Fragmenty z Anarchistycznego F.A.Q. – http://anarchifaq.most.org.pl/

Co powoduje militaryzm i jakie są jego skutki?

Kapitalistyczny militaryzm posiada dwie główne przyczyny. Po pierwsze, istnieje potrzeba powstrzymywania wroga wewnętrznego – uciskanych i wyzyskiwanych grup ludności. Drugą przyczyną, jak już zauważyliśmy w sekcji poświęconej imperializmowi, jest to, że silne wojsko jest potrzebne po to, by klasa rządząca prowadziła agresywną i ekspansywną politykę zagraniczną. W przypadku najwyżej rozwiniętych krajów kapitalistycznych tego rodzaju polityka zagraniczna staje się coraz ważniejsza z powodu działania sił ekonomicznych, tzn. w celu dostarczenia produkowanym w nich dobrom rynków zbytu i zapobiegania krachowi systemu poprzez ciągłe rozszerzanie rynku na zewnątrz. Ta zewnętrzna ekspansja kapitałów, a więc i konkurencja między nimi wymaga sił zbrojnych dla ochrony ich interesów (a zwłaszcza inwestycji w innych krajach) i dawania im dodatkowej ochrony w ekonomicznej dżungli światowego rynku.

War2

„Wojna – dobra dla wybranych, zła dla większości”

 

 

Kapitalistyczny militaryzm służy też i innym celom i powoduje dużo ubocznych rezultatów. Po pierwsze, promuje rozwój szczególnie faworyzowanej grupy przedsiębiorstw zaangażowanych w produkcję broni i wyrobów związanych z bronią (poprzez kontrakty na rzecz „obrony”), które są bezpośrednio zainteresowane jak największym wzrostem produkcji w celach militarnych [1]. Ponieważ grupa ta jest szczególnie bogata, wywiera ogromny nacisk na rząd, aby wprowadzał tego rodzaju interwencjonizm państwowy, a często i agresywną politykę zagraniczną, jakiej chce owa grupa.

Ten „szczególny związek” między państwem a wielkim biznesem ma też i taką korzyść, że pozwala na to, by przeciętny obywatel płacił za działalność przemysłowych wydziałów badań i rozwoju. Rządowe subsydia są ważnym sposobem zbierania funduszy na te ich wydziały badań i rozwoju kosztem podatnika, co często daje owoce w postaci „wymysłów” o wielkim potencjale handlowym jako wyroby konsumenckie (np. komputery). Nie trzeba powtarzać, że wszystkie zyski wędrują do kontrahentów obronnych i spółek komercyjnych, które kupują od nich licencje na opatentowane technologie, zamiast być dzielone z ogółem, który opłacił wydziały badań i rozwoju, dzięki czemu te zyski były w ogóle możliwe.

374 amunicja ukraina

Amunicja z fabryki w Pionkach, wykorzystana w trakcie walk na Ukraińskim Majdanie

Trzeba przedstawić pewne szczegółowe dane, aby ukazać rozmiary wydatków militarnych i ich wpływ na amerykańską gospodarkę:

„Od 1945 roku (…) istnieją nowe gałęzie przemysłu nakręcające inwestycje i zatrudnienie (…) W większości z nich podstawowy postęp badawczy i technologiczny był ściśle powiązany z rozszerzającym się sektorem militarnym. W latach pięćdziesiątych główną innowacją była elektronika (…) która zwiększała swoją wytwórczość o 15 procent każdego roku. Miało to zasadnicze znaczenie dla automatyzacji miejsc pracy, a rząd federalny dostarczał lwią część dolarów na badania i rozwój w sprawach ukierunkowanych militarnie. Oprzyrządowanie na promienie podczerwone, sprzęt do pomiaru temperatury i ciśnienia, elektronika medyczna, konwersja energii termoelektrycznej – wszystkie te dziedziny korzystały z wojskowych wydziałów badań i rozwoju. W latach sześćdziesiątych bezpośrednie i pośrednie zapotrzebowanie armii było wyliczane na poziomie około 70 procent całkowitej produkcji przemysłu elektronicznego. Rozwinęły się także sprzężenia zwrotne między elektroniką a lotnictwem, w latach pięćdziesiątych drugą gałęzią przemysłu pod względem tempa rozwoju. W latach sześćdziesiątych (…) jego roczne nakłady inwestycyjne były 5,3 razy większe od poziomu z lat 1947-49, a ponad 90 procent jego wyrobów szło na potrzeby wojska. Tworzywa sztuczne (plastik i włókna syntetyczne) to jeszcze jedna rozwojowa gałąź przemysłu zawdzięczająca większość swych sukcesów projektom związanym z wojskiem. Obliczono, że w ciągu całego okresu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych związane z wojskowością wydziały badań i rozwoju (wliczając w to programy kosmiczne) miały na swoim koncie od 40 do 50 procent wszystkich publicznych i prywatnych wydatków na badania i rozwój i przynajmniej 85-procentowy udział rządu federalnego” [3, s. 103-4].

