Fabryki wiedzy
Jan Sowa, Krystian Szadkowski

Spoglądanie na instytucje edukacyjne przez pryzmat porównania z fabryką posiada dość długą historię. Marks w Kapitale, próbując dostarczyć przykładów tego, że praca w warunkach produkcji kapitalistycznej nie jest tylko wytwarzaniem towarów, a polega przede wszystkim na wytwarzaniu wartości dodatkowej dla kapitalisty, sięga po przykład ze sfery produkcji niematerialnej.

Nauczyciel czy wykładowca jest według niego pracownikiem produkcyjnym, gdy pracuje, by przynieść zysk właścicielowi swojej instytucji. W ten sposób dla Marksa oczywiste jest, że nie ma żadnej jakościowej różnicy między inwestowaniem kapitału w fabrykę wiedzy a „fabrykę kiełbasy”[1]. Obie są przestrzeniami, w których odbywa się praca produkcyjna, wytwarzanie wartości dodatkowej i dlatego też pojawiają się w nich związane z tym napięcia, relacje władzy i wyzysku. Z dzisiejszej perspektywy widać, jak dobrze tezy Marksa antycypowały przyszły rozwój sił wytwórczych i wewnętrznej organizacji kapitalizmu[2].

W 1909 roku Henry S. Pritchett, wówczas rektor technicznej uczelni MIT, mając w głowie to porównanie zapragnął odnaleźć sposób na zwiększenie efektywności pracy kadry akademickiej. W liście do Fredericka W. Tylora, autora pierwszej naukowej koncepcji zarządzania procesem pracy rozbitym na najdrobniejsze elementy, prosił, by ten wspomógł go swym doświadczeniem. Tylor szybko wydelegował do Cambridge, Massachusetts swojego współpracownika, Morrisa L. Cooka, który w kilka miesięcy sporządził pokaźny raport na temat podobieństw i różnic w przemysłowych i akademickich metodach zarządzania efektywnością pracy, udzielając wielu rekomendacji i zaleceń przyszłym menadżerom uczelni[3].

Nie tylko jednak teoretycy czy przedsiębiorcy posługiwali się tym porównaniem. Również ruchy studenckie związane z Free Speech Movement w Berkeley lat 60., których działania i poglądy poprzedziły i zaważyły na kształcie wydarzeń maja 1968 roku, używały go do opisywania zmian na uniwersytecie[4]. Pod rządami Clarka Kerra rozrost Uniwersytetu Kalifornijskiego nabrał rozpędu. W jednej z książek z tego okresu rektor podkreślał znaczenie uniwersytetu dla wzrostu gospodarczego USA[5]. By sprawnie wypełniać to zadanie, uczelnie powinny zostać podporządkowane przemysłowi, korporacjom i rządowi, dostarczając zarówno wiedzy pożądanej przez te instytucje, jak i wyszkolonej siły roboczej. Multiwersytet Kerr’a dla studentów z Uniwersytetu Kalifornijskiego wydawał się zwykłą fabryką, w której oni sami byli produktami – specyficznymi produktami, mającymi bowiem możliwość organizowania i stawiania oporu w walce o swoje prawa. Rozpoznając fabryczną, czy wręcz maszynową naturę uczelni, doszli do wniosku, że są w stanie zatrzymać jej tryby strajkując, tak jak robili to robotnicy okolicznych zakładów.

