Przypominamy tekst, który ukazał się prawie 20 lat temu. Wiele sie zmieniło, ale pokazuje on, ze dyskusje na temat różnych oblicz neofaszymu toczą się od wielu lat.

Tadeusz Andrzej Olszański
„Faszyzm Historyczny I Współczesny”

(NIGDY WIĘCEJ, 1996)

Gdy mówimy lub piszemy o faszyzmie (naziomie, rasizmie etc.), daje się zauważyć pewien zamęt pojęciowy. W retoryce politycznej mianem faszyzmu (nazizmu) określa się często zjawiska, mające z faszyzmem niewiele lub zgoła nic wspólnego (podobnie jest z rasizmem lub szowinizmem). Tym samym terminem określa się członka SS, zwolennika dyktatury Pinocheta, nazi-skina spod znaku p.Tejkowskiego i nazi kibola, piszącego na murach RTS-Jude. Nie jest to tylko nasz problem – np. ortodoksyjni Żydzi używają wobec własnej (izraelskiej) policji określenia „nazi”, który w ich ustach znaczy tyle, co okrzyk „gestapo”, rzucany kiedyś w twarz polskiej milicji. Znaczy „zbrodniarze” i nic więcej, wyraża tez przekonanie, że nazizm jest synonimem zbrodni. Nie pomaga to zrozumieć, czym w istocie jest faszyzm, nazizm, rasizm, i antysemityzm, a także prawicowy radykalizm i czym się te zjawiska od siebie różnią. Bo nie są one tym samym, wbrew redukcjonistycznemu podejściu, charakterystycznemu dla lewackiej krytyki tych zjawisk. Tym bardziej nie ułatwia to zrozumienia, jaką postać, nie do końca jeszcze skrystalizowaną, przybiera dziś ideologia skrajnej prawicy. Podobnie nieporozumieniem, charakterystycznym dla zachodnioeuropejskich liberałów jest definiowanie faszyzmu jako np. „chronicznego egocentryzmu posuwającego się do eliminacji tych, którzy nie podzielają pewnego sposobu myślenia i sposobu bycia”. Faszyzm nie może być egocentryzmem, gdyż jest zjawiskiem politycznym, a nie psychologicznym, a jego celem jest eliminacja bardzo dokładnie określonego systemu wartości (a nie – sposobu myślenia). Jeszcze większy zamęt myślowy wnosi dalszy ciąg tej pseudo definicji, którą zaczerpnąłem z wypowiedzi J. Bourtona (Tygodnik Powszechny nr 30/1996); zgodnie z nią faszyzm „nie podlega definicjom, bo nie opiera się właściwie na jakimś stylu myślenia, jakiejś filozofii czy kulturze”. W rzeczywistości faszyzm jest spójna doktryną, łatwą do zdefiniowania, zaś twierdzenia takie, jak zacytowane służą rozmywaniu znaczenia tego terminu i zaliczaniu do faszyzmu ogółu poglądów prawicowych. Celem tych rozważań jest określenie, czym był faszyzm (nazizm) jako zjawisko historyczne i czym jest współczesny neofaszyzm oraz prądy, które określimy tu wstępnie jako para faszystowskie. Na boku pozostawimy analizę rasizmu i nacjonalizmu, która musiałaby być zbyt obszerna, by zmieścić się w tym tekście. Chodzi nam o to, by zrozumieć powyższe zjawiska na tyle, na ile jest to możliwe, gdyż negatywna ich ocena moralna nie zwalnia od analizy politycznej. Co więcej – skuteczna walka z nimi nie jest możliwa, gdy wadliwie rozpoznajemy ich naturę. To dlatego ruch komunistyczny okazał się bezsilny w ideowej walce z faszyzmem, znacznie zaś skuteczniejsza okazała się liberalna demokracja. Od razu tez zastrzec wypada, że w artykule tym napotka czytelnik daleko idące generalizacje i grube uproszczenia – jest to jednak jedyny sposób omówienia w kilkunastostronicowym artykule problematyki, która wymagałaby kilkusetstronicowej książki.

Idee faszyzmu okresu międzywojennego

Termin „faszyzm” pojawił się na początku lat dwudziestych na określenie doktryny włoskiego ruchu nacjonalistycznego o silnym zabarwieniu socjalistycznym. Następnie stał się on ogólną nazwa licznych podobnych doktryn, a także ustrojów, ustanowionych w międzywojennych Włoszech i Niemczech, zaś w okresie II wojny światowej – w mniej lub bardziej marionetkowych państwach zależnych od III Rzeszy. W okresie międzywojennym ruchy faszystowskie istniały we wszystkich państwach europejskich oprócz Związku Sowieckiego: najsłabsze były w Polsce, Czechach i Wielkiej Brytanii. Za faszystowskie uchodzą też powszechnie ustanowione reżimy w międzywojennej Hiszpanii i Portugalii. Jest to jednak nietrafne. Portugalski salaryzm był konserwatywną dyktaturą, nieopierająca się na totalitarnej ideologii, natomiast w Hiszpanii doszło do pierwszego zbrojnego starcia sił faszyzmu i komunizmu (tak rodzimych jak i międzynarodowych), jednak po zwycięstwie gen. Franco partia faszystowska (Falanga) została zmarginalizowana i przez następne dziesięciolecia w Hiszpanii panowała autorytarna dyktatura z pewnymi tylko elementami faszyzmu.

To, że prawicowa kontrrewolucja w Hiszpanii miała charakter faszystowski, ale ustrój zbudowany w jej następstwie nie miał takiego charakteru, wpłynęło na rozmycie w świadomości europejskiej pojęcia faszyzmu. Frankizm bowiem, określano tym mianem „siłą rozpędu”, to zaś ułatwiało zacieranie różnicy między dyktaturą jednostki a dyktaturą partii. Podobnie wszystkie reżimy, które podczas II wojny światowej były sojusznikami II Rzeszy, określano jako faszystowskie, a propagand komunistyczna usiłowała wręcz postawić znak równości między antykomunizmem a faszyzmem.