Nie koniec na tym. Wydatki rządowe na budowę dróg (na początku tłumaczone troską o obronność kraju) również dawały potężny zastrzyk energii prywatnemu kapitałowi (a wyniku tego procesu Ameryka została przekształcona w kraj dopasowany do potrzeb korporacji samochodowych i naftowych). Łączny wpływ ustawodawstwa o autostradach z 1944, 1956 i 1968 roku „doprowadził do wydania 70 miliardów dolarów na autostrady międzystanowe bez przegłosowywania [tych wydatków] przez komisję Kongresu zajmującą się kredytami”. Akt prawny z 1956 roku „w rezultacie zapisał jako prawo uchwaloną w 1932 r. strategię Ogólnokrajowej Konferencji Użytkowników Autostrad, autorstwa prezesa koncernu G[eneral] M[otors], Alfreda P. Sloana, mającą na celu zagospodarowanie podatku od benzyny i innych związanych z pojazdami mechanicznymi podatków akcyzowych na budowę autostrad”. GM dokonywało także nielegalnego wykupu publicznych spółek przewozowych w całej Ameryce i skutecznie je zniszczyło. W ten sposób została zmniejszona konkurencja dla samochodów prywatnych. Skutkiem ubocznym tej interwencji państwa było to, że w latach 1963-66 „spośród każdych sześciu przedsiębiorstw prowadzących biznes jedno było bezpośrednio uzależnione od wytwarzania, dystrybucji, serwisowania i wykorzystywania pojazdów mechanicznych”. Wpływ tych procesów jest widoczny do dnia dzisiejszego — zarówno pod względem spustoszeń ekologicznych, jak i w tym, że przedstawiciele kompanii samochodowych i naftowych nadal dominują wśród najwyższej dwudziestki pięciuset najbogatszych ludzi [3, s. 102].

c02-312959

Militaryzacja III Reszy

System ten, który można nazwać militarnym keynesizmem, ma trzy zalety w stosunku do interwencji państwa służącej celom socjalnym. Po pierwsze, w przeciwieństwie do programów osłon socjalnych, interwencja państwa w celach militarnych nie poprawia sytuacji (a więc i nie zwiększa nadziei) większości, która w dalszym ciągu może być marginalizowana przez system, znosić dyscyplinę na rynku pracy i odczuwać groźbę bezrobocia. Po drugie, działa ona jak państwo opiekuńcze dla bogatych, zapewniając, że chociaż mnóstwo ludzi jest podporządkowanych siłom rynkowym, to nieliczni mogą uciec przed tym losem – piejąc jednocześnie pochwały pod adresem „wolnego rynku”. I po trzecie – nie konkuruje ona z prywatnym kapitałem.

Z powodu powiązań między militaryzmem a imperializmem, było oczywiste, że po drugiej wojnie światowej Ameryka musi się stać największą potęgą militarną świata, jednocześnie stając się największą potęgą gospodarczą świata, i że rozwijają się silne związki między rządem, biznesem i siłami zbrojnymi. Amerykański „kapitalizm militarny” jest opisany szczegółowo poniżej, ale te uwagi można zastosować i do innych „wysoko rozwiniętych” państw kapitalistycznych.