Harry Cleaver, dla którego uniwersytet-fabryka to tylko część szerszej fabryki społecznej, wskazuje, że cztery wyróżnione przez Marksa w Rękopisach ekonomiczno-filozoficznych z 1844 roku momenty alienacji (alienacja pracownika od czynności pracy, od pozostałych pracowników, od procesu pracy i wreszcie od samej istoty gatunkowej człowieka[6]) dadzą się z łatwością odnaleźć, kiedy bliżej przyjrzymy się współczesnemu uniwersytetowi. Wyzuta z woli politycznego działania kadra uniwersytecka oddaje się tam pracy, której forma i zawartość w większości zostają odgórnie narzucane. Efektem tego jest zaś siła robocza studentów, tworzona zgodnie z potrzebami kapitału. Natomiast studenci, stwierdza Cleaver, wyobcowani są przez narzuconą im konkurencję wewnątrz sal ćwiczeniowych i na przyszłym rynku pracy czy poprzez proces studiowania wymuszonych zagadnień, którego rezultatem są przeważnie abstrakcyjne noty zbierane do indeksów. W konsekwencji nie są w stanie autonomicznie stworzyć z siebie samookreślonego bytu społecznego[7]. Uniwersytet-fabryka jest więc podobny w pewnym sensie do innych fabryk, a marksistowskie analizy są przydatne w jego zrozumieniu.

Wszystkie wyżej wymienione problemy brane są pod uwagę w pytaniu badawczym, które otworzyło poszukiwania transnarodowego kolektywu Edu-factory, sieci zrzeszającej studentów, aktywistów i badaczy edukacji z całego świata. Czy tym, czym kiedyś dla kapitalizmu przemysłowego była fabryka, dziś dla kapitalizmu kognitywnego jest uniwersytet? Czy możemy zaobserwować podobne mechanizmy wyzysku i kontroli pracy? Czy uniwersytet może być skuteczną przestrzenią organizacji oporu, podobną do tej, jaką stanowiły fabryki ery industrialnej? Te i wiele innych pytań przepuszczonych przez metaforyczną soczewkę „uniwersytetu-fabryki”, pozwoliło na przeprowadzenie dogłębnych, kolektywnych badań, które członkowie Edu-factory przedstawili w książce Towards a Global Autonomous University[8].

Uniwersytet znalazł się dziś z pewnością w centrum zainteresowania wielu światowych i lokalnych graczy politycznych i ekonomicznych. Świadczy o tym choćby fakt, że nawet w Polsce, po dwudziestu latach pozostawiania uczelni samym sobie, podjęto szybkie i zdecydowane kroki, by podporządkować go rynkowej logice rentowności, pomiaru efektywności, konkurencji oraz zysku. Od zawsze był on jednak poddawany różnym naciskom. Dziś, kiedy jego znaczenie radykalnie wzrosło, a presja wywierana przez rozmaite podmioty stała się tak duża, nie sposób dłużej nawet łudzić się, że uniwersytet jest jakkolwiek autonomiczną strukturą.

Jego autonomię można wypracować i z tego względu z pewnością musi być on dzisiaj polem walki – polem, na którym od kilkunastu lat ruchy społeczne w Polsce ponoszą dotkliwą klęskę. Nieważne czy wymienimy tu ruchy studenckie, pracownicze, czy obywatelskie. Ich klęska jest podwójna: tam, gdzie się pojawiają, nie są w stanie wiele wywalczyć z powodu braku szerszego poparcia w środowisku studentów i wykładowców, a w wielu miejscach i momentach, gdy wyartykułowany powinien zostać głos sprzeciwu, zaobserwować można tylko całkowitą bierność i milczenie. Może to zaskakiwać, bo stawka w tej walce jest tyleż wysoka, co oczywista. W czasach, gdy coraz większe znaczenie dla gospodarki i reprodukcji życia społecznego ma wiedza, walka o równość, wolność i demokrację staje się w coraz większym stopniu również walką o równość i swobodę w dostępie do edukacji oraz wolność i demokratyzację produkcji wiedzy.