Po II wojnie światowej europejskie ruchy neofaszystowskie stanowiły margines życia politycznego, ożywiając się dopiero wraz z upadkiem komunizmu. Natomiast w Ameryce łacińskiej, poczynając od lat trzydziestych, niektóre autorytarne dyktatury przybierały charakter faszystowski (najwyraźniej argentyński peronizm). Na tym kontynencie (podobnie jak w Hiszpanii) główną siłą skrajnej prawicy pozostał jednak korpus oficerski, a nie – partie polityczne o charakterze totalitarnym.

Nazizm to z kolei skrót od „Narodowy Socjalizm”, określenia niemieckiej odmiany faszyzmu oraz ustroju III Rzeszy, stworzonego przez Narodowo-Socjalistyczną Niemiecką Partię Robotniczą (zapamiętajmy tę nazwę!). Nazizm był zjawiskiem specyficznie niemieckim – jego elementy w ustrojach państw zależnych od III Rzeszy były zapożyczeniami rozwiązań niemieckich lub wręcz efektem presji niemieckich protektorów. Katastrofa wojenna nazistowskich Niemiec, będąca też ich katastrofą moralną (przynajmniej w zachodniej części kraju), a także konsekwentna polityka denazyfikacyjna zachodnich okupantów doprowadziła do wykorzenienia nazizmu. Wprawdzie w Niemczech istniały i wciąż powstają grupy polityczne, otwarcie nawiązujące do dziedzictwa nazizmu, nie wychodzą one jednak po za margines życia publicznego.

Czym był faszyzm, czym różnił się on od innych radykalnych ideologii prawicowych okresu międzywojennego (i współczesnego)? Za główne elementy doktryn faszystowskich uchodzą prawicowość, nacjonalizm, rasizm, antydemokratyzm, antysemityzm, militaryzm (gloryfikacja wojny i dążenie do niej), imperializm, wreszcie – totalitaryzm, tj. dążenie do poddania wszystkich aspektów życia społecznego ścisłej kontroli władz oraz walce o cel wytyczony przez elitę kierująca państwem (a przed objęciem władzy – partią). Jednakże żadne z tych elementów nie jest właściwy wyłącznie faszyzmowi, a niektóre z nich nie występują w części odmian tej doktryny. Znamy liczne doktryny i ustroje prawicowe, antydemokratyczne, nacjonalistyczne, rasistowskie, militarystyczne, imperialistyczne, które jednak faszystowskimi nie były, choćby dlatego że powstały wcześniej niż faszyzm. Znamy też inną niż faszyzm doktrynę i ustrój totalitarny – komunizm. Z drugiej zaś strony, faszyzm włoski nie był antysemicki (elementy antysemickie pojawiły się we Włoszech pod naciskiem III Rzeszy), para faszystowski frankizm, choć sam wyrósł z wojny, nie był ani militarystyczny ani imperialistyczny (Hiszpania zachowała neutralność w czasie II wojny światowej wbrew silnej presji niemieckiej), podobnie nie był militarystyczny peronizm. Zaś nazizm, dla którego kluczowym pojęciem i najwyższym dobrem była rasa, trudno uznać za doktrynę nacjonalistyczną. Potwierdza to zachowanie władz III Rzeszy, które w końcowym okresie wojny rzuciły na stos własny naród. Wiemy, że np. rozmyślne niszczenie infrastruktury w miastach niemieckich miało na celu uczynienie warunków życia po zakończeniu wojny możliwie najbardziej nieznośnymi. Tak nie postępują nacjonaliści, dla których własny naród jest wartością najwyższą. Wbrew potocznym wyobrażeniom, faszyzm nie był ani ruchem drobnomieszczańskim ani narzędziem wielkich koncernów w walce z proletariatem. Był to, podobnie jak komunizm, ruch klasy robotniczej oraz po części – średniej, kierowany i programowany przez inteligencję. Wielkie koncerny opowiedziały się po stronie faszyzmu wówczas, gdy ten stał się znaczącą siłą społeczną i nie dlatego, by wykorzystać go do walki z komunizmem, lecz po to, by go oswoić, by odwrócić zagrożenie z jego strony. Hitler, by zapewnić sobie trwałe poparcie Kruppa i Thyssena (a także Hindenburga, czyli niemieckiej generalicji) musiał się pozbyć lewicy NSDAP, skupionej w kierowanej przez Roehma – SA, a dążącej do drugiej rewolucji (pierwszą była antydemokratyczna, druga miała być antykapitalistyczna). Tym, co najbardziej różni faszyzm od innych doktryn prawicowych, jest jego rewolucyjny charakter. Klasyczna prawica, nawet ta radykalna, jest nastawiona konserwatywnie, odwołuje się do tradycji, religii, elit „naturalnych”, współcześnie zaś – coraz częściej do milczącej większości, do potocznych przekonań tzw. szarego człowieka. Współczesnym przykładem takiego populistycznego konserwatyzmu może być WC Kwadrans, program niesłusznie określany mianem faszystowskiego. W klasycznych doktrynach faszystowskich nie znajdujemy żadnego z wymienionych wyżej elementów, znajdujemy natomiast ideę z gruntu obcą tradycyjnej myśli prawicowej – rewolucyjnemu przekształcania świata, podporządkowania go Wielkiemu Celowi, Wielkiej Idei. To właśnie w faszyzmie jest najważniejsze: Wielki Cel, jakim jest radykalna przebudowa „zgniłego” świata liberalnej demokracji i stworzenie nowego ładu – totalitarnej organizacji społeczeństwa. Cel, który można urzeczywistnić tylko przemocą (jest to wpisane w podstawowe założenia doktryny), dzięki walce nowej elity, wierzącej w doktrynę i w Wodza. Faszyzm zawsze jest radykalny, totalitarny, solidarystyczny i antykomunistyczny. Zazwyczaj jest też wrogi tradycji i religii (nazizm był otwarcie anty chrześcijański, faszyzm włoski – zdecydowanie antyklerykalny), zawsze tez powołuje masowe partie polityczne o paramilitarnej strukturze, a po przejęciu władzy nie dyktaturę jednostki, ale wieloszczeblową dyktaturę elity partyjnej, na czele której, stoi Wódz, otaczany na poły religijną czcią. Istotą faszystowskiej organizacji społecznej jest solidaryzm, negujący nie tylko walkę klas, ale samo istnienie klas społecznych. Faszyzm usiłuje zorganizować społeczeństwo w ściśle podporządkowane państwu i kontrolowane przez partię korporacje branżowe (stąd mówimy niekiedy o „korporacjonizmie”), łączące pracodawców i pracobiorców na zasadzie branżowej. Jest to solidaryzm inny od konserwatywnego, który opierał się na poglądzie, że poszczególne warstwy społeczne dopełniają się nawzajem i powinny współistnieć w harmonii. Solidaryzm faszystowski dąży do zniesienia wszelkich zróżnicowań i przekształcenia społeczeństwa w twór jednolity, a nawet – homogeniczny, w którym jedyna więzią lojalności jest więź z partią-państwem-wodzem (niemieckie „ein Volk, ein Reich, ein Fuehrer). Powstaje w ten sposób społeczeństwo totalitarne, składające się wyłącznie z jednostek oraz całości, a nie z naturalnych wspólnot różnych rzędów – od rodziny po naród. Jest to bodaj najdrastyczniejszy wyraz immanentnego totalitaryzmu tej ideologii. W sferze gospodarki, faszyzm ogranicza własność prywatną, wprowadzając daleko posunięty interwencjonizm państwa.