W swojej mowie pożegnalnej prezydent Eisenhower ostrzegł przed niebezpieczeństwem zagrażającym swobodom jednostki i procedurom demokratycznym ze strony „kompleksu wojskowo-przemysłowego”, który może – przed czym przestrzegał – dążyć do utrzymywania gospodarki w stanie ciągłej gotowości do wojny, po prostu dlatego, że jest to dobry biznes. Mowa ta stanowiła echo przestrogi poczynionej wcześniej przez socjologa C. Wrighta Millsa (w książce The Power Elite (Elita władzy), 1956 r.) [4], który wykazał, że od zakończenia drugiej wojny światowej armia została powiększona i uzyskała decydujący wpływ na kształt całej amerykańskiej gospodarki, i że amerykański kapitalizm stał się faktycznie wojskowym kapitalizmem. Ta sytuacja nie uległa istotnej zmianie od czasu napisania tej książki, ponieważ nadal jest tak, że wszyscy oficerowie armii amerykańskiej wyrośli w atmosferze powojennego sojuszu wojskowo-przemysłowego i tak zostali wykształceni i przeszkoleni, aby go dalej kontynuować. Zatem pomimo ostatnich cięć w budżecie obronnym Stanów Zjednoczonych [co, przypuszczalnie, w dobie „wojny z terroryzmem” i ostatnich wydarzeń na świecie jest już nieaktualne] amerykański kapitalizm pozostaje militarnym kapitalizmem, z olbrzymim przemysłem zbrojeniowym i kontrahentami obronnymi wciąż należącymi do najpotężniejszych sił politycznych.

"Wojna to biznes"

„Wojna to biznes”

Czy militaryzm zmienił się wraz z oczywistym końcem „zimnej wojny”?

Wielu polityków zdawało się tak myśleć na początku lat dziewięćdziesiątych, zapewniając, że „dywidendy z pokoju” są w zasięgu ręki. Jednak od wybuchu wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. Amerykanie już niewiele słyszeli na ten temat. Chociaż jest prawdą, że odciągnięto trochę tłuszczu z budżetu obronnego, to i ekonomiczne, i polityczne naciski zmierzały do tego, aby utrzymać podstawy kompleksu wojskowo-przemysłowego nietknięte, zabezpieczając sobie stan globalnej gotowości do wojny i kontynuowanie produkcji jeszcze bardziej zaawansowanych technicznie systemów uzbrojenia w dającej się przewidzieć przyszłości.

Ponieważ ekonomiczna dominacja na świecie przysparza coraz więcej kłopotów, Ameryka obecnie utrzymuje swój status supermocarstwa w głównej mierze przy pomocy swojej przewagi militarnej. Dlatego Stany Zjednoczone prawdopodobnie nie zrzekną się tej przewagi dobrowolnie — przede wszystkim dlatego, że perspektywa odzyskania ekonomicznego pierwszeństwa na świecie okazuje się zależeć po części od zdolności do wymuszania na innych krajach gwarancji ustępstw i przywilejów gospodarczych, tak jak to było w przeszłości. Więc amerykański naród jest bombardowany propagandą zakrojoną na udowadnianie, że ciągła obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych jest niezbędna w każdym zakątku naszej planety.

Na przykład po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej wydano szkic rządowej Białej Księgi, w którym przekonywano, że Stany Zjednoczone muszą utrzymać swój status najsilniejszego mocarstwa wojskowego świata i nie wahać się przed jednostronnymi działaniami, gdyby poparcie Narodów Zjednoczonych dla przyszłych akcji militarnych nie nadchodziło. [Zostało to zrealizowane w praktyce podczas agresji na Irak w 2003 r.]. Chociaż później prezydent Bush senior, na skutek nacisków politycznych w roku wyborczym, zaprzeczył, jakoby osobiście wyznawał takie poglądy, dokument ten odzwierciedlał myślenie potężnych sił autorytarnych w rządzie — myślenie, że istnieje sposób, aby stały się one oficjalną polityką dzięki tajnym Narodowym Dyrektywom ds. Bezpieczeństwa (patrz sekcja D.9.2 (A)FAQ — Czym jest „niewidzialny rząd”?).

Z tych powodów nie byłoby mądrze stawiać na głęboką i zrównoważoną demilitaryzację Ameryki. Prawdą jest, że siła oddziałów zbrojnych jest zmniejszana w odpowiedzi na wycofanie się Związku Radzieckiego ze wschodniej Europy [co w obecnej sytuacji może się zmienić]; ale te ograniczenia są także przyśpieszane przez rozwój systemów broni automatycznej, zmniejszających liczbę żołnierzy wymaganą do wygrywania bitew, co zostało zademonstrowane w Zatoce Perskiej w 1991 r.