Gdy studenci w Londynie, Madrycie, Barcelonie, Atenach, Rzymie czy Nowym Jorku wychodzą na ulice, by wspólnie protestować przeciw neoliberalnej polityce zaciskania pasa i walczyć o edukację rozumianą jako dobro wspólne, ich polscy rówieśnicy wyczerpują swój życiowy impet i aspiracje w indywidualnej „grze o staż”. Pod tym względem społeczna rzeczywistość III RP radykalnie i negatywnie kontrastuje z polskim społeczeństwem epoki PRL, kiedy to w latach 80-tych rodzice dzisiejszych dwudziestolatków przeżyli na fali rozwoju ruchu Solidarności masową mobilizację 10 milionów obywateli w walce przeciwko biedzie i prześladowaniom. W tuchu tym brały udział spore grupy studentów, o czym świadczą NZS-owskie rodowody wielu dzisiejszych polityków, przedsiębiorców, publicystów i naukowców. Oczywiście – był to inny system i inna opresja, jeśli jednak obecne neoliberalne reformy zostaną doprowadzone do końca, dostęp do edukacji może okazać się w III RP o wiele trudniejszy niż w PRL[9].

Nie znaczy to, że miałby być niemożliwy. Wprost przeciwnie. Sam dostęp to jednak nie wszystko. W Polsce wysoki poziom przyjęć na studia został osiągnięty między innymi poprzez gwałtowny, niekontrolowany i wyjątkowy w skali europejskiej rozrost prywatnego sektora szkolnictwa wyższego po 1989 roku. Płacący za swoje studia stanowią dziś ponad połowę wszystkich studentów, a mimo to udział procentowy studiujących w populacji osób w wieku 19-24 lata ciągle rośnie i stanowi jeden z najwyższych w Europie. Podobnie na świecie, gdzie opłaty za studia są raczej zasadą niż wyjątkiem, a czesne zwiększane jest niemal z każdym rokiem, wciąż obserwujemy rosnący trend przyjęć na studia oraz zwiększająca się liczbę absolwentów[10]. Jak to możliwe?

Podstępnymi sposobami na upowszechnianie dostępu do studiów w warunkach rozmontowanego lub nigdy nieistniejącego państwa dobrobytu są dług i kredyt. Są one swoistymi filtrami selekcyjnymi. Obciążają, naznaczają i dyscyplinują w przyszłości tych, którzy ze względu na swoje położenie ekonomiczne nie są w stanie sfinansować sobie nauki samodzielnie. Są dobrym sposobem na zerowanie rzeczywistych korzyści ze świadczeń społecznych, metodą finansjeryzacji samego momentu włączania czy dostępu do społecznego dobrobytu. Finansowanie studiów poprzez system kredytów studenckich jest jednak w Polsce wciąż zjawiskiem stosunkowo znikomym[11]. Możemy spodziewać się jego upowszechnienia, kiedy, na dotąd bezpłatnych studiach na uniwersytetach publicznych, pojawi się czesne. A przecież starania o jego powszechne wprowadzenie możemy już dzisiaj dostrzec bez większego trudu[12]; pierwszym namacalnym ich efektem jest wprowadzenie w ramach reform z 2011 roku odpłatności za drugi kierunek studiów.

W warunkach niżu demograficznego kwestia ta dla wszystkich uczelni może okazać się kluczowa. Do 2020 roku liczba kandydatów na studia prawdopodobnie zmniejszy się o niemal połowę, tym samym potencjalnie nie będzie więc nawet zdolna do wypełnienia miejsc, jakie oferuje dzisiaj sektor publiczny. Konkurencja o studentów między sektorem prywatnym a publicznym zaostrzy się, gdyż znaczna część uniwersytetów przez długie lata opierała swoje finansowe strategie na odpłatnym uczeniu. Zmniejszenie liczby studentów i zniesienie wraz z reformą starych, stabilnych sposobów przyznawania dotacji dydaktycznej może zradykalizować rektorów uczelni publicznych w ich dążeniach do upowszechnienia czesnego. Wraz z nim pojawić się mogą znane sposoby na finansowanie dobrobytu przez zadłużenie, a tym samym coraz skuteczniejsze dyscyplinowanie i tak już zdyscyplinowanej i potulnej rzeszy polskich studentów. Finansowanie studiów przez system kredytów jest niczym odprowadzanie podatku od własnej przyszłości, a ta, polskim studentom wydaje się coraz bardziej niepewna.

