(tekst ukazał się 11.11.2012 roku w biuletynie „Kolorowa Blokada”)

Od roku 1989 każdego roku z rąk polskiej skrajnej prawicy ginie co najmniej jedna osoba. Tak można by zacząć. Ale to nadużycie; bo w 1990 było tylko kilkunastu rannych, kiedy nacjonaliści zaatakowali wrocławską galerię i warszawską demonstrację anarchistyczną; bo przecież żyje ta studentka, która w 1991 roku „wyglądała jak Żydówka”. Pobili ją tylko i pocięli twarz. Straciła oko. Ale żyje.

Są ofiary śmiertelne w 1989, 1992, 1993, 1994…

Andrzej, na dworcu. Osiemnaście lat i antyrasistowskie naszywki na kurtce; zatłuczony metalowymi drągami. (Czy byli na tym dworcu jacyś inni ludzie? Ile to trwa – zabijanie człowieka metalowymi drągami? Przecież nie da się tego zrobić po cichu?)

1995, 1996…

Kamil, na antyrasistowskim koncercie. Piętnaście lat, pchnięty bagnetem w plecy.

1997…

Anna i Robert, na szlaku w Górach Stołowych. Jej strzelono między oczy, jemu w tył głowy. Ciemnoskóry mężczyzna w Warszawie; dwadzieścia dziewięć lat, pchnięty nożem. I jeszcze Adam, siedemnaście lat, na ulicy. I bezdomna kobieta w Łodzi. I Kornelia, która po pobiciu urodzi niepełnosprawną córkę. Ale Kornelia żyje.

1998…

Piotr, na plaży. Za „pedalski wygląd”. Tamtych, związanych z NOPem, jest trzech, najpierw próbują Piotra utopić; potem skaczą mu po głowie. Przyczyna śmierci – zmiażdżenie czaszki ciężkimi butami. (I znowu – czyli byli jacyś inni ludzie na tej plaży? 2 sierpnia, plaża we Władysławowie, przecież niemożliwe, żeby w sierpniu na plaży był tylko Piotr i tamtych trzech?) I jeszcze niepełnosprawna umysłowo Pamela, w domu. Dwanaście lat, butelka z benzyną wrzucona przez okno. Ale Pamelę, z poparzeniami odwieziono do szpitala, Pamela żyje. (Czy Pamela w ogóle rozumie, co się stało? Czy niepełnosprawna dwunastolatka może zrozumieć, że to za romskie pochodzenie? A zdrowa? A dorosła osoba?)

1999, 2000…

Grzegorz, w domu. Jest alkoholikiem, zostaje zmuszony do wypicia żrącego płynu. (Mówi się o śmierci w męczarniach, ile trwa taka śmierć? Dziesięć minut? Pół godziny? Dłużej?)

2001, 2002…

Nie ma ofiar śmiertelnych w 2002 roku. Ranni ze squotu Elektromadonna przeżyli.

2003

Jakub ma szesnaście lat, ojca Algierczyka i okolicę oklejoną rasistowskimi plakatami. Raz dostaje nożem w płuco. Zabija się sam.

2004, 2005, 2006…

I znów – nie ma ofiar śmiertelnych w 2006 roku. Maciej, opisany na stronie Redwatch w internecie, jak wróg rasy, żyje. Ostrze minęło serce o kilka milimetrów.

Ronald „Roni” Kalinowski, zamordowany w 2007. Czy to już koniec?

Przeżył pocięty nożem w 2008 roku nauczyciel w-f. W 2009 udało się ugasić czeczeńskie mieszkanie. Rzucony w 2010 w okno działacza antyfaszystowskiego koktajl Mołotowa nie trafił do celu. I temu małżeństwu Polki i Pakistańczyka, którym ktoś podpalił drzwi, też nic się nie stało. (Czy jeśli ktoś przychodzi nocą, żeby podpalić drzwi, to można w ogóle mówić, że nic się nie stało?) Nie zapalił się romski dom w Krośnicy, obrzucony koktajlami Mołotowa kilka dni temu. Może jest lepiej?

Tylko że 23 maja 2010 w Warszawie policjant zastrzelił człowieka. Ciągle nie wiadomo, dlaczego. (Czy równie łatwo byłoby strzelić, gdyby ten człowiek był – biały?)

Tylko że w kwietniu tego roku w Białymstoku znów zginął młody człowiek, a kilku innych trafiło do szpitala.

Prawie co roku morderstwo. Z wygląd. Za pochodzenie. Za antyfaszystowską działalność. Są lata, w których jest więcej niż jedna ofiara. Z danych zebranych przez organizacje monitorujące wynika, że od 1989 roku z rąk skrajnej prawicy zginęło co najmniej 39 osób. Ile było pobitych? Ile rannych?