0002ACDH16TMPPET-C317-F3

Militaryzacja Rosji

Chociaż może się okazać, że nie ma pilnej potrzeby tworzenia olbrzymich budżetów obronnych, teraz, gdy zagrożenie sowieckie minęło, to odrzucenie swojego czterdziestoletniego przywiązania do militaryzmu okazuje się dla Stanów Zjednoczonych niemożliwe. Jak Noam Chomsky udowadnia w wielu swoich pismach [5], „System Pentagonu”, w którym ogół jest zmuszany do subsydiowania badań i rozwoju w przemyśle opartym na wysoko zaawansowanych technologiach za pomocą dopłat dla kontrahentów obronnych, jest w Stanach Zjednoczonych zamaskowanym substytutem jawnej polityki planowania w przemyśle, występującej w innych „rozwiniętych” krajach kapitalistycznych, takich jak Niemcy i Japonia. Amerykańskie koncerny związane z obronnością, znajdujące się wśród największych lobbystów, nie mogą sobie pozwolić na utratę tej „opieki socjalnej dla korporacji”. Ponadto ciągłe zmniejszanie liczby pracowników korporacji i wysoki poziom bezrobocia wytwarza silny nacisk na utrzymywanie gałęzi przemysłu związanych z obronnością po prostu w celu zachowania pracy dla ludzi.

Pomimo pewnych nieśmiałych cięć budżetu obronnego w latach dziewięćdziesiątych, roszczenia amerykańskiego militarnego kapitalizmu mają pierwszeństwo nad potrzebami ludzi. Na przykład Holly Sklar [6] pokazuje, że Waszyngton, Detroit i Filadelfia mają wyższą śmiertelność noworodków niż Jamajka czy Kostaryka, a wśród ogółu czarnoskórych Amerykanów jest ona wyższa niż w Nigerii; ale mimo to Stany Zjednoczone wciąż wydają mniej publicznych funduszy na szkolnictwo niż na wojsko, a na wojskowe zespoły muzyczne więcej niż na Narodową Fundację Sztuk Pięknych [6, s. 3-46]. Ale oczywiście politycy w dalszym ciągu utrzymują, że fundusze na edukację i świadczenia socjalne muszą być obcinane jeszcze bardziej, ponieważ „nie ma na to pieniędzy”.

W tym miejscu jednak pojawił się poważny problem – upadek Związku Radzieckiego pogrążył Pentagon w rozpaczliwej potrzebie znalezienia wystarczająco niebezpiecznego i demonicznego wroga w celu usprawiedliwiania dalszych wydatków militarnych w stylu, do jakiego Pentagon się przyzwyczaił. Wróg ten został w końcu znaleziony, i okazał się bardzo wygodny – terroryzm. Saddam Hussajn był chwilowo przydatny, ale w czasach, gdy jego machina wojskowa została rozbita, nie stanowił wystarczającej groźby, aby znowu zagwarantować tworzenie mocnych budżetów obronnych jak dawniej. Wymyślono więc jego rzekomy związek z atakami terrorystycznymi z 11 września. Jeśli zaś chodzi o poszczególne państwa, to istnieją pewne przesłanki, wskazujące, że amerykański rząd ma na oku Iran.

Głównym argumentem na korzyść wzięcia Iranu na celownik jest to, że amerykańskie społeczeństwo wciąż marzy o zemście za poniżenie zakładników w 1979 roku, bombardowania Libanu, aferę Iran-Contras i inne zniewagi, i dlatego można polegać na jego wsparciu dla wojny o ich ukaranie. Dlatego nie zdziwi nas, jeśli w przyszłości będziemy więcej słyszeli o możliwości zagrożenia nuklearnego ze strony Iranu i o niebezpieczeństwach irańskich wpływów w muzułmańskich republikach byłego imperium radzieckiego.

Pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej towarzyszyło ciche budowanie sieci sojuszów obronnych, co przypominało lata rządów Eisenhowera po drugiej wojnie światowej. Dzięki temu można teraz wzywać Amerykę do rozprawiania się z niepokojami w całym świecie arabskim. Wysłanie wojsk do Somalii okazało się tak pomyślane, aby pomóc Amerykanom przyzwyczaić się do odgrywania takiej roli.

Wojna w Zatoce Perskiej

Wojna w Zatoce Perskiej

Oprócz Iranu, nieprzyjazne reżimy rządzące w Korei Północnej, Libii i na Kubie, jak również ugrupowania komunistycznej partyzantki w różnych krajach Ameryki Południowej stanowią jeszcze jedną obietnicę znalezienia odpowiedniego miejsca na testowanie nowych systemów uzbrojenia. W latach dziewięćdziesiątych oczywiście też wysyłano żołnierzy na Haiti i do Bośni, co dostarczyło Pentagonowi więcej argumentów na rzecz kontynuowania wysokiego poziomu wydatków militarnych. A więc w paru słowach – tendencja do zwiększania militaryzmu nie została utemperowana przez „odchudzanie” armii w latach dziewięćdziesiątych, które najzwyczajniej służyło tylko tworzeniu szczuplejszej i wydajniejszej machiny zbrojnej.

