(mail od czytelnika)

Gdy bez mała rok temu oglądaliśmy scenę z otwarcia muralu „żołnierzy wyklętych” nikt nie  spodziewał się tego do czego doprowadza nacjonalizm. Uroczystości odsłonięcia muralu przyklaskiwali lokalni samorządowcy, z burmistrzem na czele. Jedynie zaangażowani antyfaszyści postanowili stawić czoła zalegalizowanej, brunatnej propagandzie. Gdy zaczęliśmy podnosić larum i bić na alarm wielu, szczególnie samorządowcy i politycy zarzucali nam, że wyolbrzymiamy, że
jesteśmy przewrażliwieni, że walka nie ma sensu lub, że jesteśmy „antypatriotami” itd. Nacjonaliści znaleźli poparcie nie tylko wśród lokalnych samorządowców lecz również w lokalnej prasie, która chętnie pisała o „młodych patriotach”, nas nazywając „komunistami tęskniącymi za minionym ustrojem” lub „komunistami prześladującymi patriotyczną młodzież”.

Zielone światło dane faszystom przez media i władze sprawiło, że zaczęli oni coraz bardziej wcielać swoje hasła w życie. Podczas koncertu w dniu 5 września 2014 tego roku „młodzi patrioci” postanowili walczyć z komunizmem, którego nie ma oberwało się kilku ludziom, jeden z nich pobitych został przez nich uznany za
„lewaka” tylko dlatego, że miał… dredy.

Miesiąc później nacjonaliści wykonali kolejny (trzeci już mural) nawołujący do nienawiści. Tym razem nacjonaliści nie dostali wsparcia samorządowców lecz… policji. Otóż mural wykonany jest na ścianie posesji jednego z lokalnych policjantów. Może nie byłoby to tak bulwersujące gdyby nie fakt, że budynek na którym wykonano graffiti znajduje się w strefie ochrony zabytków B, a więc jest w pełni nielegalny gdyż wykonawcy swojego „dzieła” nie mieli zgody konserwatora zabytków.

W dniu 4 października 2014 kiedy nacjonaliści zaczęli wykonywanie prac malarskich od rana do rejonowej komendy policji dzwoniły telefony mieszkańców z apelem aby zapobiec dewastacji zabytków, przechodnie obawiający się o swoje bezpieczeństwo oraz ludzie alarmujący o tym, że mural nawołuje do nienawiści. Po zakończeniu swojej pracy nacjonalistyczna młodzież udała się do pobliskiego parku, w którym zazwyczaj spotykają się ludzie o poglądach antyfaszystowskich. Mieli założone kominiarki oraz byli uzbrojeni w kije bejsbolowe z nabitymi nań gwoździami. Ponieważ nie znalazł się żaden „lewak” pobili dwóch przypadkowych ludzi. Tym razem jednak dwoje pobitych o mały włos nie powitali się z tamtym światem. Nacjonaliści bili ich do nieprzytomności, obaj wylądowali na oddziale intensywnej opieki medycznej, jeden stracił ucho. Gdy odzyskają przytomność z pewnością będą mieli jeszcze przed sobą długi proces powracania do sił.

Bilans nacjonalistycznego terroru w Wołowie jest przerażający, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że  to małe miasteczko na dolnym śląsku – tak zwane zadupie. Mamy liczne pogróżki, zaczepki, teraz dochodzi czterech pobitych, przypadkowych mieszkańców Wołowa w tym dwóch pobitych do nieprzytomności i leżących na OIOMie.

Wydarzenia te powinny być wyraźnym znakiem, kto po jakiej stronie powinien każdy porządny człowiek stanąć. Mieszkańcy nie mogą dawać się zastraszyć tej mniejszości. Musimy reagować, wszyscy!

Wsparcia dla wołowskich nacjonalistów udzielają nacjonaliści z Wrocławia oraz okolicznych miejscowości.

Mówmy wszyscy głośno NIE, póki jeszcze mamy prawo cokolwiek mówić.

(https://www.facebook.com/normalnywolow)