(za: http://rozbrat.org)

 

Żyjemy w systemie kapitalistycznym. Nie pracujemy tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla klasy rządzącej. Jesteśmy zmuszani, by to robić, bo w kapitalizmie nie ma innej możliwości. Jesteśmy własnością państwa, naszych szefów, właścicieli mieszkań, banków. To dla nich pracujemy. Nie możesz przed tym uciec. Kapitalizm przeszywa cały świat. W Europie czy Ameryce Północnej łatwiej jest zaakceptować to i ignorować śmierć, gwałt i zniszczenie, jakie on wywołuje oraz utrzymywać klasę rządzącą u władzy i najniższe warstwy społeczeństwa wystarczająco zadowolone, by się nie buntowały. Jesteśmy niewolnikami naszej płacy. Pracujemy tak ciężko, że wydaje się niemożliwe złapać oddech i zluzować. Klasa rządząca utrzymuje nas w tym stanie. Gdybyśmy mieli więcej czasu, być może zaczęlibyśmy wreszcie o tym ze sobą rozmawiać i odkrylibyśmy, że mamy już dość tego kurewstwa.

 

Opisuję świat prosto, bo jestem prostym człowiekiem. Widzę dwie klasy tworzące społeczeństwo: jedna to właściciele dużych obszarów ziemi, fabryk i technologii: mniejszość stanowiącą klasę rządzącą – szefowie, politycy, burżuazja. Druga to wyzyskiwani, którzy płacą za ziemię, której nigdy nie będą posiadali, za usługi i towary sprzedawane dla zysku, zmuszani sprzedawać swoją pracę za zapłatę wystarczającą do przetrwania: większość, klasa pracująca, proletariat.

 

Część zauważa to i szuka drogi wyjścia. Kiedy to czytasz, na ulicach miast pisane są treści w akcie oporu przeciwko temu gównianemu systemowi. Co mają z tym wspólnego puszka farby, wiadro kleju czy wlepki? Są wywrotowymi narzędziami w walce przeciwko klasie rządzącej, zmuszającej nas do niewolnictwa za zapłatę. Plakaty, szablony, tagi, wrzuty umieszczane są w przestrzeni publicznej, by zakwestionować status quo. Wszyscy mamy powoli dość tego shitu. Ten tekst, ten i inne akty oporu wykonywane są po to, by stworzyć silną kulturę sprzeciwu wobec kapitalizmu.

 

Nie ma wątpliwości, że obrazy promowane przez media głównego nurtu wykrzywiają wartość nas samych. Od dzieciaków, domagających się nowych zabawek, nastolatków żądnych nowych ciuchów, po dorosłych, pędzących po nowe samochody, narkotyki czy prezydentów – cokolwiek, co chcą nam wepchnąć. Filmy, telewizja i reklamy wytwarzają i wzmacniają stereotypy. Wszystko poza normą to zło. Jesteśmy narkotyzowani przez media po to, by zapomnieć o naszych problemach. Telewizja mówi, że faceci są silni, a kobiety są tu po to, by wspierać swoich mężczyzn. Można wymieniać w nieskończoność…

 

Kto ma wykrzyczeć, że to wszystko jest gówno warte? To zadanie należy do nas, którzy mamy już tego wszystkiego dość. Działać trzeba natychmiast. Głos przeciwko kapitalizmowi musi nadejść od większości: od wyzyskiwanych. A przekaz musi być jasny.

 

Puszkę farby łatwo zdobyć, napisać na murze i nie zostać złapanym już mniej. Trzeba spytać się siebie: czy to co, piszę, warte jest bycia złapanym?

 

Uliczni writerzy bardziej niż inni rozumieją strukturę miasta (społeczeństwa). Wyraźniej widzą podziały rasowe, klasowe czy ze względu na płeć, tworzone i wzmacniane przez państwo. Wymuszane przez prawo – policyjne psy – powodują, że mogą oni legalnie lać, gwałcić i zabijać biednych, mniejszości, kobiety, homoseksualistów i bezdomnych. Używają prawa, by zedrzeć z nas naszą godność. Klasa średnia jest pozorem, pozwalającym ludziom myśleć, że są lepsi od tych „żuli”, których mijają codziennie bez krzty zastanowienia. „Klasa średnia” ma dach nad głową i jedzenie na stole, lecz stale zależy od państwa. Czy ktokolwiek z klasy średniej może jutro rzucić pracę i wciąż być w stanie spłacać swoje długi? Oczywiście nie. Pracują, pracują, pracują – nigdy nie osiągając spełnienia swoich marzeń, cały czas z nadzieją na coś lepszego. Kłamstwo klasy średniej zostało stworzone przez państwo, by podzielić ludzi. Oddzielenie wytwarza nienawiść klasy pracującej. „Klasa średnia” wierzy, że wiedzie jej się lepiej niż biednym, ponieważ posiada więcej. Wiara ta powoduje wrogość tych, którzy mają mało, jak też zawiść bogaczy. W efekcie rodzi się chciwość, odraza, ignorancja wszystkich wobec wszystkich – chora, odrażająca pętla śmierci i zniszczenia, gwałtu i ułudy, wszystko to splatające się w system kapitalistyczny.

 

Kipiąca z głębi piekieł nienawiść promieniuje przez puszkę sprayu. W oparach sprayu widziałem wszystkie rasy, płcie, klasy działające razem dla wspólnych celów. Musimy zacząć pisać dla mas; musimy zacząć pytać się siebie: czy maluję tylko dla siebie, czy też dla innych? Jednak zawsze powinniśmy wychodzić do ludzi, bez względu na cokolwiek. Jako artyści graffiti musimy myśleć szerzej, nie w ramach jednej pracy, lecz idei, którą niesie.

 

Nazywamy się writerami, jednak co piszemy? To samo słowo i znów to samo. Musimy zacząć pisać o tym, co obserwujemy na ulicy. Wszyscy to widzimy. Kiedy inni ludzie śpią w swoich domach, my jesteśmy na ulicach i „niszczymy” ich pierdoloną własność. Musimy używać wszelkich narzędzi: plakatów, wlepek, obrazów i szablonów. Możesz myśleć: „cóż, to wcale nie jest hardcore.” Jednak kiedy cię złapią za cokolwiek z tych rzeczy, będziesz aresztowany. Musimy zapytać się: „Po co do cholery ja to robię?”. Tak, żyjemy w kapitalistycznym społeczeństwie i z tego powodu jesteśmy zmuszani do sprzedawania naszego talentu, samych siebie. Lecz pamiętaj, nie musi wcale tak być.

 

Graffiti mogłoby być komunikacją dla ludzi. Każdy, kto ma odwagę zaryzykować własnym tyłkiem, może to robić. Musisz tylko zdecydować się ruszyć dupę. Przestań oglądać MTV, dupku, przestań jarać blanty na 5 minut, hipisie, przestań topić się we flaszce alkoholu, punkowcu i zacznij bombić. Jeśli oglądasz korporacyjne informacje, wypłucz ten syf ze swojego mózgu. Ulice są nasze, nasze myśli są nasze i musimy je ODZYSKAĆ!

 

ŻYCIE PONAD WŁASNOŚĆ!!!

 

Kompilacja tłumaczeń ze strony www.notmygovernment.com