Faszyzm i bolszewizm

W tym miejscu, uważny czytelnik zauważył już jak sądzę, jak liczne są zbieżności między ideologią faszystowską a komunistyczną. Dziś, gdy coraz więcej wiemy o praktyce społecznej komunizmu, coraz mniej mamy wątpliwości, że i ona była bliźniaczo podobna do faszystowskiej. Podobieństwo to było zauważalne już wcześniej – dostrzegali je np. liczni polscy autorzy pod koniec lat czterdziestych. Najważniejsze różnice między tymi ideologiami i ustrojami wynikają z tego, że komunizmowi dane było rozwijać się przez lat siedemdziesiąt, gdy faszyzm został obalony już po dwudziestu latach. Podobieństwa te nie są przypadkowe – faszyzm tak jako ruch społeczny, jak i jako ideologia był reakcją na komunizm (bolszewizm). Był też zjawiskiem bliźniaczym, usiłującym zwalczać bolszewizm jego własną bronią – totalitarną Wielką Ideą. Tyle tylko, że komunizm widział podstawowe źródło zła społecznego w konflikcie klas społecznych, zaś faszyzm w konflikcie narodów, względnie ras. Odpowiednio do tego, pierwsza doktryna postulowała rewolucję klasową, polegająca na wyniszczeniu „klas próżniaczych”, druga zaś – rewolucję narodową, polegającą na wyniszczeniu „ras pasożytniczych”. Nazistowska „świadomość rasowa” była wprost kalką bolszewickiej „świadomości klasowej”, także pod tym względem, że takie pojęcie „rasy”, jaki „klasy” było w nich głęboko zafałszowane. Podobnie propagandowa manipulacja językiem w Związku Sowieckim i III Rzeszy była tak podobna, że tłumacząc na polski fragmenty „Voelksicher Beobatcher” (organ NSDAP) nieuchronnie otrzymywało się stylistykę „Trybuny Ludu” (organ PZPR). Wydaje się, że działacze bolszewiccy byli świadomi tych zbieżności, gdyż już od lat dwudziestych zakłamywali istotę faszyzmu, uznając go za ruch drobnomieszczański, czy stosując to określenie jako wartościującą etykietkę dla najróżniejszych poglądów politycznych, które zwalczali. Szczególne znaczenie miało uznanie przez Komitern (Międzynarodówkę Komunistyczną) socjaldemokracji, głównej siły przeciwstawiającej się tak faszyzmowi jak i komunizmowi za „socjal-faszyzm”. Podobnie wyłącznie wartościująco-manipulacyjny sens miało określenie polskiej sanacji (systemu rządów z lat 1926-1939) mianem faszystowskiej. Ostatecznie w propagandzie komunistycznej powstało utożsamienie „antysowiecki-faszystowski”. Efektem było nie tylko kompletne pomieszanie pojęć, ale także bezsilność komunizmu wobec faszyzmu w planie ideowym. Związek Sowiecki pokonał III Rzeszę zbrojnie, ale w okupowanej przezeń części Niemiec, faszyzm nie tylko nie został wykorzeniony, ale wręcz zakonserwowany. Komunizm, narzucając mechanizmy myślenia nieomal tożsame z nazistowskimi (różniły się one treścią, ale nie formami, schematami rozumowania), w istocie nie przyczyniał się do denazyfikacji świadomości społecznej, niezależnie od tego, ilu członków NSDAP stracono w pierwszych miesiącach okupacji. To pomieszanie pojęć trwa do dziś. Trockiści, zazwyczaj zwący się „rewolucyjnymi socjalistami” (a trockizm jest tylko wariantem bolszewizmu, o tyle niebezpiecznym, że nieskompromitowanym sowiecka praktyką społeczną) nadal głoszą np., że „faszyzm jest produktem kapitalizmu, który znajduje się w kryzysie, a jego celem jest zniszczenie organizacji klasy robotniczej przez tworzenie w niej podziałów” i że właściwym remedium na faszyzm jest socjalizm (tj. komunizm). Kapitalizm być może „znajduje się” w kryzysie (zależy od tego, co rozumiemy przez kryzys, to zresztą temat odrębny), ale w państwach faszystowskich robotnicy byli lepiej zorganizowani i bardziej zjednoczeni, niż kiedykolwiek udało się to osiągnąć marksistowskiemu ruchowi robotniczemu. Dziś zaś, gdy jesteśmy świadkami wybuchu tendencji para faszystowskich i ruchów neofaszystowskich w państwach postkomunistycznych, wiemy już z pewnością, że faszyzm może być tez produktem komunizmu, a najskuteczniejszą w jego zwalczaniu okazała się dotychczas liberalna demokracja, jeśli tylko rozporządzała sprawną policją.

