źródło: http://iszczecinek.pl/artykuly/felietony/komunizm-urojony

Mimo, że w Polsce nie ma systemu komunistycznego, w parlamencie nie zasiada komunistyczna partia a ludzi wyznających takie poglądy jest niewielu – nader często spotkać można antykomunistyczne hasła, grafiki czy wydarzenia kulturowe z antykomunizmem w tle. Sprzeciw wobec komunizmu może być w takich przypadkach nie celem, a narzędziem do osiągnięcia czegoś całkowicie innego.

Adolf Hitler w Mein Kampf napisał: „Z wielości różnych wrogów trzeba zawsze tworzyć jedność, aby szeregi własnych zwolenników były przekonane, że walka toczy się z tym samym wrogiem. Umacnia to wiarę w słuszność sprawy i wzmaga zaciętość wystąpień przeciwko oponentom”.1 W ten sposób wykreowano w Trzeciej Rzeszy wizerunek Żyda-bolszewika-plutokraty. Taką samą metodę wykorzystywała również propaganda w powstających ówcześnie reżimach katolickich. Na przykład podczas hiszpańskiej wojny domowej, wszystkich opowiadających się po stronie republiki – utożsamiano z komunistami. Wiążąc jedną znienawidzoną grupę z inną, znacznie groźniejszą – jak komuniści, można było wzniecić większy strach przed nią, obciążyć ją większą winą, zachęcać do silniejszego przeciwstawiania się jej i pomagać racjonalizować wyrządzane krzywdy. Trzecia Rzesza upadła, tak jak współpracujące z nią katolickie reżimy. W końcu upadł też Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich. Rzymski katolicyzm jednak pozostał – a że zabrakło mu faktycznego zagrożenia w postaci komunizmu, musiał zacząć straszyć komunizmem urojonym – co było szczególnie wygodne w pokomunistycznej Polsce.

Tak więc Kościół Rzymskokatolicki, związane z nim media, katoliccy politycy i organizacje odwołujące się do katolicyzmu – kreują w Polsce modę na specyficzny „antykomunizm”. Jego głównym celem jednak nie jest walka z faktycznym komunizmem, a z ludźmi określonymi tylko taką etykietą. Wykorzystywana jest ona do piętnowania tych, których chce się zdyskredytować i wobec których ataki chce się usprawiedliwić. Tak wykreowany jednolity i wyrazisty wróg, pozwala też łatwiej konsolidować własnych zwolenników oraz promować siebie jako obrońcę wolności. Obecnie w katolickiej retoryce można spotkać umieszczanie pod pojęciem „komunistów” (m.in., poza faktycznymi komunistami): ateistów, agnostyków, antyklerykałów, współczesnych demokratów, liberałów, lewicę, wolnomularzy, zwolenników Unii Europejskiej, Żydów, homoseksualistów, Rosjan, zwolenników równouprawnienia płci, ludzi działających na rzecz wolności wyznania.

Regularne takie etykietowanie w katolickiej propagandzie występuję w odniesieniu do ateistów i liberałów (antyklerykałów). Ateistów więc Kościół Rzymskokatolicki przedstawia jako ludzi o komunistycznych poglądach i odpowiedzialnych za wszelkie wyrządzone przez komunizm szkody. Na przykład bp Pieronek w wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” w 2013 roku utożsamia wszystkich ateistów z komunistami stwierdzając, że ateiści w Polsce nie powinni mieć głosu, bo już kilkadziesiąt lat rządzili, doprowadzając Europę do ruiny.2 Ks. Marek Dziewiecki w artykule „Ateizm, czyli urojona wizja człowieka” oczekuje, że wszyscy ateiści będą przepraszać za komunistyczne zbrodnie.3 Jan Paweł II w encyklice Centesimus Annus głosi, że ateizm obok pogardy dla człowieka, jest przyczyną marksistowskiego pojmowania walki klas.4 Środowiska katolickie powielają tę propagandę. Na przykład „Gość Niedzielny” jako komentarz do bilbordów mających przeciwdziałać wykluczeniu ateistów, zacytował wypowiedź Jacka Kotuli ze stowarzyszenia Contra In Vitro, który stwierdził, że ateizm jest światopoglądem niszczącym jak nazizm i komunizm a pozwolenie ateistom na promowanie się, doprowadzi do tego, że wkrótce będą domagać się promocji komunizmu.5