Dzieje się tak między innymi ze względu na niespełnialne i z gruntu fałszywe obietnice budowy gospodarki opartej na wiedzy oparte na ilościowej ekspansji systemu szkolnictwa wyższego (poziom przyjęć, ilość absolwentów szkół wyższych rocznie). Złudzeniem ustawodawcy jest przekonanie, że istnieje możliwość niemal zadekretowania powstania tego typu gospodarki w modelu Zachodnim, w peryferyjnych warunkach socjoekonomicznych w jakich znajduje się Polska. Kluczem do powodzenia tego przedsięwzięcia ma byś restrukturyzacja sektora szkolnictwa wyższego. Nie bierze się pod uwagę usytuowania kraju na mapie globalnego podziału pracy i związanych z tym problemów i przeszkód. Głosząc hasła o konieczności dostosowywania oferty uniwersytetów do potrzeb pracodawców zapomina się, że paradoksalnie największymi pracodawcami w większości dużych polskich miast są właśnie same uniwersytety. Codzienne otoczenie gospodarcze nie stawia przed nimi zbyt wymagających wyzwań odnośnie kształcenia wysoko wykwalifikowanej kadry. Najlepszym przykładem niech będzie tu krótka lista zawodów, ze znalezieniem przedstawicieli których pracodawcy mieli największe problemy w 2009 roku:

robotnik gospodarczy, pracownik biurowy oraz administracyjny, telemarketer, przedstawiciel handlowy, opiekunka dziecięca, agent ubezpieczeniowy, sekretarka, pomoc kuchenna, bibliotekarz, doradca inwestycyjny, nauczyciel wychowania przedszkolnego, pozostały robotnik pomocniczy w rolnictwie i zawodach pokrewnych, żołnierz zawodowy, wychowawca w placówkach oświatowych, wychowawczych, i opiekuńczych, operator koparki i zwałowarki, konserwator budynków, opiekunka domowa, opiekunka w domu pomocy społecznej, pracownik kancelaryjny, brukarz, pozostały kucharz, kierowca ciągnika siodłowego, opiekunka środowiskowa, archiwista, robotnik pomocniczy przy konserwacji terenów zieleni, pokojowa do pracy w hotelu, glazurnik, rejestratorka medyczna oraz animator kultury.[13]

Czy na tego rodzaju popyt na pracowników wiedzy ma ukierunkować się dzisiejszy proces restrukturyzacji uniwersytetów? Mamy wrażenie, że już obecny system szkolnictwa wyższego może znakomicie spełnić zadanie dostarczania takich pracowników. W tym właśnie upatrujemy jeden z podstawowych problemów dzisiejszego uniwersytetu. Przy takim zapotrzebowaniu ze strony rynku pracy, z jakim mamy dzisiaj do czynienia w Polce – a nic nie wskazuje na to, aby w najbliższych dekadach nastąpić miały jakieś radykalne zmiany – wszelkie plany budowy gospodarki wiedzy w oparciu o masową edukację wyższą są tylko ideologicznymi mrzonkami. W rzeczywistości uniwersytety produkować będą tylko armię sfrustrowanych absolwentów o poziomie edukacji przewyższającym możliwości stwarzane przez rynek. Praca, jaka będzie na nich czekać to dokładnie ta sama praca, której chcieli uniknąć, idąc na studia – ekspedientów, kelnerek, pomocy kuchennych, kurierów rowerowych itp. Co gorsza, ich przełożonymi w tej pracy będą ich rówieśnicy, którzy zamiast na studia, poszli od razu do pracy, zdobywając dzięki temu „doświadczenie zawodowe” i „pozycję” w czasie, gdy ich koledzy studiowali. Jeśli rzeczywiście – jak twierdził Mao – dla działalności rewolucyjnej im gorzej, tym lepiej, może to wreszcie skłoni polskich studentów, by radykalnie zakwestionować kapitalistyczne status quo, jak czynią to dzisiaj ich rówieśnicy na placach i ulicach Madrytu, Londynu czy Nowego Jorku.