Społeczne podłoże faszyzmu

Tyle o ideologii. Dla zrozumienia różnicy między dawnymi a współczesnymi faszyzmami trzeba też jednak zarysować sytuację społeczną, która faszyzm zrodziła. Wbrew bowiem powierzchownym opiniom była ona zupełnie inna od współczesnej. Faszyzm był odpowiedzią przede wszystkim na doświadczenie I wojny światowej oraz kryzys indywidualizmu, wraz z którym zachwiała się liberalna demokracja. Czteroletnia wojna „wyprodukowała” miliony mężczyzn, przystosowanych psychicznie wyłącznie do życia wojskowego (więc kolektywistycznego), którzy po wojnie czuli się nie tylko zbędni, ale wręcz odrzuceni przez społeczeństwo, dla którego i za które walczyli. W krajach zwycięskich (zwłaszcza Francji) główną reakcją był wybuch pacyfizmu i hedonizmu (ale też – ekspansja ruchu komunistycznego, na który odporna okazała się jedynie Wielka Brytania), w krajach przegranych (w tym Włoszech, które znalazły się wprawdzie po stronie zwycięzców, ale w istocie wyszły z wojny przegrane) powstał podatny grunt tak dla rozwoju komunizmu, jak i faszyzmu. Na społeczne konsekwencje wojny nałożył się powojenny kryzys gospodarczy (zwłaszcza w wyniszczonych i okrojonych terytorialnie Niemczech), a następnie – Wielki Kryzys, wobec którego demokracja okazała się bezsilna, zaś faszystowski nacjonalizm gospodarczy – nader skuteczny. Rozwojowi faszyzmów sprzyjało też zagrożenie komunistyczne, gdyż masowe, totalitarne zorganizowane partie komunistyczne dążyły do zdobycia władzy. Zaś ruch komunistyczny w okresie międzywojennym nie tylko był postrzegany jako zagrożenie dla niepodległości poszczególnych państw – on jasno się określał jako wróg tej niepodległości. W gruncie rzeczy istniała wówczas jedna partia komunistyczna, Komitern, w której Komunistyczna Partia Polski, Niemiec czy Włoch były tylko sekcjami o niewielkiej samodzielności. Zaś Komitern otwarcie stawiał sobie za cel przyłączenie pozostałych państw europejskich i pozaeuropejskich do Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich. To dlatego znaczna część społeczeństwa niemieckiego i włoskiego, mając do wyboru rewolucje obca i własną, przyłączyła się do tej drugiej, choć i jej się obawiała. To dlatego tez znaczna część społeczeństw Europy Środkowej (z wyjątkiem Polski i Czech) popierała w latach wojny rodzime para-nazizmy przeciw komunizmowi. To wszystko nie zmienia, rzecz jasna, oceny moralnej doktryn i ustrojów faszystowskich, ani potwornych zbrodni, jakich dopuściły się nazistowskie Niemcy (nie tylko państwo, także znacząca część społeczeństwa, liczniejsza od przekonanych nazistów). Natomiast zobaczenie faszyzmu na tle epoki, która go zrodziła, pozwoli nam lepiej zrozumieć, czym są, czym zaś nie są współczesne doktryny i ruchy faszystowskie i para faszystowskie. Po II wojnie światowej w Europie nastąpiło pięćdziesiąt lat pokoju (tylko na peryferiach kontynentu – około czterdziestu), dorosły więc dwa kolejne pokolenia wolne od doświadczeń wojennych. Poważne trudności gospodarcze, jakie przeżywają poszczególne kraje, nie przeradzają się w powszechny, katastrofalny kryzys, owocujący milionowymi masami już mnie bezrobotnych, ale głodujących. Stosunkowo najgorsza jest tu sytuacja w państwach postkomunistycznych, gdzie nie działa wypracowany w zachodnich demokracjach system osłon socjalnych, ale i tu (może oprócz Rosji) jest ona nieporównanie lepsza, niż w Niemczech lat dwudziestych. Przed kilku laty przestało istnieć zagrożenie ze strony bloku sowieckiego, a z nim – potencjalny przeciwnik wojenny Zachodu. Z drugiej strony pojawiły się nowe problemy, nieznane międzywojniu. Głównym z nich są konsekwencje kulturowe i polityczne masowej imigracji do krajów europejskich ludności, która nie chce asymilować się, lecz zachowuje odrębność kulturową. Jedną z nich jest masowe pojawienie się w Europie postaw rasistowskich sensu stricte. Innym są nieznane w poprzednich epokach rozmiary korupcji elit politycznych i gospodarczych oraz związków klasy politycznej ze światem zorganizowanej przestępczości. Wreszcie ogromne zmiany wprowadza w życie społeczne rozwój takich zjawisk, jak telewizja (w tym satelitarna, łamiąca informacyjny monopol państwa). Internet, a także rozwój ruchu i ideologii ekologistycznej w różnych wariantach. Kolektywizm, skłonność do odnajdywania swego miejsca w szeregach hierarchicznych organizacji politycznych i paramilitarnych, na których kształt szeregowy członek nie ma wpływu, należy do – jak sądzę, bezpowrotnej – przeszłości. W społeczeństwach europejskich dominuje indywidualizm i hedonizm, zaś skłonność do ofiar w imię odleglejszych celów, jak i do podporządkowania interesu osobistego jakiejkolwiek organizacji (a zwłaszcza państwu) jest znikoma. Przesyt społeczeństwem przyzwalającym {permissive society) wyraża się w nowych formach, między innymi – w integryzmach religijnych oraz sektach totalitarnych. Dlatego też taki faszyzm (i laki komunizm), z jakim mieliśmy do czynienia w okresie międzywojennym – ruch ideowo- polityczny, ogarniający miliony ludzi – nie może się już odrodzić. Sytuacja historyczna, która go zrodziła, minęła nieodwracalnie A historia się nie powtarza. Zwłaszcza w XX wieku, gdy tempo przemian społecznych jest szybsze, niż kiedykolwiek przedtem. Natomiast nowe problemy, nękające społeczeństwa europejskie schyłku wieku, rodzą i będą rodzić nowe odpowiedzi i pseudo odpowiedzi. Cześć tych ostatnich nawiązuje i nadal będzie na różne sposoby nawiązywać do faszyzmu.