Wojna w Iraku

Wojna w Iraku

Czy anarchizm ma charakter pacyfistyczny?

Nurt pacyfistyczny od dawna istnieje w anarchizmie, z Lwem Tołstojem jako jedną z głównych swoich postaci. Ten nurt jest zazwyczaj nazywany „anarcho-pacyfizmem” (określenie „anarchizm bez używania przemocy” jest też czasami używane, ale ta nazwa jest dosyć pechowa, bo zakłada, że cała reszta ruchu popiera „używanie przemocy”, co nie jest prawdą!). Związek anarchizmu z pacyfizmem nie jest zaskoczeniem dla znających fundamentalne ideały i argumenty anarchizmu. Ostatecznie, przemoc, albo groźba przemocy lub uszczerbku, jest kluczowym środkiem, przy pomocy którego niszczona jest wolność osobista. Jak wskazuje Peter Marshall: „znając szacunek anarchistów dla suwerenności jednostki, na dłuższą metę to właśnie brak przemocy, a nie przemoc, jest tym, co zakładają anarchistyczne wartości” [Demanding the Impossible (Żądanie niemożliwego), s. 637]. Malatesta wyraził to nawet jeszcze bardziej otwarcie, gdy napisał, że „głównym punktem programu anarchizmu jest usunięcie przemocy ze stosunków międzyludzkich”, i że anarchiści „zwalczają przemoc” [Errico Malatesta: His Life and Ideas (Życie i idee), s. 53].

ErricoMalatesta

Errico Malatesta

Jednakże, chociaż wielu anarchistów odrzuca przemoc i ogłasza pacyfizm, to cały ruch, na ogół, nie jest w zasadzie pacyfistyczny (w znaczeniu zwalczania wszystkich form przemocy we wszystkich sytuacjach). Raczej jest on antymilitarystyczny, skierowany przeciwko zorganizowanej przemocy ze strony państwa, ale przyznaje, że istnieją ważne różnice między przemocą ciemiężyciela a przemocą uciemiężonych. To wyjaśnia, dlaczego ruch anarchistyczny zawsze wkładał dużo czasu i energii w zwalczanie machiny wojskowej i kapitalistycznych wojen, podczas gdy równocześnie popierał i organizował zbrojny opór przeciwko uciskowi (tak jak w przypadku armii machnowców, która walczyła zarówno z wojskami Białych, jak i Czerwonych podczas rewolucji rosyjskiej, oraz milicji, jakie zorganizowali anarchiści, ażeby stawiać opór faszystom podczas rewolucji hiszpańskiej — zobacz sekcje A.5.4 i A.5.6, do wyboru).

fai

– Logo FAI

W kwestii niestosowania przemocy, jako sztywnej zasady praktycznej, ruch dzieli się wzdłuż linii między indywidualistami a społecznymi anarchistami. Większość anarchoindywidualistów popiera strategię przemian społecznych wyłącznie bez przemocy, podobnie, jak czynią to mutualiści. Ale indywidualistyczny anarchizm nie jest pacyfistyczny jako taki, gdyż wielu jego przedstawicieli popiera ideę przemocy w samoobronie przed agresją. Większość społecznych anarchistów, z drugiej strony, rzeczywiście popiera używanie rewolucyjnej przemocy, utrzymując, że siła fizyczna będzie niezbędna do obalenia obwarowań władzy i do stawienia oporu państwowej i kapitalistycznej agresji (chociaż to właśnie anarchosyndykalista, Bart de Ligt, był tym, kto napisał klasyczną pracę pacyfizmu, The Conquest of Violence (Ujarzmienie przemocy)). Jak wyłożył to Malatesta, przemoc, chociaż jest „sama w sobie złem”, to „da się usprawiedliwić tylko wtedy, gdy jest potrzebna, żeby bronić siebie samego i innych przed przemocą” oraz „niewolnik znajduje się zawsze w stanie obrony koniecznej, i w konsekwencji, jego przemoc wobec szefa, wobec oprawcy, jest zawsze moralnie usprawiedliwiona” [Op. Cit., s. 53, 54 i 55]. Ponadto, podkreślają oni, że jak powiedział Bakunin, skoro ucisk społeczny „wywodzi się w znacznie mniejszym stopniu od jednostek niż od organizacji własności i stanowisk społecznych”, anarchiści dążą do „bezwzględnego zniszczenia stanowisk i własności” raczej niż ludzi, ponieważ celem rewolucji anarchistycznej jest doczekanie końca uprzywilejowanych klas „nie jako jednostek, lecz jako klas” [cytat z Richarda B. Saltmana, The Social and Political Thought of Michael Bakunin (Myśl społeczna i polityczna Michaiła Bakunina), s. 121, 124 i 122].