Czemu nie buntują się już dziś? Nie jest łatwo to zrozumieć. W tym momencie poświęcają na pracę zarobkową w trakcie studiów jedną z najwyższych ilości godzin tygodniowo w Europie[14]. Nie można ich nawet traktować jako kształcącej się przyszłej siły roboczej, bo często w trakcie studiów wykonują te same zajęcia, które czekają na nich po ukończeniu uczelni. Są pełnowymiarowymi pracownikami – tu i teraz – wykonując bezpłatną pracę na stażach, pracując dorywczo lub na tymczasowych umowach. To od niskiej ceny ich siły roboczej, często obniżanej jeszcze przez publiczne subsydia dla pracodawców [opłacanie składek, zwolnienia z podatku etc.], zależą niemal wszystkie sektory naszej peryferyjnej gospodarki informacyjnej. To czego doświadczamy to nic innego jak właśnie kapitalistyczna gospodarka oparta na wiedzy (tzw. kapitalizm kognitywny) w peryferyjnym wydaniu.

Chociaż niewątpliwie uniwersytet nie jest i nie działał nigdy dosłownie tak jak fabryka, to jeśli mielibyśmy się posługiwać tym porównaniem, musimy stwierdzić, że peryferyjny uniwersytet rzadko jest wstanie wznosić się do roli „fabryki wiedzy”. Nastawiony głównie na proces kształcenia, a nie na badania, pełni raczej rolę „akceleratora podziałów klasowych”[15], przypominając swym działaniem fabrykę podmiotowości pracowniczej. Jest on jednak, tak samo jak uniwersytet centrum, jednym z węzłowych punktów i miejsc, w których sprzeczności kapitalizmu kognitywnego przejawiają się w swoich najjaskrawszych formach.

Autorzy i autorki tekstów z niniejszej książki wskazują, że efektem neoliberalnych transformacji uniwersytetów, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, ale również w krajach Europy Zachodniej są dramatyczne zmniejszenie nie tylko szans edukacyjnych większości społeczeństwa, ale również szans na awans społeczny czy sukces na rynku pracy.

Podejmując walkę o uniwersytet, należy również budować język, który mógłby posłużyć do opisu sytuacji, w jakiej się dzisiaj znajdujemy. Jak do tej pory w jego dostarczaniu przodują firmy konsultingowe, takie jak Ernst&Young, podkreślając „konieczność” głębokiego zbliżenia między uniwersytetem a rynkiem[16]. Czy uda nam się opisać zjawiska zachodzące w ostatniej, obok sfery kultury, części sektora publicznego niepoddanej mechanizmom rynkowym na tyle szybko, by zdążyć jeszcze stawić temu skuteczny opór i zaproponować alternatywy?

Budowanie tego języka nie jest w polskim kontekście procesem osadzonym w próżni. Można wymienić chociażby kilka wydarzeń, książek i instytucji, które w ostatnim czasie podejmowały temat uniwersytetu z krytycznej perspektywy: Seminarium Foucault[17], Uniwersytet. Przewodnik Krytyki Politycznej[18], Wolny Uniwersytet Warszawy[19], dwie konferencje (Uniwersytet i emancypacja[20] oraz Wiedza, ideologia i władza[21]) zorganizowane w 2010 roku we Wrocławiu czy w końcu Nowe Otwarcie Uniwersytetu[22]. Wiele inspiracji dostarczyć również może spojrzenie na walkę toczoną na polu kultury, gdzie równolegle zachodzą procesy mające na celu jej urynkowienie.

Nie mamy jednak żadnych wątpliwości, że musimy wciąż na nowo uczyć się mówić o uniwersytecie i zachodzących w jego obrębie przemianach; stale poszukiwać alternatywnych kategorii opisu funkcjonujących jego mechanizmów; nieustannie wytwarzać wspólny język, pozwalający na wyartykułowanie problemów, z którymi mierzą się coraz to szersze grupy polskich studentów i testować go w walce o nasze prawa!