Faszyzmy i para faszyzmy schyłku wieku

Zanim przejdziemy do współczesnych prądów para faszystowskich i faszystowskich, godzi się wspomnieć, że przez jakiś czas po wojnie istniały – głownie w Niemczech – organizacje neofaszystowskie organizowane przez pogrobcwców nazizmu, którzy nie chcieli przyjąć do wiadomości, ze upadek III Rzeszy jest nieodwracalny. Pozostały one nieznaczącym marginesem życia politycznego, jednak przyciągając pewną liczbę młodych ludzi zapewniły ciągłość frazeologii i wyobrażeń, umożliwiając późniejszy rozwój para faszyzmów. Wraz z odejściem z życia publicznego ludzi ukształtowanych w ustroju faszystowskim, organizacje te – jeśli przetrwały – przerodziły się bądź w partie polityczne, dążące do udziału we władzy metodami demokratycznymi, bądź w marginalne – choć niebezpieczne przez swój radykalizm – organizacje para faszystowskie. Najgroźniejsze okazały się jednak nie niemieckie, ale włoskie organizacje neofaszystowskie, które jako pierwsze sięgnęły po terror „bezadresowy”, skierowany przeciw przypadkowym ludziom. Po II wojnie światowej nigdzie nie próbowano tworzyć masowych, totalitarnych partii faszystowskich – organizacje neo- i para faszystowskie były z założenia nieliczne, „kadrowe”. Natomiast spisek byłych nazistów. dążących do odrodzenia Rzeszy, był jedynie mitem kultury masowej (do zagadnienia niezdrowej fascynacji amerykańskiej pop-kultury nazizmem wrócimy za chwilę). Nawet osłabiona ODESSA była organizacją samopomocy byłych członków SS, nastawioną na działania defensywnie, a nie ofensywnie. Dziś jest to zagadnienie wyłącznie historyczne – najmłodsi członkowie NSDAP są już starcami. Nowym impulsem rozwoju ruchów skrajnie prawicowych, w tym – para faszystowskich, stal się rozpad Związku Sowieckiego. Zjawisko to, w tym szybki rozwój rozmaitych nazi-bolszewizmów. nie jest paradoksalne, ale w pełni prawidłowe. Poprzednio fundamentalne zbieżności doktryny faszystowskiej i komunistycznej zacierała polityczno-wojskowa konfrontacja bloków wschodniego i zachodniego. Gdy tego czynnika zabrakło, a wraz z nim znikło propagandowe zafałszowanie teorii i praktyki komunizmu (wciąż zresztą nie do końca), trudno było dłużej ich nie dostrzegać. Tym bardziej, ze w krajach postsowieckich ujawniły się z zaskakującą siłą nie tylko przytłumione dotychczas uczucia narodowe, ale też – wojownicze szowinizmy, tym silniejsze, że przez pół wieku (niekiedy dłużej) „zamrożone”, ale nie przezwyciężone. To, że w krajach postsowieckich odradzająca się prawica(nie tylko skrajna) z upodobaniem podstawia kategorie narodowe lub rasowe do siatki pojęciowej schyłkowego komunizmu (niech nas nie mylą portrety Stalina – dzisiejsi neostalinowcy myślą kategoriami, obowiązującymi za późnego Breżniewa), nie powinno dziwić. Ci ludzie – oprócz najmłodszych – po prostu nie znają innych wzorców myślenia, a po siedemdziesięciu latach komunistycznej edukacji uważają te wzorce za naturalne, za jedynie możliwe. Np. myślenie o gospodarce głównie w kategoriach wyzysku, tłumaczenie wszystkich zjawisk świata działaniem jednego czynnika czy postrzeganie „nas” jako oblężonej twierdzy, przeciwstawiającej się całemu światu, skoordynowanemu atakowi jednego w istocie wroga. Czy będzie to atak światowej burżuazji, czy też spisek żydowsko – masoński. ma już drugorzędne znaczenie. Tym bardziej, że (nie wiedza ludzi postsowieckich nt. masonerii czy Żydów nie jest wcale bardziej zafałszowana, niż na temat burżuazji. Ruchy te, są na razie słabe, mogą jednak przybierać na sile, zwłaszcza w Rosji, gdzie idea szczególnego posłannictwa narodu jest trwałym jego składnikiem tożsamości. Rosja, która bez wielkiej wojny straciła zdobycze terytorialne prawie czterystu lat, w tym terytoria zamieszkałe w większości przez Rosjan, której gospodarka rozsypała się jak domek z kart, pogrążając miliony obywateli w nędzy, pragnie cudownej recepty, pragnie Wielkiej Obietnicy. Pragnie też autokraty (ale nowego cara, a nie Wodza w faszystowskim rozumieniu), gdyż praktycznie przez całe swe dzieje była rządzona autorytarnie. W innych krajach szansę nacjonal-bolszewizmu są znacznie mniejsze, między innymi dlatego, że odzyskanie niepodległości daje ich narodom poczucie historycznego zwycięstwa. Niewątpliwie mamy tu do czynienia ze zjawiskiem nowym jakościowo – i z nowym niebezpieczeństwem, podobnie trudnym do zdefiniowania i rozpoznania, jak faszyzm na początku lat dwudziestych. Nieco inna jest sytuacja we wschodnich landach Niemiec, byłej komunistycznej NRD. Tu mamy do czynienia z bardzo gwałtownym wybuchem para nazizmu i agresywnego rasizmu, od samego początku wyrażającego się w aktach terroru. Ten agresywny „skinonazizm” wpłynął na brutalizację młodego pokolenia skrajnej prawicy w całych Niemczech. Wydaje się, że niezależnie od sięgania – mniej lub bardziej świadomego – do Wzorców nazistowskich, które tylko w Niemczech są rodzimymi, a nie obcymi, brutalność