zcentralizowanej struktury ruchu lecz organizowaniu tu i teraz solidarnej sieci niezależnie od siebie działających inicjatyw, grup lokatorskich, kolektywów mieszkaniowych, dzielnicowych grup solidarnej interwencji, itp.

Nadmiar roszczeń i polityki żądań

Innym istotnym aspektem, który nasuwa mi się obserwując opisywane powyżej formy interwencji jest nie-koncentrowanie się lokatorów na formułowaniu żądań. Żądania i roszczenia często hamują siłę naszych inicjatyw, a więc i całego ruchu. Poza tym żądania dotyczące kwestii mieszkaniowych są ciężkie do sformułowania jeżeli chce się nimi objąć zróżnicowane interesy i problemy mieszkańców. Tak więc zamiast na formułowaniu i kierowaniu żądań, ruch może się koncentrować na faktycznym zmienianiu rzeczywistości. Celem będącym parasolem dla tak nastawionego ruchu lokatorskiego mogłaby być po prostu walka o godne warunki mieszkaniowe dla wszystkich lokatorów niezależnie od dochodów (bądź ich braku) czy też występujących zależności własnościowych (prywatne, państwowe, spółdzielcze, etc).

Oto są chyba najważniejsze refleksje dotyczące doświadczeń i dotychczasowego rozwoju ruchu lokatorskiego w berlińskiej dzielnicy Kreuzberg w odniesieniu do pytań, jakie zadają sobie uczestnicy takowego ruchu w Polsce. Aczkolwiek muszę gwoli ścisłości przypomnieć, iż pewne proponowane przez ruch lokatorski w Polsce tendencje (charakter roszczeniowy; przykładanie dużej wagi do kwestii prawnych; etc) występują również w Berlinie.

***

Udział anarchistów w ruchu lokatorskim

Ponieważ warszawska konferencja została po części zorganizowana przez środowiska anarchistyczne w kraju, zakończę swoją prezentację króciutkim nakreśleniem udziału berlińskich środowisk anarchistycznych w omówionych procesach.

Oczywiście kwestie walki o sprawy mieszkaniowe są w ostatnim okresie dyskutowane w różnych grupach anarchistycznych. Tam wypracowane wnioski, analizy, argumenty i propozycje co do sposobów działania, prezentowane są na otwartych zgromadzeniach lokatorskich, których anarchiści są uczestnikami. Jako lokatorzy.

Poza tym anarchiści wspierają i biorą aktywny udział we wszystkich chyba omówionych tu formach interwencji.

Anarchiści pomagają więc organizować spotkania informacyjne dla mieszkańców dzielnicy, na których mówi się o procesach gentryfikacji.

Anarchiści gotują ciepłe posiłki oraz kawę i herbatę na comiesięczne zgromadzenia lokatorów.

Anarchiści biorą udział w organizowaniu demonstracji i przygotowują plakaty oraz transparenty.

A jak tylko starczy czasu i energii to wspierają lokatorów w kolektywnym wybijaniu szyb w obiektach komercyjnych.

Większość anarchistów jest też lokatorami i przyłącza się do inicjatyw lokatorskich.

Wielu lokatorów przejmuje chętnie anarchistyczne formy organizowania się i działania.

Veronika Sinewali

Powyższy materiał opiera się na notatkach przygotowanych przeze mnie na prezentację w ramach Konferencji Lokatorskiej zorganizowanej przez Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów w dniach 28-29 marca 2009 w warszawskiej dzielnicy Śródmieście.

W konferencji tej uczestniczyli przedstawiciele oddolnych inicjatyw lokatorskich z Warszawy i Krakowa, jak również niezorganizowani lokatorzy oraz zaproszeni referenci z Warszawy, Poznania i Berlina. Ze względu na napięty program konferencji mogłam poruszyć w jej ramach jedynie część zaplanowanych przeze mnie wątków. Poniższy materiał jest więc uzupełnieniem mojej warszawskiej prezentacji.

Jako uzupełnienie tego materiału polecam moje dalsze teksty dotyczące tematyki lokatorskiej: „Nie chcę się wyprowadzać… czekam na strajk czynszowy”, „Okradani trzy razy dziennie. Anarchiści a ruch lokatorski”