Na tle walk i dyskusji, jakie toczą się wokół szkolnictwa wyższego i nauki na świecie, sytuacja polska wydaje się nieco paradoksalna i zdecydowanie odmienna od tego, co dzieje się we Francji czy Wielkiej Brytanii. Ze względu na feudalno-oligarchiczny charakter polskiej nauki reformy liberalne, które na Zachodzie odbierane są jako atak na zdobycze państwa socjalnego, w Polsce posiadają pewien postępowo-emancypacyjny wymiar. Nie ma w tym nic zaskakującego, a raczej tylko potwierdzenie starej Marksowskiej diagnozy, że kapitalizm i towarzyszące mu zmiany społeczno-kulturowe oznaczają postęp w stosunku do wcześniejszych, feudalnych realiów. Dlatego zrozumieć można poparcie dla reform wyrażone np. przez środowiska doktorantów znajdujących się na samym dole edukacyjno-naukowej piramidy, na której szczytach królują profesorowie nie legitymizujący się często niczym poza tym, że kilka dekad temu odcierpieli swoje, pracując na habilitację. Cała sytuacja niebezpiecznie przypomina znane z wojska zjawisko „fali”. Jest nadzieja, że stymulujący konkurencję system punktowania obecnej działalności naukowej będzie premiował aktywność i inwencję, a nie feudalne prawa zasiedzenia na akademickich włościach. Stawia to jednak w trudnej sytuacji tych przeciwników (neo)liberalnych reform, którzy – jak my – krytykują je nie z konserwatywnego, ale z postępowego punktu widzenia. Nasz sprzeciw bywa utożsamiany z próbą obrony status quo przed modernizacją. Nic takiego nie jest naszym zamiarem. Sądzimy jednak, że błędem byłoby nie zabieranie głosu w nadziei, że liberalne zmiany same w sobie stworzą warunki dla przyszłej emancypacji. Jest to przekonanie naiwne. Powinniśmy działać, musimy jednak uwzględnić lokalną specyfikę i do niej dostosować naszą strategię. Refleksja i praktyczne osiągnięcia wypracowane na Zachodzie pozostają ważnym źródłem inspiracji, ich proste kopiowanie nie przyniesie jednak wielu pozytywnych rezultatów.

Niniejsza książka podsumowuje aktywność polskiego portalu Edu-factory, który prowadziliśmy od lutego do września 2011 roku na stronach Korporacji Ha!art[23]. Publikowaliśmy tam teksty krytyczne i sprawozdania z alternatywnych praktyk oporu pochodzące między innymi z książki kolektywu Edu-factory. Nieustannie jednak staraliśmy się dokonywać przekładu wypracowanych tam kategorii na warunki polskie i zachodzącą transformację polskiego uniwersytetu. Dlatego oprócz przedrukowywania tekstów zagranicznych zaprosiliśmy do współpracy autorki i autorów z Polski, których diagnoza pozwala zauważyć lokalną specyfikę polskich problemów z uniwersytetem.

Publikacja tej książki zbiega się w czasie z wejściem w życie neoliberalnych przekształceń szkolnictwa wyższego wypracowanych przez rząd Donalda Tuska. Mamy nadzieję, ze rok akademicki 2011/12 nie będzie jednak wyłącznie datą wdrożenia programu reform skonstruowanego ponad studenckimi głowami, lecz również gorącym rokiem świadomego i masowego protestu. Jedynie bowiem w nierozerwalnej jedności teorii i praktyki pierwsza może znaleźć swoją prawdę, druga zaś skuteczność.

