We środę squattersi z Pragi otrzymali wyrok. Ni mniej, ni więcej, daje on policji pełne prawo do znęcania się nad wszelkiej maści aktywistami w imię „porządku publicznego”. Różne kraje, te same metody. 1312.
(poniżej artykuł przetłumaczony na polski)

źródło: http://a2larm.cz/2014/06/klidne-bijte-squattery/

Nie krępujcie się bić squattersów

Według sądu, policja podczas interwencji może pozwolić sobie na wszystko, nie ponosząc za to odpowiedzialności.

Czeska policja jest niemal symbolem niewinności. Nawet po najbardziej brutalnych interwencjach okazuje się, że nikt nic nie zrobił. A ranni i zniszczone rzeczy były najprawdopodobniej zbiorową halucynacją. Do niedawna powód był prosty – rzadko udawało się skazać konkretnego policjanta. Spróbuj w tłumie znaleźć dowody na zachowanie danej osoby, gdy kamery policyjne tego nie dokumentują – zwykle ledwo możesz zapamiętać twarze czy numery legitymacji, a potem przed sądem i tak jest słowo przeciw słowu. A w tym przypadku chodzi o oświadczenia stróżów prawa przeciwko oświadczeniom „niewiarygodnego elementu”.

Jakie są standardowe procedury policyjne?

„Wątpliwe elementy” w tym roku spróbowały innej taktyki. Odpowiedzieli na brutalną i absurdalną akcję, która miała miejsce 2 lata temu – policja użyła wtedy armatek i helikoptera w ramach reakcji na jednodniową, symboliczną okupację Villa Milada. Squattersi chcieli zwrócić uwagę na fakt, że dom, z którego 3 lata wcześniej zostali wyrzuceni w wyniku kosztownej eksmisji, coraz bardziej popada w ruinę. Uczestnikom akcji policjanci nie tylko zniszczyli instrumenty i urządzenia muzyczne, ale także utworzyli swoistą „ścieżkę zdrowia” i poniżali. Squattersi postanowili najpierw zadać Generalnej Inspekcji Sił Bezpieczeństwa, a potem sądowi, proste pytanie: czy policja jako instytucja odpowiada za szkody, których dopuściła się podczas interwencji? Dwa dni temu, w środę 25. czerwca, po dwóch rozprawach, dostali odpowiedź. Była negatywna: dowiedzieliśmy się z niej, że policja może zrobić wszystko, co chce, a ten, kto się temu sprzeciwia, jest po prostu niedojrzały.

Dwie rozprawy w sądzie miejskim w Pradze były niezwykle pouczające. Uczestnicy dzięki przesłuchaniu świadków mogli się dowiedzieć czegoś o policyjnej taktyce i mentalności. Okazało się nie tylko, że wejście ciężkich oddziałów policji w policyjnym żargonie nazywa się „zatopić teren”, ale przede wszystkim stało się jasne, jak to było z tą „ścieżką zdrowia”: według policjantów jest to „standardowa procedura”, że stojąc w rzędzie, „podają” sobie poszczególnych więźniów (którzy są skuci, więc w niestabilnej pozycji). A że przy tej „standardowej procedurze” policjanci całkowicie „standardowo” nie byli w stanie przezwyciężyć pokusy, żeby cię walnąć – temu, oczywiście, wszyscy świadkowie policji zaprzeczyli. Jednak przedmioty policyjnego „zatopienia”, a następnie „standardowej procedury” wiedzą swoje.

Przedstawiciele policji przed sądem byli dość wyniośli. Zamiast odpowiedzi na argumenty prawne, zrobili w mowie końcowej wykład o zagrożeniach i braku kultury squattersów. Wiedzieli, że to będzie bardziej skuteczne. Kilka minut później starali się jednak wyglądać na milusich, którzy chętnie dogadaliby się pokojowo ze squattersami przy okazji następnych akcji (jakby granie sztuk teatralnych w parku trzeba było konsultować z policją – i jakby to założenie nie było tylko kolejnym przykładem ograniczania swobód obywatelskich). Z tropu na chwilę zbiła ich uwaga jednego ze squattersów, który zauważył, że policjant, który w styczniu 2009r. zabił zatrzymanego Wietnamczyka, należał również do grupy oskarżonych o policyjną przemoc na Czechteku. Gdyby wtedy oskarżeni nie zostali uniewinnieni, lub gdyby policja sama była w stanie dostrzec poważny problem przemocy w swoich szeregach, nie musiałby umrzeć człowiek…

Jeśli po policji po tym wszystkim dało się spodziewać, że będzie bronić swojej instytucji, to od sędziny także można było oczekiwać wzięcia pod uwagę różnych argumentów i wydania wyroku, który będzie odpowiadać prawu i sprawiedliwości. Zamiast tego, squattersi doczekali się odrzucenia swojego wniosku i wyrok, którego uzasadnienie przypominało kazanie w szkółce niedzielnej. Podjęliście świadomą decyzję o złamaniu prawa, więc nie spodziewajcie się, że
prawo będzie was teraz chronić. Sędzina tak reagowała na argumenty squatersów odnoszące się do tego, że według orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka gwarantowana jest pewna ochrona nawet niezarejestrowanego zgromadzenia, nawet jeśli ma formę okupacji budynku. Swoim kontrargumentem podważyła jakąkolwiek logikę – według niej, każdy może cię zastrzelić, jeśli zdecydujesz się źle zaparkować – w końcu naruszyłeś prawo, więc nie oczekuj, że to prawo będzie cię chronić.

Infantylna pani sędzina

I jakby ta uwaga nie starczyła sędzinie, bo poczuła dodatkowo potrzebę, by ocenić działania squattersów i ich oczekiwania: „przypomina mi to zachowanie małych dzieci” powiedziała, co powtórzyły po niej media. Jakby rolą sądu nie było ocenianie sytuacji prawnej, ale dorosłości uczestniczących. Ale jeśli ktoś był infantylny, to przede wszystkim sędzina Naděžda Řeháková.
To ona nie kontrolowała swoich emocji i zamiast profesjonalnie podjąć decyzję i poprzeć ją argumentami prawnymi, poczuła potrzebę zrobienia squattersom wykładu na temat ich dziecinności.

„Nie odeszliście po policyjnym wezwaniu, czego się spodziewaliście?” – pytała sędzina w ramach uzasadnienia wyroku, świadoma tego, że na jej pytanie nikt nie może odpowiedzieć. Spróbuję przynajmniej odpowiedzieć na to pytanie wstecz – w sądzie byłem świadkiem, a te dwie rozprawy traktowałem jako okazję do przypomnienia o Miladzie. Czego właściwie się wtedy spodziewaliśmy? Tak, na pewno czekaliśmy na interwencję policji. Ale nie spodziewaliśmy się, że zostaniemy skuci. Nie spodziewaliśmy się również „ścieżki zdrowia”, gdzie słowa Krylova o „ryciu pyskiem w ziemi” przestają być metaforą. Nie spodziewaliśmy się psychopatycznej w takim stopniu przemocy jednostek prewencji, nie spodziewaliśmy się poniżania. Następnym razem będziemy bardziej przezorni – zwłaszcza, że swoim wyrokiem sędzina właściwie powiedziała policji: nie krępujcie się bić squattersów, będę was kryć. To są tylko niegrzeczne dzieci, które zasługują na bicie.