Uwielbienie dla krwawych generałów – Pinochet i polscy nacjonaliści

10 grudnia przypada rocznica śmierci Augusto Pinocheta, chilijskiego dyktatora, który w 1973 roku dokonał zamachu stanu obalając tym samym demokratycznie wybrany, lewicowy rząd Salvadora Allende. W ciągu 16-tu lat trwania jego dyktatorskich rządów zamordowano tysiące przeciwników politycznych, dziesiątki tysięcy poddanych było torturom, a setki tysięcy musiało opuścić kraj. Za systematyczne łamanie praw człowieka Pinochet został potępiony niemal na całym świecie i pod koniec życia musiał stanąć przed trybunałem w Santiago.

W tym roku, w 40-tą rocznicę krwawego zamachu, nie było w Chile ani jednego głosu (jak niegdyś) usprawiedliwiającego dyktatora i jego okrucieństwo. Chilijczycy, czy to z prawicy czy to z lewicy, są zgodni co do tego, że „nigdy więcej…”. Mimo to, dla skrajnej prawicy w Polsce Pinochet nadal jest bohaterem, a rocznica jego śmierci godna upamiętnienia. Początki tej publicznej sympatii sięgają końcówki lat 90., gdy Michał Kamiński, Marek Jurek oraz Tomasz Wołek polecieli odwiedzić swojego „bohatera” do Anglii, gdzie Pinochet został zatrzymany. Także dla współczesnego pokolenia polskich narodowców z Ruchu Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej i ONR Pinochet nadal jest „rycerzem”.

saludo_nazis_pinochet_0

Warto zwrócić uwagę na parę paradoksów z tym związanych. Narodowcy wiele razy poddawali krytyce imperializm amerykański, ingerencje USA np. w wojnę domową w Syrii, a także służalczość polskich władz wobec Ameryki . A przecież powszechnie znanym faktem (m. in. dzięki ujawnionym tajnym dokumentom CIA) jest to, że zamach stanu w Chile był inspirowany, zaplanowany i sfinansowany przez ówczesny rząd Stanów Zjednoczonych. Polscy narodowcy hołdują marionetkowym dyktatorom latynoskim, wyniesionym do władzy przez USA, krytykując zarazem współczesny imperializm tego kraju. Paranoja!

Kolejny absurd w czczeniu Pinocheta przez takie postacie jak Robert Winnicki jest związany z aspektem „tożsamościowym”, także będącym na sztandarach narodowców. Lewicowe ruchy społeczno-polityczne w Chile, a właściwie na całym kontynencie latynoamerykańskim, cechowały się (i nadal tak jest) dość silnym aspektem „tożsamościowym” rozumianym jako przywiązanie do własnej, różnorodnej kultury i tradycji. W latach 60-tych, a w szczególności za czasów rządu Salvadora Allende, bardzo porządnie rozwijały się projekty i inicjatywy twórcze, przeciwstawiające się wszechobecnej, komercyjnej tandecie oraz popkulturze amerykańskiej (tej samej przecież patologii tak krytykowanej obecnie przez narodowców w Polsce). Dyktatura brutalnie rozprawiła się z ruchem tożsamościowym. Książki palono na stosie, artystyczne malowidła na murach zamalowywano, utworów z „Nowej Piosenki Chilijskiej” zakazano, twórców represjonowano, mordowano (jak Victor Jara) lub zmuszano do emigracji….

Wszechobecna komercyjna tandeta i popkultura amerykańska wróciły, tyle że tym razem wymieszane z tekstami o szowinistycznych i rasistowskich treściach, rodem z chilijskiej armii pod dowództwem, ukochanego przez p. Winnickiego, Augusta Pinocheta.

Na tym nie kończy się jednak nacjonalistyczna głupota. Od jakiegoś czasu polscy nacjonaliści propagują akcję „swój do swego po swoje” namawiającą do kupowania produktów u polskich producentów, by pieniądze nie trafiały do zagranicznych korporacji, lecz do rodzimych przedsiębiorców. Rząd prezydenta Salvadora Allende został obalony głównie dlatego, że odważył się sięgnąć po swoje, czyli, po chilijskie kopalnie miedzi i innych cennych minerałów, znajdujące się wówczas w rękach amerykańskich korporacji, oraz po banki, fabryki i ziemie w posiadaniu zagranicznego kapitału. Augusto Pinochet Ugarte, bombardując pałac prezydencki i wprowadzając przy pomocy terroru i zbrodniczych metod neoliberalny porządek działał w obronie interesu zagranicznych korporacji i międzynarodowej finansjery. Ale jak widać naszym narodowcom kupującym „swoje u swoich” jakoś to nie przeszkadza.

Paranoja, głupota, zakłamanie? Ignorancja? Może hipokryzja?

Jedynie hasło „Odliczajcie życia chwile szykujemy dla Was Chile!”, jedno z ulubionych haseł polskich narodowców, nie pozostawia wątpliwości: chodzi o krew, zwyczajną ludzką krew.