Z liberałami (antyklerykałami) jest podobnie. Według katolickiej retoryki, jeżeli komuniści byli przeciwnikami przywilejów i władzy Kościoła Katolickiego, to każdy kto w tej kwestii myśli podobnie, tez jest komunistą (i nie ważne, że np. jako liberał będzie faktycznie przeciwnikiem komunizmu). Mogą wiec tak być przedstawiani wszyscy krytykujący podporządkowywanie państwa Kościołowi (i w ogóle religii), dyskryminację, antywolnościowe postulaty katolików, chciwość i przywileje kleru. Na przykład w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” kard. Stanisław Nagy stwierdza, że „komunizm nie zginął, ale przedzierzgnął się w inteligencką ideologię nazywaną liberalizmem”.6 Ks. Jerzy Popiełuszko w kazaniu z 17 maja 1984 roku, przedstawił ateizm i ideę świeckiego państwa, jako produkty kapitalizmu i masonerii – zasiane w Polsce przez komunizm.7 Ks. Walerian Słomka w artykule „Państwo świeckie nie znaczy państwo ateistyczne” przyrównuje współczesne postulaty dotyczące świeckości państwa do działań państwa komunistycznego.8 Przykładem powielania tej propagandy przez środowiska katolickie mogą być piosenki Leszka Czajkowskiego, gdzie antyklerykałowie, liberałowie, ateiści, agnostycy (czy ogółem niekatolicy) – przedstawiani są jako komuniści (np. zaczytujący się w tekstach Marksa – jak to przedstawione zostało w piosence „Antyklerykał”9). Stanisław Michalkiewicz w artykule „Znowu się zaczyna” pisze natomiast o trwającej obecnie walce „trzeciego pokolenia UB” (które według autora ma się reprodukować w ramach „ubeckich dynastii”) z „trzecim pokoleniem AK”. Tymi „ubekami” mają być polscy ateiści i zwolennicy świeckiego państwa. Szczególnego znaczenia ma to zaś według autora nabierać „w związku z planami, jakie żydokomuna snuje względem cywilizacji łacińskiej”.10

Etykietowanie komunizmem może też dotknąć każdą inną grupę ludzi, która w jakiś sposób podważy interes Kościoła Katolickiego oraz współpracujących z nim polityków i gdy zajdzie potrzeba postraszenia czymś. Można to zauważyć przy straszeniu „totalitarną ideologią gender”, która przez Kościół przedstawiana jest jako nowy komunizm. Wszyscy zwolennicy równych praw kobiet i mężczyzn lub wymiany ról społecznych – są tu ukazywani jako nowi marksiści, czego przykładem są publiczne wypowiedzi ks. Dariusza Oko.11 Z komunizmem wiązani są też homoseksualiści (i inne mniejszości seksualne) oraz ludzie ich tolerujący. Wynika to ze stereotypu, że każdy homoseksualista lub osoba tolerująca homoseksualizm, to „lewak” oraz z przedstawiania lewicy jako synonimu komunizmu. Gdy katolickiej stronie chce się odebrać jakiś przywilej, albo nie chce się jej traktować w uprzywilejowany sposób – spotkać można straszenie „powrotem komunizmu”.12 Gdy natomiast ktoś posłuży się trudnymi dla katolickiej strony argumentami, przytoczy niewygodne fakty – może zostać oskarżony o powielanie „komunistycznej propagandy”. W ten sposób księża, media katolickie czy sami katolicy mogą dyskredytować swoich przeciwników, niszczyć wiarygodność ich przekazu, robić z nich ludzi groźnych – strasząc wymyślonymi skutkami ich postulatów. Atakowanie przeciwnika, którego wiąże się z komunizmem jest też o wiele bardziej akceptowalne przez otoczenie.

Głoszenie odmiennych poglądów, a zwłaszcza bezpośrednie podważanie katolickich – skutkuje nierzadko obelgami, próbą zakrzyczenia i podobnym zachowaniem. Takie atakowanie odgórnie wszystkich liberałów, ateistów, demokratów, antyklerykałów, skutkowałoby tym, że niekatolicy i mniej zaangażowana część środowisk katolickich – czyli dość duża część społeczeństwa – zareagowaliby na taką postawę negatywnie, widząc w tym brak kultury i fanatyzm. Jeżeli jednak doczepi się przeciwnikom etykietę „komunistów” to ich atakowanie staje się od razu bardziej akceptowalne. Jednocześnie nienawiść do tak wykreowanego „komunisty” staje się bardziej atrakcyjna i zasadna – bo o wiele mocniej można ją w sobie rozpalić w stosunku do człowieka, w którym się widzi krzewiciela komunistycznego totalitaryzmu – obciążonego jego zbrodniami, niż gdy będzie się widziało, że tak naprawdę człowiek ten jedynie nie wierzy w żadnego boga lub chce by w Polsce panowała wolność wyznania.