ta ma związek z większą, niż gdzie indziej, agresywnością niemieckich ruchów młodzieżowych („Dni Chaosu” nie mają odpowiedników w innych krajach). Z kolei brutalność niemieckich „para-nazich” ma wpływ na brutalizację ich odpowiedników w innych krajach, zwłaszcza – na ile się orientuję – w Czechach, Słowacji i Polsce. Trudniej zrozumieć pojawianie się doktryn nacjonal-bolszewickich w państwach zachodnich. Wydaje się, że jest to element wielkiego przeobrażenia mapy politologicznej Europy, nowego definiowania się lewicy i prawicy, czy też – jak chcą niektórzy – zaniku tego podziału. Już faszyzm, łącząc konserwatywne podejście do państwa z niechęcią wobec tradycji i religii oraz charakterystycznym dla lewicy populizmem i utopizmem, a także z wrogością wobec liberalizmu, wymykał się dotychczasowemu myśleniu o lewicowości i prawicowości. Kategoria prawicy została więc przemodelowana tak, by zmieścił się w niej narodowy socjalizm (nazizm). Dziś mamy do czynienia z procesem dość podobnym. W środowiskach skrajnie prawicowych panuje zamęt ideowy, niepewność własnej tożsamości i swego miejsca w świecie, w którym antykomunizm nie jest już wystarczającym wyznacznikiem prawicowości. Zamęt ten, pogłębia powstanie z jednej strony prądu konserwatywno-liberalnego, z drugiej – liberalno-socjalistycznego. Jednocześnie postępuje radykalizacja- odwrót od umiarkowania jako wartości w stosunkach społecznych i politycznych, a za nim – osłabienie i dekompozycja centrowych, umiarkowanych partii i ruchów. Rozsądny patriotyzm ustępuje z jednej strony szowinizmowi, z drugiej – radykalnemu kosmopolityzmowi. Tradycyjna religijność chrześcijańska – z jednej strony fundamentalistycznemu integryzmowi, z drugiej – radykalnemu ateizmowi. W Europie pojawiają się nowe idee, także mało umiarkowane i tolerancyjne – czy to integryzm muzułmański, czy amerykańska polityczna poprawność. Dodatkowym elementem niepewności światopoglądowej jest rozwój ruchów ekologistycznych, na ogół identyfikujących się z lewicą, lecz których fundamentalne elementy pochodzą z myśli prawicowej (przede wszystkim odrzucenie idei postępu) Także „New Age” ze swym irracjonalizmem niesie idee mogące służyć najrozmaitszym doktrynom politycznym, od skrajnej lewicy po skrajną prawicę. Ten zamęt ideowy jest jednym z czynników, wyzwalających i wzmacniających agresję polityczną, a nawet – skłaniających do stosowania przemocy fizycznej. Na skrajnej prawicy obserwujemy kształtowanie się nowej syntezy elementów nazizmu, integryzmu religijnego, konserwatyzmu i populizmu. Właśnie nazizmu, a nie faszyzmu – radykalny antysemityzm był obcy Mussoliniemu. podobnie jak irracjonalizm hitleryzmu, posunięty do elementów okultystycznych, wpisanych w doktrynę SS. Tej nowej ideologii skrajnej prawicy daleko jeszcze do spójności, jest już jednak jasne, że powstała nowa Jakość. Do jej najważniejszych elementów należy postulat naprawy świata, ale nie przez przebudowę, lecz przez regresję do przeszłości (hasło „Nowego Średniowiecza” monarchizm itp), zastąpienie elitaryzmu populistycznym kultem „szarego człowieka” czy też „milczącej większości” oraz zdecydowana opcja antyeuropejska, tj. wrogość wobec integracji europejskiej (w wersji łagodniejszej, przeciwstawiającej się obecnym jej metodom, tj formule Maastricht, sprzeciw ten podzielają liczne środowiska nie związane ze skrajną prawicą). Zaś naturalnym następstwem zastąpienia nazistowskiego elitaryzmu populizmem, jest postulat władz autorytarnej „dyktatury oświeconej” na modłę Franco (ale nie faszystowskiej „zbiorowej dyktatury”). Charakterystyczne, że zaledwie 50% wyborców LePena identyfikuje się z prawicą, zaś prawie 20% określa swe przekonania jako lewicowe. To, że tak ludzie o poglądach (tradycyjnie) prawicowych, jak i (tradycyjnie) lewicowych mogą identyfikować się z niewątpliwie para faszystowskim radykalizmem Frontu Narodowego, z wziętym wprost z arsenału klasycznego faszyzmu hasłem „ani lewica, ani prawica, tylko Francja” świadczy o głębokim kryzysie zarówno myślenia lewicowego, jak i prawicowego. Podobnie w Polsce zwolennikami takich ugrupowań para faszystowskich jak „Samoobrona” A. Leppera są ludzie, których poglądy można uznać zarówno za prawicowe, jak i za lewicowe, zaś zdecydowanie prawicowa idea nacjonalizmu gospodarczego ma licznych zwolenników w lewicowym PSL. Wkrótce ta ideologia i ruch skrystalizują się dostatecznie, by określić się, nazwać w sposób odpowiadający nowej jakości. W ciągu najbliższych kilkunastu lat staną się one nowym zagrożeniem dla liberalnej demokracji oraz tego, co skłonni jesteśmy nazywać „ładem społecznym”, kto wie, czy nie zagrożeniem na miarę międzywojennego nazizmu. Jednak oprócz para faszystowskich, działają dziś także organizacje i ruchy stricte faszystowskie, czy raczej – nazistowskie. Są to te, które głoszą nie takie czy inne hasła, ale rewolucyjną ideologię totalitarną. W Polsce jest