„Przyszli. Zakrzyczeć Baumana, zabić geja, spalić imigranta.”

oświadczenie Warszawskiej Akcji Antyfaszystowskiej wobec poczynań narodowców i neofaszystów na uczelniach i poza nimi.

Kilka dni temu kilkudziesięciu wrocławskich neofaszystów zakłóciło wykład światowej sławy profesora socjologii, Zygmunta Baumana. Tym samym pokazali, że nie istnieje dla nich miejsce w przestrzeni publicznej. Nie mając merytorycznych argumentów, krzyczeli wciąż te same puste hasła, pełne nienawiści. Pomimo, że chcą być dopuszczeni do debaty publicznej, jednak sami umyślnie tą debatę niszczą. I nie jest to kwestią formy działania, ale jego główną zasadą: narzucić innym swoje zdanie, jedyne słuszne, jeśli nie pokojowo to siłą. To są właśnie znamiona faszyzmu.

Prawie dwie dekady temu, ich starsi koledzy atakowali związkowców i osoby o odmiennych poglądach, innym kolorze skóry, nie pasujące do ich wąskiego postrzegania świata. Szokowe pojawienie się w Polsce brutalnego kapitalizmu po transformacji w 1989 roku spowodowało powstanie nierówności społecznych, nieznanych w w naszym kraju od czasów przedwojennych. Kolejne lata to wzbierająca brunatna fala. Wtedy jednak udało się wyjść z impasu i pokazać realny opór społeczny wobec neofaszystowskiej brutalności. Grupy takie jak GAN (Grupa Ant Nazistowska) lub RAAF (Radykalna Akcja Antyfaszystowska) i inne oddolne inicjatywy, umiejętnie, krok po kroku, realizowały postulaty zabierania nacjonalistom przestrzeni publicznej, odcinania tlenu.

Dziś neofaszyści ponownie wrócili do łask. Przyszli – zakrzyczeć Baumana, zabić geja, spalić imigranta. Brunatni chłopcy oraz przepełnieni nienawiścią i strachem stadionowi bandyci, to grupy hołubione przez polityków i media. Z jednej strony dostają od rządu kolejne bonusy, ich przywódcy są zapraszani do telewizji i radia, spotykają się z władzami. Liderzy i liderki grupowań i ruchów neofaszystowskich brylują w mediach, w najlepszym czasie antenowym i skutecznie docierając z programem do coraz większej ilości ludzi. Naiwni redaktorzy nie znając miary „faszystowskiej pałki i buta”, chcą ich jakoś oswoić. Neofaszystowscy przywódcy, jeszcze za czasów LPR wyuczeni metod politycznej propagandy, brylują na salonach, a ich bojówki próbują rozbijać demonstracje i wykłady.

Pokazanie się neofaszystowskiej hołoty na wykładzie uniwersyteckim to kolejny przykład zastraszania społeczeństwa przez marginalne grupy bandytów. Znani naukowcy, prof. Magdalena Środa, prof. Jan Hartmann, czy prof. Zygmunt Bauman atakowani są przez rozwrzeszczanych gówniarzy, którzy pragną szybkiego rozgłosu, a nie merytorycznej dyskusji. Uczestnicy i uczestniczki
wykładów uniwersyteckich lub PAN-owskich filmowani są przez członków nacjonalistycznych bojówek, po to by później być pokazywani jako „wrogowie narodu”. Działania skrajnej prawicy, to element politycznej propagandy, znanej z populistycznych wieców, gdzie wygrywa silny fizycznie i najgłośniejszy. Obecni na sali słuchacze, prelegenci i organizatorzy nie kryją swojego zażenowania. Jeszcze zażenowania, bo za krzykiem idzie bezmyślna masa i siła fizyczna, która w innych sytuacjach znajduje ujście. Wtedy zażenowanie zamienia się strach, a krzyk zamienia się w krew niewinnych ofiar.

A władza, policja? System obiecuje zmiany lecz jego interes leży w rosnących słupkach poparcia dla polityków i utrzymania ekonomicznego status quo, gdzie bogaci się bogacą a biedni biednieją. Bierna reakcja ze strony władzy wynika ze stosowania starej zasady, że łatwiej jest kontrolować społeczeństwo mając je podzielone i słabe. Rektorzy uczelni doradzają swoim studentom z Azji i Afryki, żeby nie wychodzili wieczorami z domów. Policjanci radzą Czeczenom, którzy omal nie zginęli w ogniu, żeby się wyprowadzili. Białostocka prokuratura „nie dostrzega w namalowanym znaku przedstawiającym swastykę propagowania faszystowskiego ustroju państwa.”. Władza hoduje swoich brunatnych pupilków, żeby móc później wykorzystać ich jako straszak i coraz silniej zaostrzać prawo. Wprowadzać kolejne zmiany w ustawach, zwiększając represje, które uderzają pośrednio w nas, w resztę społeczeństwa.

Pomimo, że sygnały pojawiają się znacznie wcześniej, władza czeka tylko aż coś się stanie, by ostentacyjnie wprowadzić policję i antyterrorystów, pokazując dobrą twarz „opiekuna”. Dobrze wiadomo, że takim sytuacjom można było zapobiec, znacznie wcześniej gasząc ogień neofaszyzmu i nacjonalizmu. Zamiast systemowego przeciwdziałania rozszerzającym się tendencjom neofaszystowskim, państwo postanowiło z nich skorzystać, dając piękny, widowiskowy i – przede wszystkim – jednorazowy pokaz siły. Oddział uzbrojonych antyterrorystów wyprowadził grupę neofaszystów z wykładu prof. Baumana. Można się było tego spodziewać, bo aparat biurokratyczno – policyjny, to moloch, który odpowiada na skutki a nie na przyczyny.

Od eliminacji przyczyn, od dynamicznej i skutecznej reakcji na brunatną przemoc jest SPOŁECZEŃSTWO. To ono musi być dobrze zorganizowane, wykształcone, świadome siebie i swoich możliwości. Tylko samoorganizacja na poziomie osiedli, dzielnic, miast pozwoli uciec z tej nakręcającej się spirali nienawiści. Tylko świadomość zagrożenia ze strony zwolenników autorytaryzmu, zaszczepi w ludziach wolę oporu.

Namawiamy do tworzenia grup antyfaszystowskiej samoobrony. Do tworzenia współpracujących, samorządnych kolektywów. Do budowania więzi z lokalną społecznością. Do rozmowy przy rodzinnym stole, na koncercie i w autobusie.

Przełamcie schemat bierności i uległości – odpowiadajcie na neofaszystowską przemoc.

WSZYSCY JESTEŚMY ANTIFĄ!

Warszawska Akcja Antyfaszystowska

źródło: e-mail