2002-anti-capitalist-bloc

Antymilitarystyczny transparent – „Nie wojna a walka klas”

Rzeczywiście, problem przemocy jest stosunkowo mało ważny dla większości anarchistów, gdyż oni jej nie gloryfikują i uważają, że powinna być ograniczana do minimum podczas jakiejkolwiek walki czy rewolucji społecznej. Wszyscy anarchiści zgodziliby się z holenderskim pacyfistycznym anarcho-syndykalistą Bartem de Ligtem, gdy ten przekonywał, że „przemoc i działania wojenne to charakterystyczne warunki świata kapitalistycznego i nie idą w parze z wyzwoleniem jednostki, które jest misją dziejową klas wyzyskiwanych. Im większa przemoc, tym słabsza rewolucja, nawet i tam, gdzie przemoc została rozmyślnie zaprowadzona w służbie rewolucji” [The Conquest of Violence (Ujarzmienie przemocy), s. 75].

Podobnie, wszyscy anarchiści zgodziliby się dalej z de Ligtem, czytając tytuł jednego z rozdziałów jego książki, „absurdalność burżuazyjnego pacyfizmu”. Zdaniem de Ligta, i wszystkich anarchistów, przemoc jest przyrodzona ustrojowi kapitalistycznemu i jakakolwiek próba uczynienia kapitalizmu pacyfistycznym jest skazana na niepowodzenie. Dzieje się tak dlatego, że z jednej strony, wojna to często tylko konkurencja ekonomiczna prowadzona przy pomocy innych środków. Narody często idą na wojnę gdy doświadczają kryzysu gospodarczego — to, czego nie mogą uzyskać w walce gospodarczej, próbują zdobyć przy pomocy konfliktu zbrojnego. Z drugiej zaś strony, „przemoc jest nieodzowna w nowoczesnym społeczeństwie (…)[ponieważ] bez niej klasa rządząca zupełnie nie byłaby w stanie utrzymać swojej uprzywilejowanej pozycji w stosunku do uciskanych mas w każdym z krajów. Wojsko jest używane przede wszystkim, ażeby zgnieść robotników (…) kiedy staną się niezadowoleni” [Bart de Ligt, Op. Cit., s. 62]. Tak długo, jak długo będzie istniało państwo i kapitalizm, przemoc pozostanie nieuchronna. A więc, zdaniem anarcho-pacyfistów, konsekwentny pacyfista musi być anarchistą, podobnie jak konsekwentny anarchista musi być pacyfistą.

Zdaniem tych anarchistów, którzy nie są pacyfistami, przemoc jest postrzegana zarówno jako nieunikniony i nieszczęsny skutek ucisku i wyzysku, jak też jedyny środek, dzięki któremu uprzywilejowane klasy wyrzekną się swojej władzy i bogactwa. Ludzie u steru rzadko ustępują ze swojej władzy, a więc muszą zostać zmuszeni. Stąd potrzeba „przejściowej” przemocy „aby położyć kres o wiele większej, i to nieustannej, przemocy, która utrzymuje większość ludzkości w niewoli” [Malatesta, Op. Cit., s. 55]. Koncentrować się na sprawie stosowania bądź niestosowania przemocy to pomijać prawdziwą sprawę, mianowicie, to, jak zmieniamy społeczeństwo na lepsze. Jak wskazał Alexander Berkman, ci anarchiści, którzy są pacyfistami, nie rozumieją całej sprawy, podobnie jak ci, którzy myślą „tak samo, jak gdyby zakasanie swoich rękawów do pracy powinno być uznane za samą pracę”. Zaprzeczając temu, „zbrojna część rewolucji jest po prostu zakasaniem swoich rękawów. Rzeczywiste, prawdziwe zadanie pozostaje przed nami” [What is Anarchism (ABC anarchizmu), s. 183]. I naprawdę, większość walk społecznych i rewolucji zaczyna się względnie pokojowo (poprzez strajki, okupacje, i tak dalej) i dopiero degeneruje w kierunku przemocy, gdy ci u władzy próbują utrzymać swoje stanowiska (klasycznym tego przykładem jest to, co stało się we Włoszech w 1920 roku, kiedy to okupacja fabryk przez ich robotników pociągnęła za sobą faszystowski terror — zobacz sekcję A.5.5).