Katolickie poglądy są przez to modne w środowiskach kibicowskich (głównie ich część pozwalająca na usprawiedliwianie agresywnych zachowań). Dzięki nim można tam nadać głębszy sens swoim działaniom, usprawiedliwiać nienawiść do innych i racjonalizować zachowania, które normalnie powinny wywoływać poczucie winy. Agresywni kibice zamiast więc czuć się zwykłymi wandalami niszczącymi mienie publiczne, bandytami atakującymi ludzi na ulicy, oszczercami wyzywającymi od „komuchów” i „zdrajców” każdego, kto ma inne niż oni poglądy – mogą poczuć się „patriotami”, którzy podpalają samochody „żydowskich” mediów, niszczą „pedalską” dekorację Warszawy, rzucają kamieniami w policję „na usługach reżimu”, atakują na ulicy „lewactwo” czy „komuchów” a zarzucając ludziom o innych poglądach związki z komunizmem – jedynie „głoszą prawdę”. W taki też sposób powołując się na pozytywnie postrzegany antykomunizm (przy dodatkowej pomocy wzniosłych haseł, antykomunistycznych grafik i przy wsparciu katolickich polityków) – wulgarni oszczercy, wandale i bandyci mogą się dowartościowywać, robiąc z siebie „patriotów” i aktywistów „walczących o wolność”.

Takie nastroje „antykomunistyczne” podgrzewa dodatkowo promowanie kultu Żołnierzy Wyklętych. Samo pojęcie „Żołnierze Wyklęci” zostało stworzone w celach propagandowych przez katolicką Ligę Republikańską (publicznie pierwszy raz w takim znaczeniu zostało użyte 1993 roku) i odnosi się do antykomunistów walczących w Polsce po II wojnie światowej – w tym również tych, którzy wykorzystywali walkę z komunizmem jako usprawiedliwienie dla rabowania i mordowania niekomunistów (np. Romuald Rajs – Bury, Józef Kuraś – Ogień) oraz – jak NSZ – deklarowali chęć ustanowienia Polski państwem katolickim. Dla ludzi, którzy w imię „patriotyzmu” na przykład zakłócają czyjeś wystąpienia, w Święto Niepodległości demolują Warszawę, atakują fizycznie opozycjonistów, są oni idolami nie bez przyczyny. Podobnie jak Żołnierze Wyklęci – „patriotyzmem” i „antykomunizmem” zasłaniają oni zwykły bandytyzm oraz głoszenie agresywnych postulatów.

O tym jak mało omawiani „antykomuniści” mają wspólnego ze świadomym sprzeciwem wobec komunizmu, świadczą podawane przez nich argumenty. Mówią oni o tym, że komunizm ograniczał wolność, był totalitarny, zbrodniczy oraz przyczyniał się do prześladowania i mordowania – ale poglądy jakie sami wyznają są bardzo podobne. W katolickim państwie, jakiego w deklaracjach chcą (i jakiej chciały m.in. gloryfikowane przez nich NSZ) nie byłoby wolności słowa, wolności wyznania, a ludzie głoszący odmienne poglądy byliby również prześladowani i zabijani – czego przykładem mogą być katolickie reżimy w Hiszpanii (gen. Francisco Franco), Chorwacji (Ante Pavelić), Słowacji (ks. Jozef Tiso). Ludzie ci nie potępiają więc komunizmu za jego totalitarny i zbrodniczy charakter, a za to, że co najwyżej był konkurencyjną opcją polityczną, która dziś na jest dodatkowo atrakcyjnym celem. Brak świadomości w potępianiu komunizmu widoczny jest też w akcjach takich jak zorganizowane przez Narodowe Odrodzenie Polski przerwanie wykładu Zygmunta Baumana w czerwcu 2013 roku. Ci „antykomuniści” nie próbowali merytorycznie z nim dyskutować, nie podawali argumentów, nie zamierzali niczego udowadniać. Ich sprzeciw ograniczył się do zakłócenia porządku i wulgaryzmów.13 Czy ktoś, kto walczy z czymś, co świadomie uznaje za złe – przedkłada wulgarne okrzyki nad spór merytoryczny?

Dobrze jest edukować – jakie komunizm przynosił skutki gospodarcze, jakie głosił kłamstwa i jakie powodował krzywdy. Nie można jednak akceptować wykorzystywania antykomunizmu do legitymizowania oszczerstw, wandalizmu i przemocy. Ludzie odpowiadający za państwo i próbujący wpływać na społeczeństwo, powinni zaś być krytykowani za ich faktyczne szkodliwe działania – jeżeli takie występują – a nie za urojony związek z komunizmem.

Krzysztof Serafiński

1. Adolf Hitler, Mein Kampf, München 1940, s. 129, w: Eugeniusz Cezary Król, Propaganda i indoktrynacja narodowego socjalizmu w Niemczech 1919-1945, Warszawa 1999, s. 46.