Przypisy:
[1] K. Marks, Kapitał, MED t. 23, Warszawa 1967, s. 603
[2] Zob. tekst Christophera Newfielda Struktura I milczenie kognitariatu w niniejszym tomie.
[3] M. L. Cook, Academic and Industrial Efficiency. A Report to the Carnegie Foundation for the Advancement of Teaching, New York 1910.
[4] M. R. Stoner, Free Speech at Berkeley: „University as Factory,” An Argument from Analogy. Tekst dostępny: http://www.eric.ed.gov/PDFS/ED249546.pdf
[5] C. Kerr, The Uses of the University, Cambridge Mass., 1963.
[6] K. Marks, Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 [w:] MED, t. 1, 1976, s. 497-639.
[7] H. Cleaver, Praca w szkole i walka przeciwko pracy w szkole, „Przegląd Anarchistyczny” nr 13/2011 [w przygotowaniu].
[8] Edu-factory, Toward Global Autonomous University, New York 2009. Książka jest dostępna online: http://www.edu-factory.org/wp/wp-content/uploads/2010/10/edufactory-book-en.pdf W niniejszym tomie prezentujemy jedynie nietkóre artykuły pochodzące z tej książki. Tłumaczenia wszystkich będą udostepnione niebawem na stronie czasopisma „Praktyka Teoretyczna”: http://www.praktykateoretyczna.pl
[9] Jak pokazują dane z badania Eurostudent, Polsce wciąż wiele brakuje do posiadania inkluzywnego systemu szkolnictwa wyższego. Polski system cechuje niedorezeprentowanie grup z niskim zapleczem edukacyjnym i niewielka nadreprezentacja osób pochodzących z rodzin z wyższym wykształceniem. http://www.eurostudent.eu/download_files/documents/IB_HE_Access_121011.pdf
[10] OECD, Education at a glance 2011, Paris 2011, s. 60-71.
[11] P. Kowzan, Kredyty studenckie w Polsce, http://ha.art.pl/prezentacje/39-edufactory/1673-piotr-kowzan-kredyty-studenckie-w-polsce.html
[12] Por. propozycję Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich: Strategia rozwoju szkolnictwa wyższego 2010-2020 – projekt środowiskowy, http://www.krasp.org.pl/pl/strategia/strategia
[13] Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, Zawody deficytowe i nadwyżkowe w 2009 r., Część I diagnostyczna, Warszawa 2010, s. 13.
[14] EUROSTUDENT, Social and Economic Conditions of Student Life in Europe 2008-2011. Synopsis of Indicators, Bielefeld 2011, s. 89-102
[15] Uniwersytet to akcelerator podziałów klasowych, z Andrzejem W. Nowakiem rozmawia Krystian Szadkowski, „Praktyka Teoretyczna” nr 1/2010, s. 209-216
[16] Interesującą krytykę dominującego języka debaty wokół reform polskiego system szkolnictwa wyższego przedstawiono w raporcie: 10 grzechów głównych. Krytyka prac E&Y i IBnGR nad diagnozą stanu oraz strategią reformy szkolnictwa wyższego. Raport dostępny: http://www.forhum.uni.torun.pl/inne/GLOWNE%20GRZECHY-2106%20%281%29.pdf
[17] http://www.ekologiasztuka.pl/seminarium.foucault/readarticle.php?article_id=112
[18] Uniwersytet zaangażowany. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa 2010.
[19] http://www.wuw2009.pl/wuw.php
[20] Uniwersytet i emancypacja. Wiedza jako działanie polityczne, działanie polityczne jako wiedza, 10-11 czerwca 2010 r. Wrocław. Program http://www.gender.uni.wroc.pl/index.php?lang=pl&dzial=artykuly&k=wydarzenia&p=2010_06_1011_ konferencja_uniwersytet_i_emancypacja_wiedza_jako_dzialanie
[21] Wiedza, ideologia, władza. Społeczne i polityczne funkcje nauki oraz uniwersytetu – 20-21 maja 2010, Wrocław. http://www.socjologia.uni.wroc.pl /files/konferencje/plakat%20konferencji.pdf
[22] http://noweotwarcie.wordpress.com/
[23] Pełna lista opublikowanych w tym czasie tekstów, z których nie wszystkie znalazły się w tym tomie: http://ha.art.pl/prezentacje/29-projekty/1634-edufactory.html

Tekst stanowi wstęp do książki „EduFactory – samoorganizacja i opór w fabrykach wiedzy”, dostępnej do pobrania ze strony Praktyki Teoretycznej .