 

ngnmJak wzmiankowaliśmy wcześniej, wszyscy anarchiści są antymilitarystami i zwalczają zarówno machinę wojskową (a zatem i przemysł „obronny”), jak też i państwowe oraz kapitalistyczne wojny (chociaż kilku anarchistów, takich jak Rudolf Rocker i Sam Dolgoff, poparło kapitalistyczną koalicję antyfaszystowską podczas drugiej wojny światowej jako mniejsze zło). Przesłanie anarchistów i anarchosyndykalistów przeciwko machinie wojennej było rozpowszechniane na długo przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Syndykaliści i anarchiści w Wielkiej Brytanii i Ameryce Północnej przedrukowywali ulotkę francuskiego CGT nawołującą żołnierzy do niewypełniania rozkazów prześladowania swoich kolegów robotników. Emma Goldman i Alexander Berkman zostali aresztowani i wydaleni z Ameryki za organizowanie „Ligi Przeciwko Poborowi” w 1917 roku. Podobnie, wielu anarchistów w Europie było więzionych za odmowę wstąpienia do sił zbrojnych podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Pozostający pod wpływem anarcho-syndykalistycznym Robotnicy Przemysłowi Świata zostali zmiażdżeni przez bezwzględną falę rządowych represji wywołanych groźbą organizowania wystąpień i przedstawianiem antywojennego przesłania elitom rządzącym, które wolały wojnę. W bliższych nam czasach anarchiści (włączając w to takich ludzi, jak Noam Chomsky i Paul Goodman) zarówno działają w ruchu na rzecz pokoju, jak też wnoszą swój wkład w opór przeciwko poborowi tam, gdzie on wciąż ma miejsce. Anarchiści brali aktywny udział w zwalczaniu takich wojen jak wojna wietnamska, wojna o Falklandy, jak również wojny w Zatoce Perskiej w 1991 i 2003 roku (we Włoszech i Hiszpanii obejmowało to pomoc w organizowaniu strajków i protestów przeciwko niej). I to właśnie podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku wielu anarchistów wzniosło hasło „Żadnej wojny prócz wojny klas”, które pięknie podsumowuje anarchistyczny sprzeciw wobec wojny — a mianowicie złego skutku jakiegokolwiek systemu klasowego, w którym przedstawiciele uciskanych klas różnych krajów zabijają się nawzajem dla władzy i zysków swych władców. Zamiast brać udział w tej zorganizowanej rzezi, anarchiści namawiają ludzi pracy, aby dbali o swoje własne sprawy, a nie o sprawy swoich panów:

„Bardziej niż kiedykolwiek musimy unikać kompromisu; pogłębiać przepaść między kapitalistami a płatnymi niewolnikami, pomiędzy rządzącymi a rządzonymi; głosić wywłaszczenie własności prywatnej i zniszczenie państw jako jedyny środek zagwarantowania braterstwa między ludami oraz Sprawiedliwości i Wolności dla wszystkich; i musimy przygotowywać się do spełniania tych rzeczy” [Malatesta, Op. Cit., s. 251].

(Musimy tutaj zaznaczyć, że te słowa Malatesty zostały napisane po części przeciwko Piotrowi Kropotkinowi, który, z powodów najlepiej znanych jemu samemu, odrzucił wszystko, za czym argumentował przez dziesięciolecia i poparł aliantów podczas pierwszej wojny światowej jako mniejsze zło w porównaniu z niemieckim autorytaryzmem i imperializmem. Oczywiście, jak wskazał Malatesta, „wszystkie rządy i wszystkie klasy kapitalistów” popełniają „przestępstwa (…) przeciwko robotnikom i buntownikom swoich własnych krajów” [Op. Cit., s. 246]). Wraz z Berkmanem, Goldman i rzeszą innych anarchistów podpisał się on pod Międzynarodowym Manifestem Anarchistycznym przeciwko pierwszej wojnie światowej. Manifest ten wyrażał zdanie ogromnej większości ruchu anarchistycznego (w owym czasie i później) na temat wojny i tego, jak ją powstrzymać. Warto go zacytować:

„Prawda jest taka, że przyczyna wojen (…) polega jedynie na istnieniu Państwa, które jest formą przywileju (…) Jakąkolwiek formę by ono mogło przybrać, Państwo nie jest niczym innym niż zorganizowanym systemem ucisku dla korzyści uprzywilejowanej mniejszości (…)

„Pechem ludów, głęboko przywiązanych do pokoju, jest to, że w celu uniknięcia wojny pokładały one swoją ufność w Państwu wraz z jego dyplomatami knującymi intrygi, w demokracji i w partiach politycznych (…) To zaufanie zostało świadomie zawiedzione, i nadal jest zawodzone, gdy rządy z pomocą całej prasy przekonują swoje narody, że ta wojna jest wojną wyzwoleńczą.

„Stanowczo jesteśmy przeciwni wszystkim wojnom między narodami (…) byliśmy, jesteśmy i będziemy najenergiczniejszymi przeciwnikami wojny.

„Rolą anarchistów (…) jest kontynuowanie głoszenia, że istnieje tylko jedna wojna wyzwoleńcza: ta, która we wszystkich krajach jest prowadzona przez uciskanych przeciwko uciskającym, przez wyzyskiwanych przeciwko wyzyskiwaczom. Naszym zadaniem jest wezwać zniewolonych do buntu przeciwko ich panom.

„Czyny i propaganda anarchistów powinny uparcie i wytrwale dążyć do osłabiania i rozwiązywania poszczególnych państw oraz kultywowania ducha buntu i wzbudzania niezadowolenia w narodach i armiach (…)

„Musimy zrobić pożytek ze wszystkich ruchów buntu, z całego niezadowolenia, w celu wzniecenia powstania, i zorganizować rewolucję, i przypilnować, by położyła kres wszystkim społecznym krzywdom (…) Sprawiedliwość społeczna realizowana poprzez wolną organizację wytwórców; pozbycie się na zawsze wojen i militaryzmu; i całkowita wolność wywalczona przez zniesienie Państwa i jego niszczycielskich organów”
[„International Anarchist Manifesto on the War”,
Anarchy! An Anthology of Emma Goldman’s Mother Earth, ss. 386-388].

Zatem urok pacyfizmu dla anarchistów jest jasny. Przemoc jest autorytarna i zniewalająca, a przez to jej stosowanie istotnie przeczy anarchistycznym zasadom. W ten sposób anarchiści zgodziliby się z Malatestą, przekonującym, że „jesteśmy z zasady przeciwni przemocy i z tego powodu życzymy sobie, aby walka społeczna była prowadzona tak humanitarnie, jak to tylko możliwe” [Op. Cit.]. Większość, jeżeli nie wszyscy anarchiści, którzy nie są ścisłymi pacyfistami, zgadza się z anarchopacyfistami, gdy ci przekonują, że przemoc może często dawać skutki odwrotne do zamierzonych, wyobcowując ludzi i dając państwu pretekst do prześladowania zarówno ruchu anarchistycznego, jak i ruchów ludowych na rzecz przemian społecznych. Wszyscy anarchiści popierają akcje bezpośrednie bez używania przemocy i obywatelskie nieposłuszeństwo, które często toruje lepsze drogi radykalnym zmianom.

Zatem, podsumowując, anarchiści, którzy są czystymi pacyfistami, są rzadcy. Większość zgadza się na stosowanie przemocy jako na zło konieczne i zaleca minimalizację jej używania. Wszyscy zgadzają się, że rewolucja, która zinstytucjonalizuje przemoc, tylko odtworzy państwo w nowej formie. Jednakże przekonują, że niszczenie władzy nie jest autorytarne, podobnie jak użycie przemocy, aby opierać się przemocy. Dlatego, chociaż większość anarchistów nie jest pacyfistami, większość z nich odrzuca przemoc za wyjątkiem samoobrony, a nawet wtedy ogranicza ją do minimum.

Bibliografia

[3] Richard B. Du Boff, Accumulation and Power (Akumulacja a władza), 1989, [www].

[4] C. Wrighta Mills, The Power Elite (Elita władzy), 1956, [www]

[5] N. Chomsky, Pentagon System, 1993, [www].

[6] H. Sklar, „Brave New World Order”, w: Collateral Damage (Wzajemne szkodzenie), pod redakcją Cynthii Peters, 1992