to Polskie Stronnictwo Narodowe – Polska Wspólnota Narodowa B. Tejkowskiego. głosząca rewolucję narodową, zwróconą przeciw wszystkim – Żydom, Rosjanom, Niemcom, Amerykanom a tak naprawdę – przeciw wszystkim, oprócz członków PSN-PWN (gdyż tylko oni są we własnych oczach prawdziwymi Polakami). Mamy tu wymienione wyżej elementy nazizmu w pełnym rozkwicie: Wielki Cel, program budowy totalitarnej partii rządzącej społeczeństwem, wynikający ze skrajnego szowinizmu anty chrystianizm, wrogość wobec demokracji i kapitalizmu, a nawet wyjątkowo dziś spotykaną „fuehrerprinzip” (zasadę wodzostwa). Pod wieloma względami podobne do PSN-PWN są ukraińska UNA-UNSO i rosyjska Partia Narodowo-Bolszewicka. Obie działające na znacznie większą skalę. Nie wydaje się jednak, by naziści Tejkowskicgo czy jakiś pomniejszy odłam tego rodzaju mógł stanowić zagrożenie dla polskiej demokracji. To raczej problem policyjny, niż polityczny (choć zmuszenie policji do zdecydowanego zwalczania tych organizacji jest już problemem politycznym, coraz bardziej naglącym). Polacy w swej masie nie są skłoni do radykalizmu (co najwyżej przejściowo poddają mu się jak chorobie), a tym bardziej – do dyscypliny, żadna więc organizacja o strukturze totalitarnej nie ma szans stania się w Polsce masową. Także PZPR stając się panią masową, szybko zatraciła totalitarną zwartość i dyscyplinę, inaczej od np. wschodnioniemieckiej SED. Ponadto partie i ruchy, które otwarcie nawiązują do tradycji, a zwłaszcza – do symboliki faszystowskiej (nazistowskiej), same skazują się na marginalizację. Zbyt silna jest wciąż pamięć o tym, czym był nazizm, pamięć tak o jego zbrodniach, jak i o konsekwencjach wojny, którą wywołał, by takie organizacje mogły zyskać masowe poparcie. W Rosji np. prawdziwym zagrożeniem nie są nacjonal-bolszewicy, ale Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej, głosząca narodowy socjalizm nieomal w stanie czystym (jednak bez elementów rasistowskich, charakterystycznych dla hitleryzmu), a której elektorat liczy się w milionach. Także dla Polski niebezpieczeństwo kryje się gdzie indziej. Nasza skrajna prawica krystalizuje się dziś nie w zapatrzonych w przeszłość i niezdolnych do przemyślenia rzeczywistości lat dziewięćdziesiątych Stronnictwach Narodowych, ale w poważnych partiach politycznych. Przede wszystkim w ROP, PSL i „Solidarności’. Poglądy, głoszone publicznie przez Z. Wrzodaka są niebezpiecznie bliskie nazizmowi, a to, że czołowi politycy prawicowi tolerują te wypowiedzi jako przysparzające im wyborców musi niepokoić w najwyższym stopniu. To tam, na przecięciu nacjonalistycznego skrzydła „Solidarności” i takiegoż – PSL, klubów „Gazety Polskiej” i ruchu „ciemnogrodzian”, rodzi się masowy, rewolucyjny ruch prawicowy (antykomunistyczny i antykapitalistyczny zarazem, a antydemokratyczny przede wszystkim), ruch. który może wyłonić organizację polityczną, zdolną sięgnąć po władzę. „Tejko-nazi” spod znaku kołomiru raczej się do niej nie przyłączą, ale niewielka to pociecha. Pozostało nam ostatnie już zagadnienie – para faszyzm „nazi-skinów”, „nazi-kiboli” itp., a także – obecność wątków para nazistowskich w kulturze masowej. Od razu trzeba powiedzieć, że przechodzimy tu na zupełnie inny poziom rzeczywistości społecznej. Nie mamy już do czynienia z ruchami politycznymi, ale z tendencjami kulturowymi, niełatwymi często do oceny (oprócz moralnej). Są one starsze, niż się dziś wdaje. Swastyki, niemieckie hełmy i Żelazne Krzyże już w lalach sześćdziesiątych należały do ulubionych rekwizytów amerykańskich gangów motocyklowych, zaś komputerowe „gry w Holocaust” są bezpośrednim potomstwem znanych wówczas zabawek w rodzaju gilotyny z naturalistycznymi figurkami (we Francji!). Dla rozwoju tych tendencji wielkie znaczenie miał obraz nazizmu w amerykańskim filmie, zabarwiony fascynacją jego okultystycznymi elementami, a także – eleganckim mundurem, tak odbijającym od amerykańskiego (coś podobnego przydarzyło się filmowi polskiemu, gdyż ogromne powodzenie kpt. Klossa w znacznej mierze wynikało ze znakomitej jego prezencji w mundurze oficera Wehrmachtu). Pierwsze takie filmy powstały bodaj jeszcze w latach sześćdziesiątych, a i później Hollywood chętnie sięgał po wątek demonicznego spisku byłych członków SS, sięgających po władzę nad światem. Z podobnych fascynacji, wynikł obraz nazistów w „Poszukiwaczach zagubionej arki” i „Ostatniej krucjacie Indiany Jonesa”, nawiązujących zresztą do wątków rzeczywistych – Hitler naprawdę chciał odnaleźć Graala. To wszystko, a także naturalny sprzeciw wobec „martyrologicznej pedagogiki” starszych pokoleń sprawiło, że rzeczywisty obraz nazizmu został w potocznej świadomości zastąpiony obrazem fikcyjnym, w którym nie było miejsca na prawdę o Holokauście, a tym bardziej – o społeczno-politycznej naturze nazizmu. Nałożyła się na to fascynacja tym, co zakazane oraz poszukiwanie pokoleniowych wyznaczników i symboli W efekcie na jakimś zakręcie rozwoju kultury młodzieżowej oraz pop-kultury, w znacznej mierze narzucanej przez zawodowych „zabawiaczy” pojawiły się środowiska i style, sięgające do nazistowskich haseł i symboli. Omówienie kształtu i rozwoju tych prądów przekracza moje kompetencje, ograniczę się więc do kilku uwag ogólniejszej natury. Wszelkiego rodzaju „naziole” nie są żadnymi tam „dziećmi Hitlera”. To dobre hasło na ulotkę, ale nigdzie poza ulotką nie powinno się znaleźć; nie należy mylić retoryki walki politycznej z opisem rzeczywistości. Może w Niemczech ma to jakieś uzasadnienie, ale w Polsce – żadnego. Międzynarodowi „nazi-hooligans” zrozumieli z nazizmu głównie „HeiI Hitler!” i „Bij Żyda!” (w czym zresztą Hitler nie był oryginalny), a tak naprawdę pociąga ich prostacki kult siły i fascynująca symbolika, której czasem nie za bardzo odróżniają od satanistycznej. Odwrócony krzyż obok swastyki, do tego flaga Konfederacji i swoisty patriotyzm lokalny, wyrażający się w nienawiści do kibiców konkurencyjnych klubów piłkarskich lub równolatków z innych osiedli czy miejscowości – oto cala ich „ideologia”. Gdy zaś na murach pojawia się napis „RTS Jude”, znaczy on mniej więcej tyle samo, co RTS cwele, czy RTS chuje (przepraszam zarówno RTS, jak i co wrażliwszych czytelników). O tym, czym był nazizm (a tym bardziej faszyzm włoski) ludzie ci nie mają zielonego pojęcia. Nawet jeśli któryś przeczytał „Mein Kampf” – niewiele zrozumiał z tej mętnej i przeraźliwie nudnej książki. Częściej już opierają się na „Protokółach Mędrców Syjonu” i tekstach zachodnich kapel, hołdujących skrajnej prawicy. Na ich podstawie piszą własne, jeszcze bardziej bezmyślne. Ci zaś, którym nie wystarczają słowa, wychodzą na ulicę, by bić Arabów i punków, palić flagi Izraela i Unii Europejskiej, oraz pisać na murach ohydne, antysemickie graffiti. Ani im w głowie tworzenie Nowego Ładu, stawanie na czele narodu. Wszystko to jest raczej wstrętne, niż naprawdę groźne – to bandytyzm i chuligaństwo, nie działalność polityczna. A traktowanie bandytów czy chuliganów jako kogoś więcej, niż właśnie bandytów i chuliganów, przyjmowanie na serio ich „ideologicznych” pobudek tylko ich umacnia, utrudnia zaś walkę z nimi. Inna rzecz – że bandytyzm, strojący się w polityczne piórka, powinien być tym intensywniej zwalczany przez odpowiednie struktury państwa. „Wojna na graffiti”, choć sensowna, niewiele pomoże, natomiast czynna realizacja haseł typu „wypalić żelazem, udeptać jak pluskwę brunatną zarazę”, prowadzić może tylko do pogłębiającej się brutalizacji naszego życia i aktów bandytyzmu także po stronie anty nazistowskiej. Nie mówiąc o tym, że zacytowana frazeologia jest lustrzanym odbiciem nazistowskiej właśnie. Sytuacja zmienia się, gdy na czele „nazioli” stają politycy pokroju p. Tejkowskiego czy Bryczkowskiego, ludzie, którzy rozumieją istotę nazizmu i stawiają sobie określone cele polityczne. Dopiero wtedy za hasełkami i prostacką nienawiścią naprawdę pojawia się idea. A w ślad za nią – akcje, takie jak manifestacja PSN-PWN w Oświęcimiu. Oraz mundur, zastępujący „subkulturowy” kostium. Nie mundur organizacji paramilitarnej (jak ZHP czy „Strzelca”), ale mundur partyjny – coś w rodzaju czarnych czy brunatnych koszul. Ten ostatni moment jest bardzo ważny. Tam, gdzie pojawia się mundur, ruch polityczny zaczyna się przekształcać w zuniformizowaną, a następnie – zmilitaryzowaną organizację. Zaczyna rodzić się faszyzm z prawdziwego zdarzenia. W Polsce mamy już taką organizację: wspominaną tu parokrotnie Polską Wspólnotę Narodową B. Tejkowskiego. Dlatego umorzenie sprawy przeciw temu ostatniemu ze względu na „znikome niebezpieczeństwo społeczne” jego działalności świadczy jak najgorzej o przygotowaniu nie tylko polskiego sądownictwa, ale i całego aparatu państwa do walki z prądami para- i neofaszystowskimi.

Kończąc te rozważania, trzeba dopowiedzieć i to, iż z faktu, że jakiś ruch czy tendencja nie mają charakteru faszystowskiego, nie wynika, by można było je akceptować, a nawet – tolerować. Tendencje rasistowskie, szowinistyczne, antysemityzm, rusofobia. germanofobia itp. (a u przedstawicieli innych narodów – także polonofobia), a także integryzmy religijne (z ateistycznym włącznie) oraz komunizm w różnych odmianach są sprzeczne z demokratycznym ładem społecznym, jaki staramy się budować w Polsce i całej Europie. Podobnie z tego, że „naziolizm” i podobne zjawiska nie są zagrożeniem natury politycznej, nie znaczy, by można było je lekceważyć. Same z siebie bowiem nie rozwieją się, a ich zwolennicy mogą na jakimś zakręcie przyłączyć się do ruchu, który takie zagrożenie stworzy. Nie mówiąc już o tym, że bandytyzm jest groźny dla nas wszystkich, na codzień, a niemiłosiernie eksploatowane przez światowe sieci telewizyjne występy polskich „nazioli” przynoszą nie tylko wstyd, ale też wymierne szkody polityczne Polsce, czyli nam wszystkim.